Stojący na czele obecnej Krajowej Rady Sądownictwa Leszek Mazur usłyszał zarzut popełnienia 26 przewinień dyscyplinarnych. Z kolei Arkadiusz Cichocki – jeden z antybohaterów tzw. afery hejterskiej – nie dostanie awansu do sądu apelacyjnego.
Reklama
O postawieniu zarzutów przewodniczącemu KRS poinformował wczoraj Piotr Schab, rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych. Jak wyjaśnił, przewinienia mają polegać na oczywistej i rażącej obrazie przepisów poprzez sporządzanie uzasadnień orzeczeń po upływie ustawowego terminu. Mazur orzeka w Sądzie Okręgowym w Częstochowie. On sam tłumaczył, że opóźnienia są wynikiem nadmiaru obowiązków i dotyczą wąskiego wycinka spraw, którymi się zajmował.
Wczoraj także rozpoczęło się posiedzenie KRS, na którym m.in. rozpatrywana była kandydatura Arkadiusza Cichockiego, starającego się o awans do Sądu Apelacyjnego w Katowicach. O Cichockim zrobiło się głośno, gdy wybuchła tzw. afera Piebiaka. Miał on bowiem być w grupie sędziów zamieszanych w akcje oczerniania sędziów przeciwnych tzw. dobrej zmianie w wymiarze sprawiedliwości. Cichocki nie uzyskał poparcia zespołu, który pochylał się nad jego kandydaturą. Powodem miało być niespełnienie przesłanki nieskazitelnego charakteru.
W trakcie dyskusji już na posiedzeniu KRS głos zabrał jej wiceprzewodniczący Wiesław Johann, który podkreślał, że do medialnych doniesień na temat sędziego Cichockiego należy „podchodzić z daleko idącą wątpliwością”. Ostatecznie głosowanie nad kandydaturą zostało utajnione. Za Cichockim zagłosowało czterech członków KRS, 10 było przeciw, nikt się nie wstrzymał.
Co ciekawe, w głosowaniu nad tą kandydaturą brali udział również dwaj inni sędziowie łączeni z tzw. aferą hejterską. Mowa o Jarosławie Dudziczu i Macieju Nawackim.