Czy instytucja świadka koronnego to skuteczne narzędzie czy ogromne pole do nadużyć?
Pod koniec stycznia do Sądu Okręgowego w Łodzi trafił akt oskarżenia przeciwko najbardziej znanemu w Polsce świadkowi koronnemu, byłemu członkowi „grupy pruszkowskiej”, Jarosławowi S. vel Ł. ps. „Masa”. Oskarżony jest on o 17 przestępstw, m.in. oszustwa co do mienia wielkiej wartości, składanie fałszywych zeznań, zawiadomień o przestępstwach niepopełnionych, korupcję i paserstwo. „Masa” przebywa w areszcie od maja 2018 r. Teraz grozi mu kara do 10 lat pozbawienia wolności. Ta sytuacja na nowo skłania do dyskusji na temat tego, czy instytucja świadka koronnego jest w ogóle potrzebna, czy jest polem do nadużyć, czy może jednak jest skuteczna, a jeśli tak, to czy i jakich reform wymaga?
Instytucja świadka koronnego obowiązuje w polskim prawie od 1 września 1998 r. Najpierw miało być to rozwiązanie tymczasowe – miało obowiązywać do 31 sierpnia 2001 r., a potem do 1 września 2006 r. Ostatecznie zostało jednak na stałe wprowadzone do naszego porządku prawnego. Od początku było bardzo skutecznym narzędziem w walce z przestępczością zorganizowaną. Z drugiej strony wzbudzało i wciąż wzbudza wiele kontrowersji, głównie za sprawą sytuacji, w których świadkowie pomawiali inne osoby czy – jak „Masa” – powracali na drogę przestępstwa lub z różnych względów tracili przyznany im status. Te same problemy dotykają też instytucję „małego świadka koronnego”, powszechnie nazywaną „sześćdziesiątką” (od art. 60 k.k.), z której coraz chętniej korzystają prokuratorzy.

Ograniczenia stosowania

Reklama
Świadek koronny na gruncie ustawy z 25 czerwca 1997 r. o świadku koronnym (Dz.U. z 2016 r. poz. 1197) to podejrzany, który został dopuszczony do składania zeznań w charakterze świadka na zasadach i w trybie określonym tą ustawą. Przepisy precyzują tę definicję, wskazując, że podejrzany, który ma zostać świadkiem koronnym, jeszcze przed złożeniem w sądzie aktu oskarżenia musi przekazać organowi prowadzącemu postępowanie karne informacje, które mogą pomóc w ustaleniu okoliczności przestępstwa, pozostałych sprawców, ujawnieniu bądź zapobieżeniu innym przestępstwom. Co ważne, świadkiem koronnym nie może zostać podejrzany, który:
  • usiłował, popełnił lub współdziałał w popełnieniu zabójstwa;
  • nakłaniał inną osobę do popełnienia zabójstwa celem skierowania przeciwko niej postępowania karnego;
  • kierował zorganizowaną grupą lub związkiem przestępczym.

Reklama
Tutaj pojawiają się pierwsze kontrowersje. Praktyka prawa zna bowiem przypadek, kiedy status świadka koronnego przyznano podejrzanemu Pawłowi A. ps. „Egon”, który kierował zorganizowaną grupą przestępczą. Prokuratura argumentowała to tym, że „Egon” pełnił rolę kierowniczą w innej grupie niż ta, w ramach której przyznano mu status świadka koronnego.
Kolejną wątpliwą kwestią jest wykorzystywanie instytucji „małego świadka koronnego” właśnie wobec podejrzanych, których nie da się zakwalifikować do instytucji właściwego świadka koronnego – choćby ze względu na wspomniane wyżej obostrzenia. „Mały” takim obostrzeniom nie podlega.

