Firma ma prawo do zachowania poufności rokowań – przypomniał Sąd Najwyższy.
Waldemar N. był pracownikiem spółki B. działającej w branży spożywczej. Miał on zostać zwolniony z pracy za wypowiedzeniem, w tym celu wezwano go więc na rozmowę do prezesa zarządu, z którego rąk otrzymał stosowne pismo. Mężczyzna całe to spotkanie nagrał, oczywiście bez wiedzy i zgody szefa. Materiał ten przedstawił później w sądzie pracy, w toku sprawy, którą wytoczył pracodawcy o uznanie wypowiedzenia za bezzasadne. Miało to wynikać m.in. z przedstawionego „tajnego” nagrania. Sąd pracy jednak tego dowodu nie uwzględnił, a strony sporu wkrótce spotkały się ponownie w sądzie, tym razem cywilnym, ale już w innych rolach.
Firma oraz jej prezes pozwali bowiem Waldemara N. o naruszenie dóbr osobistych, żądając zarazem publikacji przeprosin na stronie internetowej spółki oraz zniszczenia nagrania.
Reklama
Sądy oddaliły pozew i apelację spółki oraz prezesa. Innego zdania był jednak Sąd Najwyższy, który nakazał sądowi apelacyjnemu ponowne rozpatrzenie sprawy.
W przypadku tym – jak stwierdził Sąd Najwyższy – mamy do czynienia ze sporem dotyczącym istotnej kwestii: prawa do prywatności po stronie osoby fizycznej, jak i prawa do poufności rozmów i rokowań leżącego już po stronie spółki jako osoby prawnej. Te zaś prawa mogły zostać naruszone.
– W Polsce powszechnie przyjmuje się, że potajemne nagrywanie kogoś, bez jego wiedzy i zgody, jest czynem nagannym. Sąd nie może udzielać ochrony takim zachowaniom – podkreślił sędzia Jan Górowski.
Jednak w pewnych sytuacjach nagrywanie kogoś nie musi naruszać prawa. Będzie to miało miejsce w sytuacji działania przewidzianego prawem (np. przez odpowiednie służby państwowe w granicach ich uprawnień), gdy dochodzi do wykonywania czyichś praw podmiotowych, gdy nagrywany sam wyrazi na to zgodę i wreszcie – gdy osoba nagrywająca działała w uzasadnionym zamiarze ochrony jakiegoś dobra prawnego. Ale w tym ostatnim wypadku należy wykazać, jakie dobro miałoby być chronione i z jakiego powodu. Tym zaś sądy orzekające w ogóle się nie zajmowały.
– Tutaj ciężar dowodu przeszedł na pozwanego, który powinien wykazać, że był w pracy prześladowany, dyskryminowany itp. – powiedział sędzia Górowski.
Jeżeli nie zostanie wykazany ten element, „zdejmujący” z nagrania jego bezprawność, wówczas będzie można mówić o naruszeniu art. 23 kodeksu cywilnego. Jak stwierdził Sąd Najwyższy, za dobro osobiste można bowiem uznać także tajemnicę komunikowania się i to dobro mogło być naruszone. Dlatego sąd II instancji będzie musiał ponownie zbadać sprawę.
ORZECZNICTWO
Wyrok Sądu Najwyższego z 31 stycznia 2018 r., sygn. akt I CSK 292/17.