statystyki

Mowa nienawiści uderzy w wydawców

autor: Bartosz Kurzawa25.06.2017, 14:00
W obecnej sytuacji łatwiej będzie pociągnąć do odpowiedzialności usługodawcę (bo wszyscy wiemy, że takiej liczby komentarzy nie da się kontrolować, a oprogramowanie filtrujące jest ułomne) niż tego, kto faktycznie dopuścił się czynu niezgodnego z prawem lub naruszającego czyjeś dobra osobiste.

W obecnej sytuacji łatwiej będzie pociągnąć do odpowiedzialności usługodawcę (bo wszyscy wiemy, że takiej liczby komentarzy nie da się kontrolować, a oprogramowanie filtrujące jest ułomne) niż tego, kto faktycznie dopuścił się czynu niezgodnego z prawem lub naruszającego czyjeś dobra osobiste.źródło: ShutterStock

Wdrażane w dobrej wierze mechanizmy, które miały ucywilizować dyskusje w komentarzach pod tekstami w internecie, w świetle ostatnich orzeczeń Sądu Najwyższego zaczną działać na niekorzyść usługodawców.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

W ostatnim czasie w prasie pojawiło się wiele komentarzy związanych z wygraną adwokata Romana Giertycha przed Sądem Najwyższym w sprawie przeciwko jednemu ze znaczących portali w procesie o nienawistne komentarze (sygn. akt I CSK 128/13). Zdaniem komentatorów sąd uznał, że za zamieszczenie komentarzy osób trzecich odpowiada właściciel portalu, na którym zostały opublikowane. Konkluzja tych wypowiedzi jest taka, że jest to początek rewolucji w polskim internecie. Wyrok ten ma m.in. wskazywać, że „wydawca odpowiada za wpisy – bo zgodnie z ustawą o świadczeniu usług drogą elektroniczną powinien usuwać nienawistne komentarze”. Nie odpowiadałby za nie, tylko gdyby wykazał, że nie wiedział o ich istnieniu. Co więcej, „wydawcy portali muszą natychmiast usuwać ze stron hejterskie wpisy, bo jeśli później nie udowodnią, że o nich nie wiedzieli – będą przegrywać sprawy z osobami, które zostały obrażone”.

Kierunek, jaki wyznacza linia orzecznicza Sądu Najwyższego w tym zakresie w roku 2016 i na początku roku 2017, oraz orzeczenie ETPC w sprawie DELFI (skarga nr 64569/09) spowoduje on istotne szkody w zakresie funkcjonowania internetowego ekosystemu. Przekaz medialny bowiem wskazuje, że wydawca odpowiada za wpisy, co nie jest prawdą, gdyż odpowiada jedynie w chwili ziszczenia się ku temu przesłanek (choć faktycznie ocennych przesłanek).

Zasady odpowiedzialności podmiotów świadczących usługi drogą elektroniczną, w szczególności usługi elektroniczne umożliwiające przyjęcie za pośrednictwem formularza treści komentarza użytkownika następnie automatycznie publikowanego pod komentowanym artykułem, określają przede wszystkim przepisy art. 12–15 ustawy z 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną (dalej: uśude) ma swoje źródło w prawie unijnym, tj. dyrektywie 2000/31/WE. Uchwalenie dyrektywy poprzedzone było dyskusją dotyczącą modelu funkcjonowania usługodawców i potencjalnych przeszkód dla rozwoju ich działalności z uwagi na ryzyko odpowiedzialności za „pośrednie” naruszenie praw osób trzecich w wyniku udostępnienia użytkownikom własnej infrastruktury.

Kluczowe znaczenie materialnoprawne ma przepis dotyczący tzw. hostingu zawarty w art.14 uśude.

Przepisy dotyczące odpowiedzialności hostingodawcy obowiązują już ponad dekadę. Do 2013 r. w orzecznictwie dominowało stosunkowo mało restrykcyjne podejście do interpretacji art. 14 ust. 1 uśude. Można zaryzykować tezę, w myśl której utrata ochrony wynikającej z wyrażonej tam normy z powodu istnienia wiedzy usługodawcy o bezprawnym charakterze danych była uzależniona od uzyskania pozytywnej wiedzy o bezprawnym charakterze przechowywanych danych.

Nowe światło na interpretację systemową przepisów na gruncie prawa europejskiego rzuciła sprawa DELFI (dostawca usług w Estonii, umożliwiający czytelnikom publikację komentarzy). Skrypty wdrożone przez DELFI w automatyczny sposób filtrują komentarze od kątem wulgarnych słów.

Co ważne, rozpatrując sprawę DELFI, Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) nie stosował przepisów dyrektywy 2000/31/WE, lecz postanowienia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka dotyczące ochrony wolności wypowiedzi (zwłaszcza art. 10 konwencji) i badał, czy działanie sądów nie doprowadziło do nieuzasadnionego ograniczenia tej wolności. Sprawa została rozpatrzona przez Wielką Izbę Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, która w istocie podtrzymała wcześniejsze orzeczenie, przyjmując brak naruszenia art. 10 konwencji. Warto zwrócić uwagę na następujące argumenty przywołane przez Wielką Izbę:

- skala prowadzonej działalności ma znaczenie,


Pozostało 63% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (4)

  • abcd(2017-06-25 21:44) Zgłoś naruszenie 70

    Zwycięstwo to klęska Prawda to nienawiść Wojna to pokój Wolność to niewola Ignorancja to siła ... a lewactwo to ciemniactwo

    Odpowiedz
  • abcd(2017-06-25 21:47) Zgłoś naruszenie 60

    "Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć." George Orwell

    Odpowiedz
  • Mówię lewica myślę g....o.(2017-06-25 22:56) Zgłoś naruszenie 50

    Lewaki chcą wprowadzić cenzurę w internecie. Lewactwo to zawsze jest tylko narzucanie wszystkiego przemocą. Dlatego jak najszybciej należy wystąpić z UE. Mam nadzieję, że Ameryka zniszczy tą UE. Rzygać mi się chce, jak słyszę lewaków, którzy zabierają ludziom wolność słowa. Ale u nich to taka tradycja partyjna.

    Odpowiedz
  • Dojnazmiana(2017-06-26 07:33) Zgłoś naruszenie 10

    Wolność słowa ?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane