Takiej możliwości nie wyklucza komisarz odpowiedzialny za praworządność Didier Reynders. – Można wnieść o zabezpieczenie, zwłaszcza jeśli sytuacja się pogarsza – mówił polityk podczas wieczornej debaty w poniedziałek w komisji sprawiedliwości Parlamentu Europejskiego. Użycie środka zabezpieczającego mogłoby oznaczać, że Polska musiałaby powstrzymać się od postępowań dyscyplinujących lub wyjaśniających wobec sędziów.

Bez taryfy ulgowej

Trybunał Sprawiedliwości UE zdecydował się na użycie środka zabezpieczającego wobec Polski na wniosek KE już dwukrotnie: w sprawie wycinki w Puszczy Białowieskiej oraz skrócenia wieku przejścia w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego. W tym drugim przypadku zabezpieczenie pozwoliło na powrót do pracy sędziów SN, którzy na mocy ustawy PiS odeszli z sądu.

O środek zabezpieczający apelowali do KE w liście otwartym do jej szefowej Ursuli von der Leyen w zeszłym tygodniu prawnicy i organizacje pozarządowe. Konstytucjonalista Ryszard Balicki z Uniwersytetu Wrocławskiego, jeden z sygnatariuszy listu do von der Leyen, podkreśla, że użycie środka zabezpieczającego ma na celu przede wszystkim niestosowanie Izby Dyscyplinarnej przez rządzących w „praktyce straszenia i szykanowania sędziów”. Druga kwestia to stan niepewności związany z Krajową Radą Sądownictwa i powoływanymi z jej udziałem sędziami. – Ta niepewność przenosi się na orzeczenia wydawane przez tych sędziów, co dotyka wprost obywateli – podkreśla Balicki. W liście zaapelowano, by w ramach zabezpieczenia KRS powstrzymała się od działań prowadzących do powoływania nowych osób na stanowiska sędziowskie.

Zabezpieczenie miałoby zostać użyte w sprawie dotyczącej Izby Dyscyplinarnej wniesionej jeszcze przez poprzednią KE. Inicjatorem był poprzednik Reyndersa, Frans Timmermans.

Komisja przygląda się także nowemu projektowi wniesionemu do Sejmu przez PiS. Zgodnie z nim „najsurowszej karze” podlegać będzie m.in. podważanie statusu innych sędziów.

Reynders po raz pierwszy od objęcia urzędu tak szeroko komentował sytuację w polskim sądownictwie. Debata na posiedzeniu komisji dotyczyła także Węgier, ale sytuacji w Budapeszcie nowy komisarz poświęcił zaledwie kilka zdań. Sprawę Polski skomentował zaś bardzo szeroko. Odniósł się m.in. do realizowania listopadowego wyroku TSUE w odpowiedzi na pytania prejudycjalne skierowane do Luksemburga przez SN. – Zaobserwowaliśmy reakcję ze strony polskich władz państwowych krytykujących orzeczenie Sądu Najwyższego – podkreślał Belg, odnosząc się do postanowienia wydanego przez SN na podstawie wyroku TSUE.

Nowy skład Komisji Europejskiej miał pozwolić na nowe otwarcie w relacjach z Polską, zwłaszcza że praworządnością nie zajmuje się już Frans Timmermans, którego styl postrzegany był w Warszawie jako konfrontacyjny. Wystąpienie Reyndersa pokazuje, że polski rząd nie może liczyć na taryfę ulgową, chociaż nie oznacza ono jeszcze, że obie strony powracają na linię frontu. Wniosek do TSUE o zabezpieczenie będzie decyzją całej KE, musi się też na niego zgodzić Ursula von der Leyen.

Projekt z poprawkami

Rząd liczy, że opłaci się utrzymanie dotychczasowej linii: wskazywania, że nowe rozwiązania w Polsce są wzorowane na innych krajach UE. – Gdyby teraz nam zarzucili, że wprowadzenie przepisu, który obowiązuje w innym kraju UE, jest niezgodne z traktatem, to nie jestem przekonany, czy np. Niemcy byliby gotowi nowelizować własne prawo – mówi nasz rozmówca. Jak ocenia polski rząd, właśnie to było powodem, że TSUE w sprawie skargi prejudycjalnej SN dotyczącej Izby Dyscyplinarnej nie podzielił, jak zwykle się dzieje, opinii rzecznika generalnego, która była bardzo krytyczna wobec wprowadzonych zmian. Nasz rozmówca zwraca także uwagę, że w sprawie wniosku Komisji TSUE nie zgodził się na tryb przyspieszony.

