Mieli podjąć służbę w listopadzie, ale raczej nie podejmą. Bez nich zaś postępowania dyscyplinarne w SN nie ruszą.
W Sądzie Najwyższym uruchamiane są nowo powołane izby: Dyscyplinarna i Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Niedawno Senat wybrał 11 ławników SN, ale liczba ta okazała się niewystarczająca.
Wprowadzenie czynnika społecznego do orzekania w SN (chociaż w ograniczonym zakresie, o czym za chwilę) nastąpiło na skutek wejścia w życie ustawy z 8 grudnia 2017 r. o Sądzie Najwyższym (Dz.U. z 2018 r. poz. 5 ze zm.). Od początku pomysł ten był poddawany krytyce – i ze względu na dotychczasowe zapatrywania doktryny, i wskutek do pewnego stopnia populistycznego podawania w wątpliwość celowości wprowadzenia do Sądu Najwyższego czynnika społecznego, który nie miałby gruntownej wiedzy prawniczej (pisałem o tym w „Prawniku” z 17 lipca 2018 r., wskazując, że pogląd ten wynika z niezrozumienia instytucji ławnika, który z istoty rzeczy nie może być „profesorem prawa”, bowiem zatraciłby wówczas ów społeczny charakter). Faktem jest natomiast to, że w świetle dotychczasowych poglądów doktryny prawniczej ławników jako instytucję wiązano jedynie z postępowaniami rozpoznawczymi, tj. w ramach prac sądów I instancji, których celem jest przeprowadzenie postępowania dowodowego i wydanie orzeczenia „co do istoty sprawy”. Chodzi o powiązanie ławnika z tym stadium postępowania sądowego, które dotyczy dokonania jedynie ustaleń faktycznych (rozpoznania merytorycznego sprawy pod względem dowodowym i prawnym), a wyłączenie ich z postępowań odwoławczych, w których mogą mieć miejsce określone czynności natury dowodowej, ale uznawane za wymagające w większym zakresie fachowej wiedzy prawniczej. Z tych argumentów wyprowadzano pogląd, że z natury rzeczy ławnicy nie powinni orzekać w postępowaniach w sądach kasacyjnych (zatem w Sądzie Najwyższym), ponieważ jako sądy prawa organy te dokonują – co do istoty – jedynie formalnej kontroli prawomocnego rozstrzygnięcia i w ogóle nie zajmują się materią dowodową. To doktrynalne dogmaty, ale rzecz jasna niepozbawione podstaw.
Reklama
Warto też przypomnieć, że w Polsce – kraju byłego bloku wschodniego – czynnik ludowy kojarzy się źle. Nie zmienia to jednak oceny, że wprowadzenie ławników do Sądu Najwyższego jest ciekawym eksperymentem, który – jeśli przeprowadzony mądrze – może dać odpowiedzi na postulaty doktryny prawniczej, w tym teorii prawa, która upatrywała w powrocie do szerszego udziału ławników remedium na impas związany ze społecznym poczuciem odrywania się ewaluacji sędziowskich od społecznych standardów moralnych i obyczajowych, szczególnie w sprawach z tzw. kontekstem społecznym.
