To szkoły, a nie policja czy sąd rodzinny powinny w pierwszej kolejności reagować na demoralizację nastolatków lub popełnienie przez nich czynów karalnych – uważa Ministerstwo Sprawiedliwości, broniąc tym samym projektu nowej ustawy o nieletnich.
O tym, że część zaproponowanych rozwiązań budzi wątpliwości wielu podmiotów, w tym m.in. Rządowego Centrum Legislacji, DGP pisał na początku zeszłego tygodnia. Wskazywaliśmy wówczas na obawy co do przepisu, zgodnie z którym dyrektorzy szkół będą mogli zdecydować, czy zgłoszą policji lub sądowi rodzinnemu, że nieletni jest zdemoralizowany lub że popełnił czyn karalny. Nie będą musieli tego robić, gdy uznają, że w danym przypadku wystarczy zastosować „środki oddziaływania wychowawczego”, czyli np. udzielić uczniowi pouczenia. Drugim warunkiem skorzystania z tego narzędzia będzie brak sprzeciwu ze strony rodzica lub opiekuna nieletniego.
Jednak zdaniem RCL to za mało. Jak bowiem zauważa centrum, brak ograniczeń co do charakteru lub rodzaju czynu karalnego, którego dopuszczenie się przez nieletniego może skutkować zastosowaniem przez dyrektora szkoły środków oddziaływania wychowawczego, teoretycznie może prowadzić do sytuacji, kiedy to dyrektor nie zgłosi policji lub sądowi rodzinnemu np. faktu popełnienia przez ucznia przestępstwa. Z kolei policja obawia się, że może to prowadzić do ukrywania skali przestępczości w szkołach.
Reklama
Tych obaw nie podziela jednak autor projektu, czyli Ministerstwo Sprawiedliwości. Z odpowiedzi udzielonej na pytania DGP wynika, że resort pokłada duże nadzieje w samych nauczycielach. „Dyrektorzy szkół, jako doświadczeni pedagodzy, wiedzą, jak dziecko funkcjonuje w środowisku szkolnym, jak się zachowuje, jakie szkoła ma relacje z rodzicami, czy rodzice interesują się jego życiem szkolnym. Są więc zdolni ocenić, czy w przypadku popełnienia przez osobę nieletnią czynu karalnego wystarczające będzie skorzystanie ze środków oddziaływania wychowawczego” – pisze MS. Podkreśla przy tym, że wszystkie czynności dyrektora szkoły podlegają kontroli ze strony organu założycielskiego oraz kuratorium oświaty, zatem nie ma potrzeby wprowadzania specjalnego trybu kontrolnego.
Resort tłumaczy również, że projektowane rozwiązanie będzie korzystniejsze dla nieletnich niż obowiązujące przepisy. Jak bowiem zauważa, obecna praktyka sprowadza się do tego, że szkoły i inne placówki oświatowe powiadamiają policję lub sąd rodzinny o wszystkich czynach karalnych i przejawach demoralizacji nieletnich. A to, jak pisze MS, prowadzi do przerzucania rozwiązywania problemów wychowawczych z dziećmi i młodzieżą na podmioty, które są powołane do zajmowania się nimi dopiero w ostatniej kolejności.
„To właśnie szkoła, a nie od razu policja i sąd, jest często najbardziej odpowiednim forum dla załatwiania problemowych spraw, które wydarzyły się na jej terenie lub z nią związanych, np. drobne wykroczenia, pisanie po ścianach, niszczenie ławek w klasie, wagary” – wyjaśnia resort. Jego zdaniem szkoła może w takich przypadkach reagować odpowiednio i szybko. A to przecież jest niezmiernie ważne w procesie wychowania dzieci i młodzieży.
Jak podkreślono w odpowiedzi na nasze pytania, projekt kładzie nacisk na współpracę dyrektora szkoły z rodzicami albo opiekunami prawnymi. Jeżeli nie wyrażą oni zgody na zastosowanie środków oddziaływania wychowawczego, dyrektor będzie miał obowiązek zawiadomić sąd rodzinny lub policję o przejawach demoralizacji lub czynie karalnym popełnionym przez nieletniego.
Resort jest również pewien, że tak samo postąpi on w przypadku, gdy uzna, że w konkretnej sytuacji, np. z uwagi na rodzaj czynu karalnego, skorzystanie przez niego z możliwości zastosowania środków wychowawczych nie będzie uzasadnione. Wśród takich sytuacji MS przykładowo wymienia posiadanie i rozprowadzanie narkotyków, poważną kradzież czy stosowanie przemocy wobec rówieśników.
Etap legislacyjny
Projekt w konsultacjach