W tym roku minie 10 lat, odkąd skazani mogą odbywać kary w systemie dozoru elektronicznego (SDE). W Polsce możliwe są dwie formy tego typu kontroli przestępców: stacjonarna i mobilna. Tę drugą można zastosować, gdy na sprawcę sąd nałożył środek zabezpieczający w postaci zakazu zbliżania. Wówczas SDE objęte są de facto dwie osoby – skazany wyposażony w bransoletę na nodze oraz osoba chroniona, która dostaje komunikator.

Dzięki temu, że urządzenia na bieżąco pokazują położenie zarówno sprawcy, jak i pokrzywdzonego, kontrola wykonania zakazu zbliżania jest w pełni efektywna. Przykładowo, jeśli sąd zakazuje skazanemu zbliżania się do ofiary na odległość mniejszą niż 400 m, to zwykle sprawca objęty zakazem (o ile w ogóle się do niego stosuje) stara się nie zbliżać na taki dystans do miejsca zamieszkania pokrzywdzonego. Jeśli natomiast wykonywanie tego środka karnego monitorowane jest za pomocą SDE, wówczas system zapobiega złamaniu zakazu niezależnie od tego, gdzie znajdują się obydwie osoby.

Stracone możliwości

Jeśli zupełnie przypadkiem i nieświadomie, np. podczas zakupów w innym mieście, sprawca zbliży się do chronionego, wówczas system to wykryje, a oficer dyżurny połączy się z delikwentem i nakaże mu np. udanie się w innym kierunku. Jeśli kontrolowany zlekceważy polecenie i nadal będzie podążał w niewłaściwą stronę, zaalarmowani zostaną policja, patrol SDE, a także ofiara, której dyżurny wskaże drogę ucieczki.

W 2018 r., prezentując zalety SDE jako narzędzia do efektywnej ochrony pokrzywdzonych, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro podkreślał, że to jedno z najnowocześniejszych rozwiązań na świecie. Wówczas chronione w ten sposób były… trzy osoby. Obecnie jest niewiele lepiej. Spośród 42 osób objętych dozorem mobilnym chronionych jest jedynie siedem i tyle samo objęte jest zakazem zbliżania.

– W ubiegłym roku przy akceptacji Rady Naukowej Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury przeprowadziliśmy szkolenia w każdej apelacji, w ramach których szczególny nacisk kładliśmy na możliwości stosowania systemu przy orzekaniu środków zabezpieczających. Mamy nadzieję, że przyniesie to efekty – mówi gen. Paweł Nasiłowski, dyrektor biura dozoru elektronicznego Służby Więziennej.

Inna sprawa, że w 2017 r. takie szkolenia również były przeprowadzane, a zadowalających efektów nie widać. Tak mała liczba osób chronionych, zdaniem gen. Nasiłowskiego, wynika z nieufności zarówno ze strony sędziów, jak i samych ofiar.

– U części osób, które mogłyby być w pełni objęte ochroną, zakorzenione jest przeświadczenie, że wyrażenie zgody na objęcie ochroną w SDE jest narażaniem się na szczególną inwigilację. Co jest totalną bzdurą, jednak bez zredukowania tych mentalnych barier nie da się wykonać następnego kroku. Jedyna uciążliwość dla osób chronionych polega na konieczności ładowania urządzenia mobilnego. Ale tak samo przecież trzeba ładować telefony komórkowe – mówi gen. Nasiłowski. – Poza tym nawet jeśli ktoś zapomni o ładowaniu, wówczas dostanie komunikat przypominający, niezależnie od tego, czy jest to godz. 18 czy trzecia nad ranem – zapewnia ekspert.

Jak wskazuje sędzia Jerzy Nowiński, przewodniczący V Wydziału Penitencjarnego i Nadzoru nad Wykonywaniem Orzeczeń Karnych w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu, są jednak również obiektywne przeszkody.

Nacisk na informowanie

– Wrocław należy do ośrodków, w których dość często wydawana jest zgoda na wykonywanie kary pozbawienia wolności w SDE. Jednak do tej pory nie spotkałem się z ani jedną sytuacją, w której wniosek o wykonywanie kary w SDE składała osoba, wobec której orzeczono też zakaz zbliżania. Tego typu środek stosunkowo rzadko jest stosowany w sprawach, w których orzeczona kara nie przekracza roku pozbawienia wolności. A to jest warunek objęcia systemem – wyjaśnia sędzia Nowiński. – W SDE karę odbywają głównie osoby skazane za jazdę w stanie nietrzeźwości, przestępstwa niealimentacji, kradzieże i oszustwa – mówi sędzia, który dodaje, że skoro istnieją możliwości prawne stosowania SDE przy środkach zabezpieczających, to ważną rolę w odpowiednim informowaniu ofiar o możliwości skorzystania z nich mają kuratorzy sądowi.

Jak przyznaje Rafał Skręt ze Śląskiego Stowarzyszenia Kuratorów Sądowych Auxilium, kuratorzy mieli co prawda szkolenia dotyczące SDE, ale ich charakter był ogólny. – Jeśli mam do czynienia z osobą pokrzywdzoną, która takiej ochrony wymaga, to informuję ją o możliwościach, jakie daje SDE. Jednak nie przypominam sobie, aby na jakimś szkoleniu kładziono nacisk na stosowanie SDE przy środkach zabezpieczających – mówi Rafał Skręt. – Natomiast moim zdaniem istnieje potrzeba przeprowadzenia dużej kampanii społeczno-informacyjnej, na wzór akcji popularyzujących mediację sądową. Podnoszenie świadomości pokrzywdzonych jest bardzo potrzebne i można to robić np. w ramach tygodnia pomocy ofiarom przestępstw – dodaje kurator sądowy.