Można mówić jedynie o sugestii, gdyż Sąd Najwyższy odmówił podjęcia uchwały z przyczyn formalnych. W ustnych motywach uzasadnienia wyrażono natomiast jednoznacznie brzmiący pogląd, że trzeba odróżniać wydatki niezbędne do wydania opinii od kosztów będących w bezpośrednim związku z opinią. Tym samym możliwe jest otrzymanie przez instytucje naukowe zwrotu m.in. kosztów oświetlenia, ogrzewania, utrzymania infrastruktury, bez poniesienia których opinia by nie powstała.

Upadek instytucji

Sprawa, którą zajmował się Sąd Najwyższy, dotyczyła Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie i jego katedry medycyny sądowej. Sporządzono w niej opinię dla prokuratury o wartości ponad 5000 zł. Na fakturze wyszczególniono poszczególne koszty, w tym 36 zł tzw. kosztów materiałowych oraz 94 zł tytułem kosztów niezbędnych do wydania opinii. Prokuratura stwierdziła jednak, że zapłaci z pominięciem tych dwóch pozycji, bo nie były one bezpośrednio związane z wydaniem opinii. To efekt zmian wprowadzonych niedawno w prokuraturze – śledczy mają poszukiwać oszczędności przy rozliczaniu zleconych ekspertyz.

Powstał więc spór, który trafił aż na wokandę Sądu Najwyższego. Obecni na sali naukowcy reprezentujący środowisko biegłych nie mieli jakichkolwiek wątpliwości: nie ma żadnego powodu, aby za zużyty prąd czy papier płaciły instytucje naukowe. Stanowiłoby to bowiem obniżenie i tak już symbolicznej opłacalności sporządzania opinii dla organów procesowych.

– Nieuwzględnianie kosztów przez prokuraturę i sądy prowadziłoby do upadku zakładów medycyny sądowej. Z kosztów, o których mowa, finansowany jest m.in. zakup niezbędnej aparatury – przekonywał przed SN prof. Paweł Krajewski, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej i Kryminologii. Wtórował mu prof. Mieczysław Goc, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego.

– Interpretacja prokuratury spowoduje w dłuższej perspektywie paraliż działalności opiniodawczej instytutów badawczych – wskazywał ekspert.

Niezbędny charakter

Sąd Najwyższy uznał, że nie ma podstaw do wydania uchwały. A to dlatego, że de facto sąd powszechny chciałby, ażeby wydać wyrok za niego, a nie taka jest rola SN w ramach wydawania uchwał, które mają służyć rozstrzyganiu rozbieżności w orzecznictwie. Bądź co bądź warto hołdować zasadzie samodzielności jurysdykcyjnej sądu.

Zarazem jednak SN sformułował wskazówki dla sądu pytającego. Najważniejsza: należy odróżniać wydatki niezbędne od bezpośrednich. W rozporządzeniu ministra sprawiedliwości z 24 kwietnia 2013 r. w sprawie określania stawek wynagrodzenia biegłych, taryf zryczałtowanych oraz sposobu dokumentowania wydatków niezbędnych dla wydania opinii w postępowaniu karnym (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 2049 ze zm.) prawodawca posługuje się tym pierwszym określeniem. Zwrotowi podlegać mogą zatem wydatki niezbędne, a jest to kategoria szersza. Innymi słowy nie każdy wydatek niezbędny będzie kosztem pozostającym w bezpośrednim związku z wydaniem opinii. Organ procesowy, który zlecił ekspertyzę, musi każdorazowo ocenić, czy poniesione przez jednostkę opiniującą koszty miały charakter niezbędny. Dokonywać tej oceny należy przez pryzmat racjonalności i doświadczenia życiowego. Oczywiście postanowienie nieuwzględniające części naliczonych przez instytucję kosztów można zaskarżyć, by sprawie mógł się przyjrzeć sąd.

– Z jednej strony rozumiem, że szerszy zakres pokrywania wydatków może zachęcić niektóre jednostki do sporządzania większej liczby opinii, a to byłoby dobre dla wymiaru sprawiedliwości. Z drugiej strony uważam argumentację o możliwym upadku zakładów medycyny sądowej w razie niezwracania za papier i prąd za zbędne straszenie niemające nic wspólnego z rzeczywistością – komentuje prof. Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości. I podkreśla, że gdy sam sporządzał opinie jako naukowiec z UW, nikomu nie przychodziło na myśl, żeby fakturować również papier, na którym wydrukowało się tekst, bądź doliczać koszt prądu.

– Jeśli z uzasadnienia orzeczenia SN będzie jednoznacznie wynikać, że prokuratury powinny płacić także za to, to powinny płacić. Zarazem należy weryfikować wydatki, by nie okazało się, że nagle niektóre instytucje naukowe postanowią przerzucić istotną część swoich kosztów, niezwiązanych z działalnością naukowców w charakterze biegłych, na wymiar sprawiedliwości – spostrzega wiceminister.

16 tys. mniej więcej tylu biegłych sądowych działa w Polsce


ORZECZNICTWO

Postanowienie Sądu Najwyższego z 15 stycznia 2020 r., sygn. akt I KZP 11/19.