Zaskakująca polemika w stosunku do tez wywiadu, którego udzieliłem DGP („Nie wolno poświęcić interesu klienta dla realizacji własnych wizji” – DGP nr 145/20), pojawiła się w felietonie pana sędziego Piotra Mgłośka „Adwokacki relatywizm” (DGP nr 157/20). Zaskakująca, bo w miejsce rzetelnej prawnej analizy, zaklinająca rzeczywistość na podstawie emocji i życzeń. Wprowadzająca w błąd czytelników co do prawnych mechanizmów wynikających z wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z listopada 2019 r. i uchwały trzech izb Sądu Najwyższego z 23 marca 2020 r., a nadto opacznie przedstawiająca rolę adwokata w procesie sądowym.
Niezasadnie i chyba bez głębszego przemyślenia suponująca, na podstawie wyrwanych z kontekstu fragmentów zdań, „mentalną akceptację bezprawności”, „adwokacki relatywizm” oraz zagubienia wśród różnych pełnionych funkcji profesorskiej, adwokackiej i dziekańskiej. Wreszcie niezasadnie obciążająca adwokatów powinnością, nawet kosztem interesów ich klientów, składania wniosków o wyłączenie sędziego, których sądy w świetle prawa nie będą uwzględniać z uwagi na samą treść wspomnianych w wyroku TSUE, jak i uchwały trzech izb SN, a dodatkowo na „ustawę kagańcową” i podstawy właściwości w świetle art. 26 par. 2 i 3 ustawy o SN, a także na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z marca 2020 r.
Wbrew twierdzeniom polemisty wskazane w listopadowym wyroku TSUE kryteria określające wymogi bezstronnego i niezawisłego sądu (nazywane przez P. Mgłośka „testem niezależności”) to zupełnie co innego niż składany przez adwokata wniosek o wyłączenie sędziego. Wywiedziony przez TSUE z art. 47 Karty Praw Podstawowych UE i art. 9 ust. 1 dyrektywy Rady 2000/78/WE wymóg, by spory dotyczące stosowania prawa Unii należały do niezawisłego i bezstronnego sądu, TSUE pozostawił do rozstrzygnięcia SN, przy użyciu wskazanych przez TSUE kryteriów: (1) samo powoływanie przez prezydenta sędziów nie ogranicza niezawisłości, (2) wyłonienie kandydatów przez Krajową Radę Sądownictwa nie budziłoby wątpliwości, gdyby organ ten był wystarczająco niezależny od władzy ustawodawczej, wykonawczej i Prezydenta RP. Wymaga to zbadania przez SN: (1) jej niezależności od władzy, (2) zakresu kontroli sądowej w zakresie uchwał KRS, (3) okoliczności, w których członkowie KRS zostali wybrani, (4) sposobu, w jaki sposób KRS faktycznie stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.
Reklama
Trybunał zaakcentował, że o ile żadne z tych kryteriów z osobna nie podaje w wątpliwość organu, to jednak współwystępowanie czynników wyżej opisanych może stanowić podstawę stanowczych ocen w przedmiocie braku niezależności i niezawisłości. Gdyby okazało się, że sprawę ma rozpoznać sąd niespełniający kryteriów niezawisłości i niezależności, TSUE wskazał, że zasada pierwszeństwa prawa Unii zobowiązuje sąd odsyłający do odstąpienia od stosowania przepisu prawa krajowego. Rozwinięcie wyroku TSUE przedstawiono w uchwale trzech izb SN. W zakresie prawnego znaczenia powołania sędziów na wniosek neo-KRS SN stwierdził, że udział tak powołanego sędziego w składzie orzekającym sądów powszechnych skutkuje wadliwością składu jedynie, gdy „wadliwość procesu powołania prowadzi w konkretnych okolicznościach do naruszenia standardu niezawisłości i bezstronności” (względna wadliwość). Wadliwość bezwzględna wedle uchwały trzech izb występuje w SN, gdzie powodować ma „nienależytą obsadę sądu” w rozumieniu art. 439 par. 1 pkt 2 kodeksu postępowania karnego oraz „sprzeczność składu sądu z przepisami prawa w rozumieniu art. 379 pkt 4 kodeksu postępowania cywilnego”. A polemika dotyczy wywiadu dotyczącego właśnie sądów powszechnych.
