Za ciężkie pobicie lub zgwałcenie młodociany sprawca zamiast w poprawczaku będzie mógł wylądować w więzieniu.
Reklama
Niebezpieczni nieletni / DGP
Dziewięć lat i osiem miesięcy pozbawienia wolności – taki wyrok usłyszało w zeszłym roku trzech nastolatków, którzy brutalnie zgwałcili polską turystkę na plaży w Rimini oraz do nieprzytomności pobili jej partnera. Włoski sąd dla nieletnich potraktował młodocianych przestępców niemal tak samo surowo, jak gdyby w stan oskarżenia byli postawieni dorośli.
Już niedługo równie bezwzględnie będą mogli być karani polscy nastolatkowie, którzy dopuszczą się najpoważniejszych naruszeń. Drogę do więzienia ułatwi im nowelizacja kodeksu karnego, którą przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości (projekt jest w konsultacjach społecznych).

Wydłużona lista

Obecnie niepełnoletni kryminaliści (ale mający ukończone 13 lat) co do zasady nie odpowiadają za przestępstwa jak dorośli, lecz podlegają ustawie o postępowaniu w sprawach nieletnich (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 969). Ta ma przeciwdziałać przejawom ich demoralizacji głównie za pomocą środków wychowawczych i profilaktyki. Jest jednak kilka wyjątków odnoszących się do sprawców, którzy ukończyli 15 lat. Mogą oni ponieść odpowiedzialność karną jak dorośli, o ile dopuścili się któregoś z ciężkich przestępstw wymienionych w ustawie, np. zabójstwa, spowodowania śmiertelnego wypadku drogowego, rozboju czy zamachu na prezydenta. Tak się stało choćby w przypadku dwóch 15-latków ze wsi w woj. lubelskim, którzy w 2015 r. brutalnie zamordowali swojego 71-letniego sąsiada, kiedy ten nie chciał oddać im swoich pieniędzy. W ubiegłym roku sąd skazał jednego sprawcę na sześć lat pozbawienia wolności, a drugiego na pięć (zastosowano nadzwyczajne złagodzenie kary).
Po zmianach przygotowanych przez resort sprawiedliwości lista przestępstw, za jakie będą mogli być karani młodociani, zostanie znacząco wydłużona. Ministerstwo uważa, że wyznacznikiem ich odpowiedzialności powinna być w pierwszej kolejności społeczna szkodliwość popełnionych przez nich czynów, a dopiero w dalszej stopień zdemoralizowania sprawcy.
– Dotychczasowy katalog przestępstw, za które można było pociągnąć do odpowiedzialności karnej nieletnich, jest dość przypadkowy – przyznaje adwokat Paweł Socha.
Dlatego MS postanowiło go uporządkować, a przy okazji poszerzyć. I tak zgodnie z projektem nowelizacji młodzi sprawcy będą mogli trafić do zakładu karnego za popełnienie każdej zbrodni (czyli czynu zagrożonego co najmniej karą trzech lat pozbawienia wolności). Oznacza to np., że karę więzienia ryzykowałby nastolatek, który sprzedawał narkotyki swoim młodym kolegom (udzielanie środków odurzających małoletnim jest właśnie zbrodnią).
– Oczywiście nie jest tak, że nieletni zawsze będą odpowiadać za te przestępstwa. Sądy nadal będą musiały brać pod uwagę m.in. okoliczności sprawy, stopień rozwoju sprawcy, to, czy wcześniej stosowane były wobec niego środki wychowawcze oraz czy okazały się one nieskuteczne – zastrzega mec. Socha.
Obok przestępstw zagrożonych minimum trzema latami pozbawienia wolności młodociany będzie mógł odpowiadać podobnie jak dorosły za czyny, za które kary zaczynają się na niższym pułapie. Do takich należą m.in. pobicie bądź udział w krwawej bójce (minimalna sankcja to sześć miesięcy pozbawienia wolności), zgwałcenie (najniższa kara to dwa lata więzienia), a także molestowanie seksualne, czyli tzw. doprowadzenie do innej czynności seksualnej (dolna granica kary to sześć miesięcy pozbawienia wolności).
– Mam obawy, że dojdzie do tego, iż będziemy penalizować dobrowolną aktywność seksualną 14- czy 15-latków – zauważa adwokat Eliza Kuna.

Droga donikąd

Co więcej, resort sprawiedliwości zamierza też zrezygnować z kodeksowego ograniczenia górnej granicy kary, jaka może być wymierzona nieletniemu. Obecnie obowiązuje bowiem zasada, że sankcja dla młodocianego kryminalisty nie może przekroczyć dwóch trzecich górnej granicy ustawowego zagrożenia. Po zmianach teoretycznie nieletnim recydywistom, którzy mają na koncie poważną zbrodnię, groziłoby nawet 30 lat więzienia. Resort wychodzi z założenia, że takie osoby są już na tyle zdemoralizowane, że nie powinna przysługiwać im taryfa ulgowa. „Sąd orzekający powinien mieć zatem możliwość orzekania kary w bardzo szerokich granicach, adekwatnych do konkretnego wypadku” – czytamy w uzasadnieniu projektu. W dalszym ciągu młodociany sprawca będzie miał szansę na nadzwyczajne złagodzenie kary.
Zdaniem ekspertów ostrzejsze traktowanie nastolatków wchodzących w konflikt z prawem to jednak droga donikąd.
– Państwo w pewnym sensie idzie na łatwiznę i kapituluje wobec problemu. Zamiast zapobiegać przestępczości nieletnich i szukać jej przyczyn, wprowadza przepisy karne, żeby ułatwić ich długoterminowe izolowanie. A przecież są to sprawcy, na których zachowanie jest stosunkowo najłatwiej wpłynąć i doprowadzić do jego poprawy. Z więzienia nieletni raczej nie wyjdzie lepszy, nawet jeśli nie był zdemoralizowany, gdy tam trafił – przekonuje mec. Socha.
Podobnie uważa prof. Marek Konopczyński, wiceprzewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN.
– Bardzo rzadko zdarza się, aby uczeń liceum z normalnie funkcjonującej rodziny nagle dokonał ciężkiego przestępstwa. Nieletni, którzy dopuszczają się zbrodni, najczęściej wywodzą się ze środowisk patologicznych i byli już w przeszłości wychowankami zakładów poprawczych. Jest to oznaka całkowitego braku skuteczności resocjalizacji instytucjonalnej. To na jej poprawie należałoby się skoncentrować. Od dawna wiadomo, że zaostrzenie kar kryminalnych, szczególnie w odniesieniu do młodych ludzi, tylko ich bardziej antagonizuje ze społeczeństwem – podkreśla prof. Konopczyński.