Niebezpieczny wspólny interes

Oba rozwiązania prawne są niezwykle cenne dla organów prowadzących postępowanie karne i samych podejrzanych. Ci pierwsi mogą dzięki zeznaniom świadków rozbić największe i najgroźniejsze zorganizowane grupy przestępcze. Ci drudzy otrzymają niższe wyroki, a w najlepszym przypadku nawet całkowicie unikną odpowiedzialności, za to zyskają nowe życie – w innym miejscu, pod innym nazwiskiem, z ochroną Centralnego Biura Śledczego Policji. Układ, w którym obie strony mogą coś zyskać, przestaje jednak być tylko narzędziem prawnym, a zaczyna wręcz zmierzać w stronę relacji biznesowej. Stąd już niedaleko do wątpliwości, problemów i nadużyć. Nie jest to tylko teoria – praktyczne przykłady można mnożyć.
Zaczynając od tych najgłośniejszych – sprawa przywołana we wstępie, dotycząca najbardziej świadka koronnego powołanego do procesów tzw. grupy pruszkowskiej, Jarosława S. (dziś Jarosław Ł.) ps. „Masa”. Został on zatrzymany 16 maja 2018 r. Od tej chwili stosowany jest wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej 22 stycznia tego roku złożył przeciwko niemu akt oskarżenia w łódzkim Sądzie Okręgowym. „Masa” oskarżony jest m.in. o wyłudzanie kredytów, korupcję i paserstwo towarów pochodzących z kradzieży. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności. W innych wątkach sprawy Jarosława Ł. zarzuty postawiono 20 innym osobom. Śledztwo jest rozwojowe. Co ciekawe, „Masa” od początku miał współpracować z prokuraturą, ale zdaniem śledczych umniejszał przy tym swoją rolę w popełnianych przestępstwach. Dlatego do momentu złożenia aktu oskarżenia nie opuścił aresztu. Odrzucono też jego propozycję dobrowolnego poddania się karze 3 lat bezwzględnego pozbawienia wolności.
Kolejny świadek koronny do procesów grupy pruszkowskiej, Roman O. ps. „Sproket”, nie jest już świadkiem koronnym. W 2015 r. utracił ten status, gdyż miał odmawiać składania zeznań (co zgodnie z ustawą jest obowiązkiem świadka koronnego). Próbował w ten sposób zwrócić uwagę na to, że funkcjonariusze Zarządu Ochrony Świadka Koronnego CBŚP nielegalnie współpracują z „Masą”, a na niego próbują wywierać naciski.
Grupa pruszkowska miała to do siebie, że uczestniczyły w niej setki osób. Nie powinien więc dziwić fakt, że „Masa” i „Sproket” to niejedyni związani z nią świadkowie koronni. Następny to Piotr K. ps. „Broda”, który uczestnicząc już w programie ochrony, dokonywał oszustw na kobietach, które uwodził. W końcu uciekł funkcjonariuszom CBŚP i wyjechał na Ukrainę. Zatrzymano go w ostatnich tygodniach, czeka na ekstradycję do Polski. „Broda” podejrzany jest nie tylko o oszustwa, lecz również o zgwałcenie.
Oszustwa były też domeną Marka B., ps. „Rudy”, świadka koronnego w procesach „łódzkiej ośmiornicy”. Wyłudzał on pieniądze od starszych osób, a także na budowę przyszpitalnych parkingów, które jednak nigdy nie powstały. Śledczy szacują, że zarobił w ten sposób co najmniej 12 mln zł. „Rudy” utracił status świadka koronnego, a w 2018 r. jako Ryszard K. został prawomocnie skazany na 7,5 roku pozbawienia wolności.
Kłopotów nie unikają też mali świadkowie koronni. W ostatnich miesiącach ujawniono, że Paweł P., ps. „Ramzes”, były poznański gangster, może być wręcz etatowym świadkiem tamtejszej prokuratury. Jego rola miała polegać na składaniu umówionych zeznań przeciwko osobom wskazanym przez prokuraturę. Mówiąc wprost, „Ramzes” uniknąłby odpowiedzialności karnej za pomawianie konkretnych osób. W zarejestrowanej rozmowie z innym byłym gangsterem z Poznania, Markiem F., ps. „Westen”, „Ramzes” przyznał się, że złożył na jego temat fałszywe zeznania, podobnie jak pomówił znanego zawodnika MMA Michała Materlę (Materla został zatrzymany przez CBŚP w grudniu 2016 r. i ponad pół roku był tymczasowo aresztowany). Niedawno Paweł P. usłyszał ponadto zarzuty składania fałszywych zeznań w procesie o zabójstwo wyłowionej w lipcu 2016 r. z Warty Ewy Tylman. To one były jedną z głównych podstaw oskarżenia o to zabójstwo Adama Z. Mężczyzna ten został najpierw uniewinniony, a teraz wyrok uchylono, a sprawę przekazano do ponownego rozpoznania. W końcu aktu oskarżenia doczekał się też sam „Ramzes” – prokuratura zarzuca mu, że w latach 2013–2014 brutalnie zgwałcił dwie kobiety. Jedną z nich uderzał wcześniej młotkiem, drugą pobił i ciągnął za włosy.
– O ile instytucja świadka koronnego przewidziana w ustawie o świadku koronnym z 25 czerwca 1997 r. w ostatnich latach w zasadzie nie jest stosowana, to małego świadka koronnego jak najbardziej. Z perspektywy obrońcy należy wskazać, że mały świadek koronny, a w zasadzie obligatoryjne złagodzenie kary w oparciu o przepis art. 60 par. 3 k.k., jest stosowana bardzo często, w szczególności w sprawach związanych z handlem narkotykami – twierdzi adwokat Marcin Szyfman, karnista z kancelarii adwokackiej PM Adwokaci. – Skruszony przestępca, który postanowił złamać zmowę milczenia i ujawnić wszystkie znane mu okoliczności dotyczące popełnienia przestępstwa z innymi osobami, składa obszerne wyjaśnienia, które okazują się w zasadzie jedynym dowodem pozwalającym sądowi na skazanie pozostałych współoskarżonych w sprawie. Bardzo często organy prowadzące postępowanie w sprawie w żaden sposób nie weryfikują informacji przedstawianych przez małego świadka koronnego. Należy przy tym pamiętać, że oskarżony korzystający z tej instytucji nie musi potwierdzić swoich wyjaśnień złożonych przed prokuratorem w trakcie postępowania sądowego, ma również prawo odmówić odpowiedzi na pytania zadawane przez sąd, prokuratora i obrońców. Nawet gdy informacje przekazywane przez niego okażą się pomówieniami, to nie poniesie on za to żadnych konsekwencji, ponieważ będzie korzystać z przysługującego mu prawa do obrony. W środowisku prawniczym, w szczególności wśród adwokatów występujących w sprawach karnych, od dawna postuluje się wprowadzenie korekty instytucji małego świadka koronnego. Przede wszystkim dominuje pogląd, że wyjaśnienia takiego świadka nie mogą być jedynym dowodem pozwalającym na skazanie. Ponadto podnosi się, że informacje przedstawione przez oskarżonego korzystającego z przedmiotowej instytucji powinny być weryfikowane w toku postępowania przez inne dowody. Zasadna wydaje się również konieczność wprowadzenia regulacji pozwalających na możliwość przesłuchania małego świadka koronnego przez obrońców pozostałych oskarżonych, przede wszystkim zadawania mu pytań w toku postępowania przed sądem – dodaje.
Powyższe przykłady pokazują, że sprzeniewierzenie się instytucji świadka koronnego czy małego świadka koronnego nie jest wcale sytuacją wyjątkową. Jeśli tylko w procesie grupy pruszkowskiej trzech świadków koronnych usłyszało zarzuty, a jeden z nich utracił status, nietrudno sobie wyobrazić, jak duża musi być skala tego zjawiska we wszystkich programach ochrony. A tych, według danych Centralnego Biura Śledczego Policji, od uchwalenia ustawy o świadku koronnym w 1997 r. do końca 2018 r. było 114. 31 grudnia 2018 r. realizowano już tylko 80 z nich. Część świadków do tego czasu zakończyła składanie zeznań i udział w procesach, inni utracili status, a kolejni po prostu zmarli na gangsterskiej emeryturze. Dziś nowych świadków koronnych nie powołuje się wielu – bywały w ostatnim dziesięcioleciu momenty, kiedy nie robiono tego wcale.