Żaden z powyższych judykatów nie traktuje wadliwości powołania przez KRS jako wystarczającej podstawy złożenia przez adwokata wniosku o wyłączenie sędziego sądu powszechnego. Pozbawione podstawy prawnej i niekorzystne dla strony byłoby zatem złożenie wniosku o wyłączenie sędziego z uwagi jedynie na to, że został on powołany w tym trybie. Bo adwokat składając wniosek o wyłączenie sędziego sądu powszechnego, musi wykazać związek między wadliwym powołaniem a brakiem bezstronności sędziego w konkretnym postępowaniu. W przeciwnym wypadku sąd – opierając się na art. 49 i 50 k.p.c., art. 41 k.p.k., wyroku TSUE i uchwale trzech izb SN – ten wniosek oddali, uznając, że nie uprawdopodobniono przyczyn wyłączenia. A uczyni to wyłącznie właściwa w świetle art. 26 par. 2 i 3 ustawy o SN Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych złożona w całości z nowo powołanych sędziów, której ograniczony „ustawą kagańcową” sąd powszechny sprawę przekaże. Dodatkowo przytaczając przy tym argumenty wskazane w wyroku TK. To jest prawnie oczywiste.
Przyczyną zarzucenia mi „adwokackiego relatywizmu” jest zawarte w wywiadzie stwierdzenie, że nie zgłoszę wniosku o wyłączenie sędziego, jeżeli przeciwko temu przemawia interes klienta. Adwokat reprezentuje stronę w procesie i wolno mu działać tylko w granicach prawa, interesu klienta i nigdy wbrew jego woli. Po dokonaniu wszechstronnej oceny wpływu określonej czynności procesowej na sytuację prawną klienta i zaaprobowaniu przez niego sposobu prowadzenia sprawy. Realizując najkorzystniejsze dla klienta rozwiązanie, zgodnie z treścią stosunku zobowiązaniowego, rolą i zasadą adwokata jest „po pierwsze nie szkodzić”. To klient w myśl art. 737 kodeksu cywilnego w sposób wiążący określa sposób prowadzenia sprawy, a gdy wystąpi sprzeczność wizji, adwokat może jedynie wypowiedzieć pełnomocnictwo. Nigdy, wbrew interesowi lub woli klienta, nie może złożyć wniosku o wyłączenie sędziego, apelacji od korzystnego dla klienta wyroku ani wykorzystać sprawy klienta jako pretekstu do rozstrzygania kwestii ustrojowej. Wolno to uczynić tylko wtedy, gdy klient wyraźnie tego zażąda, pouczony przez adwokata o możliwych negatywnych prawnych konsekwencjach. Działający pro bono adwokaci doskonale o tym wiedzą i niewątpliwie działają zgodnie ze zleceniem i wolą klienta.
Mechanizm prawny przewidziany w wyroku TSUE z 2019 r. i uchwale trzech izb SN opiera się na adresowanym do sądu obowiązku pominięcia sprzecznej z prawem unijnym normy prawa krajowego, a nie na wyłączeniu sędziego. Jak adwokat rozumie trudności wynikające z ograniczeń m.in. „ustawy kagańcowej”, tak sędzia powinien rozumieć specyfikę zawodu adwokata. Czy pan sędzia Mgłosiek w oparciu o tę regułę wydaje nakazy zwolnienia osób aresztowanych lub skazanych przez sądy z udziałem jego kolegów powołanych na wniosek neo-KRS? Czy przekazuje do wykonania wyroki I instancji jako prawomocne, gdy wyrok został uchylony z udziałem takiego sędziego? Czy jednak prowadzi dalej te sprawy, uznając, że nie może uczynić inaczej? To pytania retoryczne. Rozumiem i nie śmiałbym czynić nikomu zarzutu. Ale oczekuję minimum zrozumienia w drugą stronę. Adwokaci stawali w obronie sądów wielokrotnie, kierowani troską o wymiar sprawiedliwości. W wypowiedziach publicznych, w uchwałach samorządu adwokackiego, w publikacjach, w opiniach w procesie legislacyjnym. Sam mam w tym skromny udział. Nie dlatego, że uważam sądy za idealne, lecz dlatego, że nie chcę gorszych. Natomiast nie rozumiem napastliwości wynikającej z niezrozumienia różnych ról i ograniczeń zawodowych. Na potrzebę reformy wymiaru sprawiedliwości wskazywałem wielokrotnie (por. np. M. Gutowski, P. Kardas, „Wymiar sprawiedliwości. Pęknięcia, które można jeszcze posklejać, czy początek rozpadu?” – DGP nr 167/15) i to wtedy, gdy jeszcze środowisko sędziowskie miało na to wpływ. Wyraźnie przestrzegałem przed ryzykiem autokratycznych działań polityków. Odzewu nie było żadnego. Efekt jaki jest? Każdy widzi. Wydaje mi się, że adwokaci w tym sporze prawnym zdają egzamin celująco, choć i sędziom należą się słowa wielkiego uznania. Ale nie wolno żądać od adwokatów ryzykowania dobrem klienta. Nawet w szczytnym celu. Szkoda, że pan sędzia tego nie dostrzega.