Za trafną należy więc uznać decyzję ustawodawcy, by udział ławników w Sądzie Najwyższym ograniczyć do rozpoznawania jedynie skarg nadzwyczajnych (w ramach Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych) oraz spraw należących do właściwości Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i innych spraw natury dyscyplinarnej, w których SN jest właściwy na podstawie przepisów odrębnych ustaw. Udział ławników przewidziano więc w ustawie o SN jedynie w ramach nowo powołanych izb tego sądu. Warto wskazać, że ustawodawca odwołał się do wspomnianego wyżej zapatrywania, że ławnicy powinni zasiadać w składach orzekających, w których w grę wchodzi kontrola ustaleń faktycznych, choćby w ograniczonym zakresie. Przypomnieć przecież wypada, że w sprawach dyscyplinarnych ocena materiału faktycznego sprawy wynika z istoty tych postępowań, a Sąd Najwyższy nie pełni tutaj klasycznej roli sądu prawa, jak przy nadzwyczajnej kontroli odwoławczej realizowanej w ramach pozostałych izb. Natomiast jeśli chodzi o Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, to ustawodawca jako podstawę do wniesienia skargi nadzwyczajnej wskazał m.in. klasyczną podstawę rewizyjną, jaką jest oczywista sprzeczność istotnych ustaleń sądu z treścią zebranego w sprawie materiału dowodowego (art. 89 par. 1 ustawy o SN). Procedura z rozpoznania skargi nadzwyczajnej zakłada wprost, w przeciwieństwie do kasacji czy skargi kasacyjnej, możliwość całościowej oceny materiału dowodowego z możliwością wydania przez Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN orzeczenia reformatoryjnego (zmieniającego). Można mniemać, że ławnicy mają wówczas spełniać swoją klasyczną funkcję, jaką jest prezentowanie sądowi jakichś ewaluacji tego materiału opartych na normach społecznych i powszechnym poczuciu moralności. Należy się zarazem stanowczo przeciwstawić antagonizowaniu sędziów profesjonalnych i społecznych. Nie chodzi przecież o to, że zawodowy sędzia nie zna takich norm. Chodzi o realizowanie systemowego założenia, że instytucja ławnika zapewni dodatkowy, stricte społeczny osąd sprawy, który wcale przecież nie ma głosu decydującego, bowiem ławnik, mówiąc potocznie, „niewiele może” (w szczególności na podstawie art. 67 par. 2 ustawy o SN nie może przewodniczyć rozprawie i naradzie ani też wykonywać czynności sędziego poza rozprawą). Również udział ławnika w składach Sądu Najwyższego nie przekreśla profesjonalnego charakteru składu sądu. Zgodnie bowiem z art. 59 par. 2 ustawy o SN w sprawach, w których uczestniczą ławnicy, Sąd Najwyższy orzeka w składzie dwóch sędziów i jednego ławnika. Chodzi o wprowadzenie czegoś na wzór systemowego odesłania do dodatkowej oceny (i to przecież de facto fakultatywnej) prezentowanej przez czynnik społeczny. Warto bowiem pamiętać, że skład orzekający, w którym zasiada ławnik, nie musi z takiej oceny skorzystać. Celem jest uzyskanie (w zamyśle) szerszej legitymacji takiego rozstrzygnięcia (stoi za nim bowiem nie tylko czynnik profesjonalny, ale jeżeli zachodzi taka potrzeba, bo sprawa nosi znamiona kontekstu społecznego, także arbiter społeczny).
Tym samym ta siłowa krytyka, której w mediach poddano ławników Sądu Najwyższego, nie tylko wydaje się nieobyczajna (bowiem formułowana ad personam), lecz również nie uwzględnia racji, które leżą za pomysłem wprowadzenia ich do orzekania w sądzie kasacyjnym.
Na zakończenie warto też zauważyć, że bez powołania ławników Sądu Najwyższego działalność orzecznicza nowo powołanych izb będzie niemożliwa. Zgodnie z ustawą o SN liczbę ławników ustala Kolegium Sądu Najwyższego (art. 61 par. 1 ustawy). Prawo wskazuje, że w postępowaniach, w których wymagany jest udział ławników, muszą to być konkretnie ławnicy Sądu Najwyższego. Status takiej osoby jest dość precyzyjnie opisany w ustawie, która wskazuje na specjalną drogę powołania takiej osoby. Ławników Sądu Najwyższego wybiera Senat w głosowaniu jawnym (art. 61 par. 2 ustawy o SN). Mając na względzie obszerne orzecznictwo i poglądy doktryny prawniczej odnośnie do legalności składów orzeczniczych, bez narażania się na zarzut niewłaściwej obsady sądu, skład orzeczniczy Sądu Najwyższego, w którym ma zasiadać ławnik, musi odpowiadać wymogom ustawy o SN, która konsekwentnie posługuje się terminem „ławnik Sądu Najwyższego”, a nie jakikolwiek ławnik (por. np. art. 59 par. 2 ustawy o SN).