Rząd ma nadzieję, że uda mu się także przekonać Brukselę, że wprowadzone zmiany nie niosą za sobą konsekwencji, jakimi straszyli ich przeciwnicy. – Z pierwszych statystyk decyzji rzeczników dyscyplinarnych wynika, że minister sprawiedliwości przegrywa sporo spraw. Czyli obawy, że minister będzie sterował sądownictwem dyscyplinarnym, okazały się bezpodstawne – zauważa nasz rozmówca.

Przynajmniej na razie ewentualne głosy z Brukseli nie będą miały wpływu na prace nad najnowszą ustawą sądową. – Mamy porządek konstytucyjny, który mówi, jak są uchwalane ustawy i kompetencje unijne, które nijak się mają do sądów, a wymogi niezawisłości i niezależności spełniamy – podkreśla nasz rozmówca z rządu.

Wszystko wskazuje na to, że tzw. ustawa dyscyplinująca sędziów zostanie rozpatrzona przez Sejm w ekspresowym tempie, na posiedzeniu 19 i 20 grudnia. Od jednego z polityków PiS słyszymy, że mimo szybkiego tempa prac to, co ostatecznie wyjdzie z Sejmu do Senatu, odbiegać będzie od wyjściowych propozycji.

– Należy się spodziewać, że do projektu zostaną wprowadzone poprawki jeszcze w Sejmie, a więc kształt ustawy będzie odbiegał od pierwotnej wersji, zawartej w projekcie. Poprawki będą miały zapewne charakter doprecyzowujący – potwierdza senator PiS Jan Maria Jackowski.

Z naszych informacji wynika, że nad poprawkami pracuje Ministerstwo Sprawiedliwości. To pokłosie ostrej krytyki, z jaką spotkały się propozycje legislacyjne obozu PiS – ze strony opozycji i świata akademickiego. Ale nawet w obozie rządzącym pojawiają się wątpliwości co do takich sformułowań użytych w projekcie, jak „działania o charakterze politycznym” czy „wrogość wobec innych władz Rzeczypospolitej Polskiej i jej konstytucyjnych organów”.

W kolejnym etapie ustawa trafi do Senatu, w którym większość ma opozycja. Na razie plan zakłada, że po pierwsze izba wyższa w maksymalnym stopniu wykorzysta swój czas na rozpatrzenie projektu, a po drugie – będzie dążyła do odrzucenia projektu w całości. To byłby gest czysto symboliczny, bo Sejm może odrzucić tego rodzaju uchwałę Senatu bezwzględną większością głosów.

– Jeśli ustawa trafi do Senatu w piątek, to następne posiedzenie Sejmu jest zaplanowane na 8 i 9 stycznia. Jak długo Senat będzie pracować nad projektem, to już decyzja marszałka Senatu. Zapewne zostanie skierowany do komisji, przypuszczam, że pojawi się sporo ekspertyz i opinii. Senat ma 30 dni, jeśli w tym czasie ustawy nie rozpatrzy, to ustawa trafi na biurko pana prezydenta w wersji uchwalonej przez Sejm – mówi senator Jackowski z PiS. W razie konieczności rozpatrzenia decyzji Senatu przez Sejm, kolejne posiedzenie Sejmu planowane jest na 29 i 30 stycznia.

Politycy opozycji nie zamierzają prowadzić jakichkolwiek negocjacji z PiS w sprawie ustawy dyscyplinującej i jej ostatecznego kształtu. – To bardzo poważny sygnał, że PiS nie będzie chciał egzekwować prawa europejskiego, zrobi wszystko, by złamać niezależność sędziów, i o to dziś trzeba walczyć. W tej sprawie nie można rozmawiać, trzeba twardo bronić trójpodziału władzy – mówi Grzegorz Schetyna, przewodniczący Platformy Obywatelskiej.

Jego ugrupowanie ma podjąć rozmowy ze środowiskami organizującymi demonstracje pod sądami w różnych miastach. – Czas przedświąteczny nie sprzyja koordynacji i organizowaniu demonstracji na dużą skalę. Dlatego ważne, by wypracować dobry pomysł zarówno po stronie opozycji parlamentarnej, jak i pozaparlamentarnej – dodaje Schetyna.