Komisja Europejska coraz wyraźniej zmierza w kierunku rozszerzenia odpowiedzialności amerykańskich portali społecznościowych za nielegalne treści zamieszczane przez użytkowników.
Pod koniec ubiegłego tygodnia Bruksela opublikowała dla firm zalecenia, zgodnie z którymi mają szybciej i sprawniej usuwać i zapobiegać rozprzestrzenianiu się na ich platformach wpisów nawołujących do nienawiści, stosowania przemocy czy ataków terrorystycznych. – Nasze wytyczne przewidują środki ochronne mające na celu uniknięcie usuwania treści omyłkowo uznanych za nielegalne i zapewnienie ochrony praw podstawowych, takich jak wolność wypowiedzi – zastrzegał Andrus Ansip, unijny komisarz do spraw jednolitego rynku cyfrowego.
Reklama

Reklama
Największą nowością w podejściu Komisji jest zalecenie, aby platformy społecznościowe nie czekały wyłącznie na zgłoszenia dotyczące nielegalnych treści od użytkowników, ale same zaczęły je namierzać i blokować. Zdaniem unijnych urzędników nie prowadziłoby to automatycznie do sprzeczności z art. 14 dyrektywy o handlu elektronicznym (2000/31/WE), który co do zasady zwalnia pośredników, świadczących usługę hostingu, z odpowiedzialności za materiały zamieszczane przez internautów. Wyłączenie to nie dotyczy sytuacji, gdy operator platformy otrzymał wiarygodną informację o naruszeniach i nie zareagował odpowiednio bądź wystarczająco szybko.
Jak przekonuje KE, zwolnienie od odpowiedzialności ma zastosowanie do tych pośredników internetowych, którzy wyłącznie przechowują materiały na życzenie użytkowników, lecz nie mają nad nimi żadnej kontroli i nie odgrywają żadnej aktywnej roli. To zaś niekoniecznie dotyczy Facebooka czy Twittera, bo te mogą przecież np. porządkować czy promować zamieszczane u siebie wpisy. Nie oznacza to jeszcze, że z tego powodu tracą przywilej wyłączenia spod odpowiedzialności. Ale też według Komisji nie koliduje z nim korzystanie ze środków, które pomagałyby w samodzielnym identyfikowaniu bezprawnych treści, zwłaszcza jeśli stanowiłyby one element realizacji regulaminu serwisu. „Chociaż dyrektywa o e-handlu wyklucza zobowiązanie platform online do aktywnego wyszukiwania okoliczności świadczących o tym, że jakieś treści są bezprawne, to podkreśla także znaczenie dobrowolnie przyjmowanych mechanizmów” – czytamy w dokumencie Komisji.
Zgodnie z jej zaleceniami, biorąc pod uwagę ogrom materiałów codziennie wrzucanych przez użytkowników social mediów, skutecznym rozwiązaniem w walce z nielegalnymi postami mogłoby być szersze wykorzystanie oprogramowania do automatycznego wykrywania i filtrowania danych. Podobne rozwiązanie przewidziano już zresztą w projekcie nowej dyrektywy dotyczącej praw autorskich. Zgodnie z unijną propozycją platformy internetowe mają wykorzystywać specjalne technologie skanujące pliki i informacje zamieszczane przez użytkowników serwisu i identyfikujące spośród nich utwory podlegające ochronie prawnoautorskiej. Jak ostrzegali eksperci, taki wymóg wiąże się z ryzykiem wykluczenia z rynku mniejszych podmiotów, a nawet może prowadzić do cenzury, bo mechanizmy informatyczne są zawodne.
Ponadto Bruksela zaleca portalom społecznościowym, aby ściślej współpracowały z krajowymi organami ścigania oraz sądami. Chodzi nie tylko o zawiadamianie policji czy prokuratury o wszelkich posiadanych dowodach popełnienia przestępstwa. W związku z koniecznością usunięcia czy wykrywania nielegalnych treści władze krajowe muszą mieć przede wszystkim możliwość szybkiego kontaktu z nimi. Dlatego też KE sugeruje platformom internetowym, aby w każdym państwie członkowskim UE powołały specjalne punkty kontaktowe.
Kolejna kwestia, na którą kładzie nacisk Bruksela, to zapobieganie ponownemu pojawianiu się nielegalnych materiałów. Zgodnie z wytycznymi, social media powinny na bieżąco zawieszać bądź całkowicie eliminować (przedstawiając odpowiednie uzasadnienie) konta użytkowników, którzy dopuszczają się naruszeń, a także wykorzystywać automatyczne filtry uniemożliwiające ponowną publikację treści zakwalifikowanych już raz jako nielegalne.