statystyki

Bojarski o reformie sądownictwa: Czy to już jest Kafka?

autor: Łukasz Bojarski18.09.2018, 08:54; Aktualizacja: 18.09.2018, 11:26

Czy mają Państwo czasem wrażenie, że coś jest tak nie do wiary, że nie może być prawdziwe? Nie UFO czy teorie spiskowe. Coś z kategorii: sprawy publiczne.

Z adanie na dziś dla Czytelników jest takie: proszę odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wokół Pani, Pana, to już Kafka, czy jeszcze nie? I czy mamy w tym swoją rolę? Dla ułatwienia cytaty z praskiego wizjonera.

(…) radzę panu mniej zajmować się nami i tym, co się z panem stanie, natomiast więcej myśleć o sobie. I lepiej nie robić tyle hałasu z tą pańską niewinnością, bo to psuje niezłe wrażenie, jakie pan na ogół sprawia

Zauważyłem, że coraz rzadziej zdarza mi się uwierzyć w coś, co kiedyś zostałoby potraktowane jak dowcip, mniejsza o to, czy śmieszny.

Pisałem na tych łamach kilkakrotnie o wspaniałej moim zdaniem inicjatywie zrzeszającego ponad setkę prawników Stowarzyszenia im. Profesora Zbigniewa Hołdy – Tygodniu Konstytucyjnym. Niejeden czytelnik DGP brał w nim udział. Setki prawników idą do setek szkół, by poprowadzić dla tysięcy uczniów zajęcia z prawa, konstytucji, procesu sądowego. Scenariusz jest opracowany tak, żeby nawet osoba bez przygotowania dydaktycznego sobie poradziła. Zajęcia są interaktywne, to nie wykład, to burza mózgów, dyskusja, praca w grupach, uczniowie mają między innymi wydać i uzasadnić wyrok w przygotowanych sprawach. Uczą się przy tej okazji dużo o prawie, konstytucji, wartościach, formułowaniu argumentów. Do szkół chodzą sędziowie, adwokaci, prokuratorzy, radcy prawni, naukowcy, prawnicy z organizacji obywatelskich. Niektórzy prowadzą jedną lekcję, inni kilka. Wszyscy pro bono poświęcają swój wolny czas na przygotowanie i poprowadzenie zajęć. Dlaczego? Bo doceniają wagę edukacji społecznej.

Czy gdyby, dajmy na to trzy lata temu, ktoś mi powiedział, że poprowadzenie takiej lekcji może skutkować postępowaniem dyscyplinarnym przeciwko prawnikowi, to bym uwierzył? Oczywiście, że nie. A czy, kiedy dowiedziałem się o takiej sprawie w zeszłym tygodniu, uwierzyłem? A jakże. Prokurator Małgorzata Nowak z Prokuratury Krajowej uznała bowiem za stosowne napisać do stowarzyszenia pismo, w którym informuje, że podjęła czynności mające na celu – uwaga, to naprawdę cytat – „ustalenie znamion przewinienia dyscyplinarnego prokuratora Prokuratury Generalnej w stanie spoczynku” i dlatego zwraca się o informacje, kiedy, gdzie oraz w jakiej szkole lub szkołach w ramach akcji Tydzień Konstytucyjny prokurator w stanie spoczynku przeprowadził zajęcia z młodzieżą na temat Konstytucji RP. I tyle. Postępowanie ma sygnaturę, przywołaną podstawę prawną, wszystko, jak trzeba. Zaznaczę, że Pan Prokurator Wojciech Sadrakuła, o którego chodzi (i do którego kieruję przy okazji wielkie podziękowanie za zaangażowanie), skądinąd także autor kryminałów, poinformował prokuraturę o tym, że bierze udział w inicjatywie.

Co się stanie, kiedy dzielna prokuratura wyśledzi, gdzie i kiedy uczył? Może teraz przesłuchamy dzieci? Pewnie ktoś pamięta, co mówił ten miły pan, który był u nich na lekcji. Co mówił, ale też czy się uśmiechał znacząco, a może sobie żartował?

Piszę te słowa na kilka dni przed publikacją, być może sprawa już się wyjaśniła, ktoś użył rozumu i się wycofał. Ale to nie był tylko ten incydent. To pokazuje teatr absurdu, w jakim żyjemy. Nie wiem, prok. Nowak działała z własnej inicjatywy, czy wypełniała polecenie, ale to ona się pod tym pismem podpisała. W czasach, kiedy w mediach aż huczy, kto i co podpisał, dajmy na to za PRL-u. Czy pani prokurator nie widzi niedorzeczności tego pisma? Czy naprawdę uważa, że uczenie młodzieży w ramach akcji społecznej jest przewinieniem dyscyplinarnym? Czy nie widzi śmieszności angażowania prokuratury do takiej sprawy? Poza wszystkim – nie zapominajmy – to z naszych podatków ci bardzo wysoko opłacani prokuratorzy prowadzą te absorbujące i przełomowe dochodzenia dyscyplinarne.

Oczywiście, jak można było się spodziewać, pismo wywołało żywe reakcje. W ciągu doby spora grupa osób zdążyła zadenuncjować samych siebie: od autodonosów roi się na portalach społecznościowych, ale są też wysyłane do prokuratury poważne pisma, w których ujawniają się inni przestępcy edukacyjno-konstytucyjni.

Nasza władza, o ile ją znam, a znam tylko najniższe służbowe stopnie, nie szuka winy wśród ludności, raczej wina sama przyciąga organy sądowe, które ją wówczas ścigają, jak mówi ustawa, i wysyłają nas, strażników. Takie jest prawo. Gdzie więc może tu zajść jakaś pomyłka?


Pozostało jeszcze 76% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane