Najtrudniejsze są rzeczy najprostsze. Zapewne dlatego nie wszyscy pamiętają, że przed założeniem konta w systemie teleinformatycznym obsługującym zawiązywanie elektronicznej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością muszą mieć e-rachunek w banku. Tylko w ten sposób bowiem będą mogli uiścić opłatę sądową i zapłacić za ogłoszenie w Monitorze Sądowym i Gospodarczym.

Działanie pod dyktando

Opowieści o tym, jak trudno jest założyć e-spółkę, wkładam między bajki. Jeżeli bowiem przedsiębiorca ma orientować się w przepisach podatkowych czy księgowych, to dlaczego nie powinien znać regulacji dotyczących spółki z o.o., przynajmniej na poziomie podstawowym? Nie sądzę też, żeby S24 wyparła inne spółki. Uważam mimo to, że taki standardowy produkt powinien być powszechnie dostępny w hipermarkecie z usługami prawniczymi. Żyjemy wszak w epoce, w której wiedzę można zdobyć stosunkowo łatwo. Dlatego nie warto deprecjonować samego pomysłu pomimo jego wad. No bo s24 wady rzeczywiście ma.

Pełnomocnik powinien mieć możliwość założenia S24 w imieniu klienta

Chociaż czynności związane z zakładaniem e-spółki nie są skomplikowane, niektórzy woleliby zasięgnąć przy tej okazji porady prawnika. Tymczasem pełnomocnik procesowy ciągle nie może na swoim koncie użytkownika dokonać wszystkich czynności służących zawiązaniu spółki klienta. Nie może też w jego imieniu przesłać wniosku do sądu. Wadę tę podobno Ministerstwo Sprawiedliwości ma usunąć, niemniej trzeba pamiętać, że nie jest to przeszkoda w korzystaniu z pomocy np. adwokata. Jeżeli osoba, która założyła już sobie konto w systemie teleinformatycznym, pozwalającym zawiązać spółkę uruchomi je, to przecież wpisów może na nim dokonywać każdy, komu użytkownik to umożliwi. Może więc to być również fachowy doradca. Wolno też właścicielowi konta działać pod jego dyktando. Jedynie podpis elektroniczny powinien złożyć sam użytkownik, a nie jego zastępca.

Nadmierny liberalizm

Wielkie zastrzeżenia budzi też brak weryfikacji tożsamości użytkowników. To stanowczo nadmierny liberalizm. Powoduje on, że przy zakładaniu s24 nie kontrolujemy, czy ten, kto pisze, że jest powiedzmy Kowalskim, jest nim w istocie. A przecież można by było rzecz rozwiązać przez obowiązkowy e-PUAP.

Z drugiej strony prawdą jest również to, że gdyby ktoś chciał założyć spółkę dla celów przestępczych, to może pójść z fałszywym paszportem jakiegoś dalekiego kraju do notariusza, który też tego nie wychwyci, i będzie miał taki oszust godną zaufania spółkę zawiązaną w tradycyjny sposób. To jednak pokazuje tylko tyle, że nie ma nic pewnego, i każdego nowego kontrahenta, bez względu na to, czy jest mały, czy wielki, trzeba weryfikować. W dodatku niezależnie od tego, że sąd wpisał go do Krajowego Rejestru Sądowego. Każdy, kto sprawdzać nie będzie, ryzykuje.

Co można zrobić, żeby ktoś nie uczynił nas, mimo naszej woli, wspólnikiem s24? Na to też jest metoda. Każdy może założyć sobie konto użytkownika. System zweryfikuje tożsamość po numerze PESEL, więc nie dopuści do założenia kolejnego dla tej samej osoby.

Sądom lżej

Dla sądów rejestrowych spółki zawiązywane na formularzach powinny okazać się wielkim ułatwieniem. Skróci się czas potrzebny na rozpoznanie wniosków o pierwszy wpis. Zamiast bowiem czytać umowę na kliku stronach przez 2 – 3 godziny, sąd przejrzy formularze przez 10 czy 15 minut.

Problemem jest tylko złe działanie samego systemu teleinformatycznego, jego zawodność. Start jest wyjątkowo bolesny, ale uważam, że możliwe jest takie skonfigurowanie go, żeby funkcjonował poprawnie. Nie podzielam przy tym obaw, że s24 staną się przyczyną krzywdy innych spółek. Wnioski o rejestrację tych pozostałych będą rozpoznawane w normalnym trybie. A i obawy prawników o utratę klienteli są chybione. Rośnie wszak świadomość, że ich porady się przydają. Zawiązanie spółki to przecież nie to samo, co założenie konta na portalu społecznościowym. Z faktu zaś, że można to zrobić szybko, nie wolno wyciągać wniosku, że np. pod wnioskiem zostały złożone wszystkie podpisy. Byłoby jednak lepiej, gdyby system nie przepuszczał dokumentów, które nie zostały parafowane przez każdego z członków zarządu. Chyba że podpisze za niego wniosek pełnomocnik, który wprawdzie dziś tego uczynić nie może, ale myślę, że to okres przejściowy.

Spółka jak każda

Po zarejestrowaniu S24 różni się od tradycyjnej sp. z o.o. tylko tym, że przy opisie umowy spółki nie będzie wskazania notariusza i aktu notarialnego. Pojawi się tylko data umowy z ewentualną adnotacją, że została zawarta z wykorzystaniem ustawowego wzorca. No i jeśli nie zostanie złożone oświadczenie o pokryciu kapitału, to będziemy mieć i tę wzmiankę. Poza tym będzie to spółka jak każda inna. Ani lepsza, ani gorsza, wszystko wszak zależy od zapotrzebowania. Jedni wolą garnitur szyty na miarę, inni kupują w sklepach z masową konfekcją. Ale nawet spółka tworzona przy wykorzystaniu wzorca umowy może być w ograniczonym zakresie dopasowywana do indywidualnych preferencji.

Wojciech Łukowski, sędzia Sądu Okręgowego we Wrocławiu