Dobra wiadomość jest taka, że w rok liczba osób chronionych za pomocą dozoru elektronicznego wzrosła o 130 proc. Zła, że można je policzyć na palcach dwóch rąk.
W tym roku minie 10 lat, odkąd skazani mogą odbywać kary w systemie dozoru elektronicznego (SDE). W Polsce możliwe są dwie formy tego typu kontroli przestępców: stacjonarna i mobilna. Tę drugą można zastosować, gdy na sprawcę sąd nałożył środek zabezpieczający w postaci zakazu zbliżania. Wówczas SDE objęte są de facto dwie osoby – skazany wyposażony w bransoletę na nodze oraz osoba chroniona, która dostaje komunikator.
Dzięki temu, że urządzenia na bieżąco pokazują położenie zarówno sprawcy, jak i pokrzywdzonego, kontrola wykonania zakazu zbliżania jest w pełni efektywna. Przykładowo, jeśli sąd zakazuje skazanemu zbliżania się do ofiary na odległość mniejszą niż 400 m, to zwykle sprawca objęty zakazem (o ile w ogóle się do niego stosuje) stara się nie zbliżać na taki dystans do miejsca zamieszkania pokrzywdzonego. Jeśli natomiast wykonywanie tego środka karnego monitorowane jest za pomocą SDE, wówczas system zapobiega złamaniu zakazu niezależnie od tego, gdzie znajdują się obydwie osoby.