Postulaty zmian

Poziom negatywnych przypadków na tle wszystkich przyznanych statusów świadka koronnego można określić jako wysoki. Mimo to bez wątpienia jest to instytucja potrzebna i wciąż skuteczna w walce z przestępczością zorganizowaną. Trudno jednak oszacować, na ile zeznania aktywnych świadków koronnych i małych świadków koronnych są wiarygodne, a nie stanowią próby manipulacji – tak ze strony samych świadków, jak i niekiedy ze strony prokuratury. W końcu trudno przewidzieć, ilu świadków koronnych pozostanie uczciwych, a ilu finalnie wróci na drogę przestępstwa.
– Instytucja świadka koronnego jest bardzo cenna z punktu widzenia wykrywalności innych przestępstw i przede wszystkim walki ze zorganizowaną przestępczością. Na pewno nie można zrezygnować z tej instytucji, bo mimo wszystko przyniosła dużo dobrego, ale trzeba ją poważnie zreformować. Zasadne jest podpatrzenie, jak z tym problemem poradzono sobie w krajach Europy Zachodniej, skąd do nas przywędrowała – uważa adwokat Bernard Piechota z Kancelarii adwokackiej adwokat Bernard Piechota.
Tylko wprowadzenie zmian na poziomie ustawowym może przełożyć się dalej na modyfikację w praktyce stosowania instytucji świadka koronnego. Podstawowa kwestia to restrykcyjna weryfikacja podejrzanych, którzy mogą uzyskać status, a na późniejszym etapie sprawdzanie zgodności ich zachowania z prawem. Jeśli świadkowie koronni powróciliby do przestępstwa, konieczne byłoby zaostrzenie ich odpowiedzialności karnej – tak, aby zagrożenie karą samo w sobie spełniało rolę prewencyjną, odstraszającą od popełniania czynów zabronionych nawet doświadczonych, byłych członków zorganizowanych grup przestępczych.