Informację tę potwierdziło Ministerstwo Spraw Zagranicznych w piśmie do resortu rolnictwa. Od dłuższego czasu w sprawie przepisów ograniczających handel ziemią, Bruksela prowadzi z stroną polską nieformalny dialog zwykle będący przymiarką do właściwej procedury dotyczącej naruszenia traktatów. Wykorzystywany jest do tego system EU-Pilot, za pośrednictwem którego Komisja, mając zastrzeżenia co zgodności krajowych regulacji z prawem unijnym, zwraca się do rządu o przesłanie wyjaśnień w ciągu 10 tygodni. Brukselscy urzędnicy mają następnie tyle samo czasu na ich ocenę. Jeśli uznają je za niesatysfakcjonujące, jest to sygnał do podjęcia konkretnych kroków prawnych.

źródło: DGP

Bez zaskoczenia

A z informacji MSZ wynika, że argumenty polskiego rządu nie okazały się przekonujące. – Komisja odrzuciła odpowiedź Polski i zapowiedziała wszczęcie postępowania formalnego – przyznaje resort spraw zagranicznych. Zdaniem KE restrykcje ustanowione w krajowym ustawodawstwie mogą być sprzeczne z unijną swobodą przepływu kapitału (art. 63 ust. 1 traktatu o funkcjonowaniu UE).

Otwarcie procedury o naruszenie zobowiązań traktatowych nie powinno być dla polskiej strony zaskoczeniem. Poważne wątpliwości co do zgodności z nimi ustawy ograniczającej obrót gruntami rolnymi zgłaszano już bowiem na etapie prac legislacyjnych. ”Analizując projektowane ograniczenia w kontekście dotychczasowego orzecznictwa TSUE, można spodziewać się, zostaną one zakwestionowane przez Komisję Europejską„ – pisało proroczo MSZ w swojej opinii do Ministerstwa Rolnictwa.

Dla przypomnienia: obowiązujące od 30 kwietnia 2016 r. regulacje (Dz.U. z 2016 r. poz. 585) miały zapewnić ochronę polskiej ziemi przed spekulacyjnym wykupem przez inwestorów, zwłaszcza tych zagranicznych. W tym celu rząd postanowił na pięć lat wstrzymać wyprzedaż nieruchomości znajdujących się w Zasobie Własności Rolnej Skarbu Państwa oraz wprowadzić ogólną zasadę, że nabywcami gruntów na wsi mogą być tylko rolnicy indywidualni mieszkający co najmniej pięć lat w gminie, w której chcą kupić działkę. Wyjątkowo w posiadanie ziemi mogą wejść ich najbliżsi członkowie rodziny czy samorządy lokalne. Nierolnicy mają zaś prawo nabyć grunty rolne tylko za zgodą prezesa Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR). Aby doszło do transakcji, musi być spełnionych kilka warunków – wśród rolników nie było chętnych na zakup działki, a potencjalny nabywca daje rękojmię należytego prowadzenia działalności rolniczej, zobowiąże się prowadzić gospodarstwo osobiście oraz przez minimum pięć lat mieszkać w tamtejszej gminie.

Zarzut dyskryminacji

W 2016 r. ówczesny szef resortu rolnictwa Krzysztof Jurgiel zapewniał, że skoro ustawa nie uzależnia prawa do nabycia ziemi od posiadania polskiego obywatelstwa czy narodowości, to nie ma powodów, aby twierdzić, że wprowadzane restrykcje są dyskryminujące. Ograniczenia miały obowiązywać wszystkich potencjalnych kupców tak samo, niezależnie od kraju pochodzenia. Poza tym, jak przypominał minister, wiele innych krajów członkowskich stworzyło bariery przed wykupem ziemi rolnej przez osoby fizyczne i prawne niemające u nich stałej siedziby, właśnie w ramach walki ze spekulacją i dbałości o rozwój gospodarstw rodzinnych. Nie dodawał już, że Bruksela wszczęła spór o naruszenie zasad wspólnego rynku z Bułgarią, Litwą, Łotwą, Węgrami i Słowacją, które wcześniej wdrożyły obostrzenia w obrocie gruntami podobne do tych, jakie przyjęła Polska.

A zdaniem ekspertów, jeśli bliżej przyjrzeć się polskim regulacjom, to ustanowione w nich ograniczenia tylko pozornie traktują tak samo wszystkich obywateli UE. Weźmy zwłaszcza wymóg zamieszkiwania w okresie pięciu lat od dnia nabycia nieruchomości na terenie gminy, na obszarze której położona jest działka.

– W świetle orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE taki obowiązek ogranicza nie tylko swobodny przepływ kapitału i swobodę przedsiębiorczości, ale także prawo do swobodnego wyboru miejsca zamieszkania przez nabywcę. Jeżeli celem regulacji miało być ograniczenie spekulacji gruntami, to w orzecznictwie TSUE znajdziemy przykłady bardziej proporcjonalnych środków, jakimi można go osiągnąć, np. nałożenie wyższego podatku na odsprzedaż gruntów krótko po ich nabyciu – tłumaczy dr Piotr Bogdanowicz z Katedry Prawa Europejskiego UW.

Potrzebna systemowa zmiana

To, że wymogi związane z zamieszkaniem mogą prowadzić do pośredniej dyskryminacji, potwierdziła Komisja Europejska w opublikowanych w 2017 r. wytycznych dotyczących dopuszczalnych restrykcji w obrocie ziemią. Analogicznie za nieproporcjonalne rozwiązanie uznała w nich wymóg osobistego prowadzenia gospodarstwa. – Zgodnie z orzecznictwem taki warunek ogranicza możliwość oddawania gruntów w dzierżawę rolnikom, którzy nie posiadają własnych środków na ich nabycie – wyjaśnia dr Bogdanowicz. Zamiast tego wystarczyłoby zobowiązanie nabywcy do pozostawienia ziemi w użytkowaniu rolniczym.

Nowelizacja ustawy ograniczającej handel gruntami rolnymi, którą dziś ma przyjąć rząd, nie anuluje tych zastrzeżeń. Wymóg osobistego uprawiania roli czy zamieszkiwania w gminie, w której położona jest działka, pozostanie bowiem bez większych zmian. ”Jedynie zmiany o charakterze systemowym, których projektowana ustawa nie zawiera, mogłyby wyeliminować ryzyko podjęcia przez Komisję Europejską dalszych działań„ – podkreśla MSZ w swojej opinii.