Osoba, która chce zmienić płeć w akcie urodzenia, nie musi pozywać swoich dzieci – uznał Sąd Najwyższy. Oznacza to, że w procesie o ustalenie płci metrykalnej konieczne jest tylko uczestnictwo rodziców.
Sprawa dotyczyła transseksualisty i ojca szóstki dzieci, który od kilku lat przechodzi terapię hormonalną. Po tym, jak rozwiódł się z żoną, wystąpił do sądu o formalną zmianę płci z męskiej na żeńską. Ponieważ w Polsce nie ma ustawy, która wprost regulowałaby tę procedurę, trzeba w takich przypadkach posiłkować się odpowiednimi przepisami kodeksu postępowania cywilnego, ale ich stosowanie w praktyce napotyka trudności. Poza sporem było to, że jest konieczne wytoczenie powództwa rodzicom. To oni figurują w akcie urodzenia i wyrok sankcjonujący zmianę płci wpływa na ich stosunki prawne z transseksualnym dzieckiem.
Sąd okręgowy, który rozpatrywał sprawę w I instancji, uznał jednak, że to za mało. Jego zdaniem transseksualista musi dodatkowo pozwać jeszcze szóstkę swoich dzieci. Ponieważ z niektórymi powód nie utrzymuje kontaktów i nie zna ich adresów, procedury nie udałoby się sfinalizować. Sąd apelacyjny zmienił jednak wyrok I instancji, podkreślając, że ustalenie płci rodzica nie wpływa na zakres praw rodzicielskich. Innymi słowy, prawa i obowiązki ojca i matki są takie same bez względu na to, czy w ich aktach urodzenia zostaną wprowadzone zmiany. A to oznacza, że dzieci nie mają interesu prawnego w tym, aby uczestniczyć w sprawie o ustalenie płci.