Według statystyk Służby Więziennej obecnie w zakładach karnych przebywa prawie 6 tys. osadzonych, odbywających kary przekraczające rok i nie dłuższe niż półtora roku więzienia. Zdecydowana większość z nich mogłaby się zapewne ubiegać o odbywanie kary w warunkach quasi – wolnościowych – w systemie dozoru elektronicznego. Niestety, pomimo wieloletnich zapowiedzi zmian, warunki brzegowe umożliwiające odbywanie kary pozbawienia wolności w SDE wciąż nie zostały poszerzone. Z wnioskami do sądów penitencjarnych o wyrażenie zgody na odbywanie kary w SDE mogą występować skazani, wobec których orzeczono kary nieprzekraczające roku pozbawienia wolności.

W ubiegłym roku Sejm przegłosował co prawda zmianę m.in. art. 43la pkt 1 kodeksu karnego wykonawczego, tak aby karę w systemie dozoru elektronicznego mogły obywać osoby skazane na karę nieprzekraczającą 1,5 roku więzienia, jednak była to część kontrowersyjnej reformy kodeksu karnego. Ponaglani przez rząd parlamentarzyści tak się wówczas spieszyli z uchwaleniem projektu zaostrzającego kary za liczne przestępstwa (w tym seksualne), że popełnili przy tym liczne błędy proceduralne, m.in. związane z niedotrzymaniem minimalnych terminów procedowania projektu. W tej sytuacji prezydent Andrzej Duda ostatecznie nie podpisał ustawy, lecz zdecydował się w ramach kontroli prewencyjnej skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego.

Stan niepewności

Choć od tego czasu TK zdążył już wyznaczyć terminy rozpraw dotyczących spraw, które wpłynęły do niego później, daty rozpoznania wniosku w sprawie konstytucyjności nowelizacji kodeksu karnego wciąż nie podał.

– Zmiana jest bardzo oczekiwana. Wiem, że do sądów dzwonią, czy to osadzeni, czy ich rodziny, z pytaniem, czy te nowe przepisy weszły już w życie – mówi gen. Paweł Nasiłowski, pełnomocnik ministra sprawiedliwości do spraw systemu dozoru elektronicznego. Tymczasem nie dość, że nie da się określić przybliżonej daty wejścia w życie, to jeszcze jest to uzależnione od wyniku rozstrzygnięcia TK. W rezultacie nawet przepis zgodny z konstytucją, jakim niewątpliwie jest poszerzenie granic stosowania SDE, w przypadku negatywnej oceny trybunału (czego mimo wszystko nie można wykluczyć) nie wszedłby w życie.

Przedłużający się stan niepewności uderza przede wszystkim w potencjalnych beneficjentów zmiany – skazanych odbywających kary ze stosunkowo niskimi wyrokami. Ale nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że dzięki nowym regulacjom można by w jakimś stopniu „przewietrzyć” więzienia. Dziś zaludnienie w zakładach karnych wynosi 93 proc., podczas gdy skazani odbywający wyroki w wymiarze od 12 do 18 miesięcy stanowią ok. 8 proc. wszystkich osadzonych. Oprócz oddalenia ryzyka przeludnienia znaczenie mają też koszty. Utrzymanie więźnia w zakładzie karnym kosztuje Skarb Państwa ponad 3 tys. zł miesięcznie, dozorowanie w SDE jest dziewięć razy tańsze, bo skazany utrzymuje się sam. A dzięki temu, że może normalnie pracować, nie cierpi na tym jego rodzina.

Ministerstwo ma plan B

Dlatego w Ministerstwie Sprawiedliwości rozważana jest na wszelki wypadek opcja B. Jak udało nam się ustalić, resort przymierza się do ponownego uchwalenia zmian w kodeksie karnym wykonawczym dotyczących SDE.

– Jest to poważnie rozważane. Bardzo zależy nam na objęciu SDE większej liczby skazanych, dlatego ubolewamy, że ta dobra i bardzo potrzebna zmiana została na skutek wniosku do TK zahamowana. Zwłaszcza że akurat te przepisy nie powinny budzić niczyich kontrowersji – zdradza nam osoba z kierownictwa resortu.

– Rzeczywiście istnieje bardzo pilna potrzeba poszerzenia kręgu osób uprawnionych do odbywania kary w SDE, bo dziś ten próg jest ustawiony bardzo nisko. Warto przypomnieć, że jeszcze przed 2016 r. karę w tym systemie mogły odbywać osoby skazane na kary do dwóch lat pozbawienia wolności – mówi mec. Marcin Wolny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – To istotne zwłaszcza w kontekście art. 69 kodeksu karnego, który pozwala na warunkowe zawieszenie wykonywanie kary nieprzekraczającej roku. Tym bardziej więc wobec osób skazanych na niskie kary, których nie można zawiesić, sądy powinny mieć możliwość stosowania dozoru elektronicznego – dodaje prawnik.

Ale choć uważa, że zmiana jest bardzo potrzebna, to ma wątpliwości, czy należy ją wprowadzać przed wyrokiem TK. – Nawet jeśli brzmienie nowych przepisów byłoby dokładnie takie samo jak w zakwestionowanej ustawie, to poprzedni akt przyjmował Sejm VIII kadencji, a nowy uchwalałby Sejm IX kadencji, którego skład jest inny. Nie można wykluczać, że na etapie parlamentu doszłoby do pewnych modyfikacji, nie można też zakazać posłom czy senatorom ingerencji. Myślę, że Ministerstwo Sprawiedliwości powinno raczej wystąpić do TK z prośbą o najszybsze rozpoznanie sprawy – podkreśla mec. Wolny.