Kazuistyka w przepisach o obronie koniecznej, która uwstecznia prawo karne, to sposób Ministerstwa Sprawiedliwości na poprawę bezpieczeństwa obywateli: „Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej, odpierając zamach polegający na wdarciu się do mieszkania, lokalu, domu albo przylegającego do nich ogrodzonego terenu lub odpierając zamach poprzedzony wdarciem się do tych miejsc, chyba że przekroczenie granic obrony koniecznej było rażące” - wyjaśnia dr Mikołaj Małecki z Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor bloga „Dogmaty karnisty”.
Reklama



Projektowany przepis doprowadzi do jawnie niesprawiedliwych rozstrzygnięć. Starsza osoba napadnięta na przystanku autobusowym, turyści zaatakowani na starym mieście, dziecko pobite przed szkołą – żadna z tych osób nie będzie mogła przekroczyć granic obrony koniecznej, bo atak miał miejsce poza domostwem. Dlaczego MS nie chce polepszyć ich bezpieczeństwa?
Zamiast rzetelnego prawotwórstwa otrzymujemy pogadankę o „prawach ofiary, a nie przestępcy”. MS posługuje się demagogią, by wzbudzić niezdrowe emocje, zamiast szkolić prokuratorów – których przełożonym jest minister sprawiedliwości – tak, aby korzystali z obowiązujących przepisów dla dobra obywateli (art. 25 par. 3 k.k.). Inna sprawa, że teza o poprawie bezpieczeństwa miru domowego jest oczywiście fałszywa. Nowe przepisy nie dają nowych praw ofierze, lecz polepszają sytuację prawną napastnika. Proponowana regulacja wyłącza bowiem karalność („nie podlega karze”), a nie bezprawność czynu. Jeżeli granice obrony koniecznej zostaną przekroczone, czyn stanie się bezprawnym zamachem, co da napastnikowi prawo do obrony koniecznej przeciwko broniącemu się.
Utwierdzanie obywateli w błędnym przekonaniu, że otrzymają więcej praw, może więc skończyć się tragicznie: osoba broniąca miru domowego będzie przekonana, że wolno jej bronić się wszelkimi sposobami, ale działając zbyt intensywnie upoważni napastnika do równie intensywnej obrony przed sobą. Dzięki MS każda błaha międzysąsiedzka sprzeczka może skończyć się starciem na śmierć i życie.
Minister Marcin Warchoł opisuje sprawy osób niesłusznie oskarżanych o popełnienie przestępstwa za obronę miru domowego, co świadczyć ma o zasadności proponowanych zmian („Prawo ofiary, nie przestępcy”, DGP z 21 września 2017 r.). Przytoczone historie świadczą wyłącznie o braku wyszkolenia kilku prokuratorów. Poprawę bezpieczeństwa należy rozpocząć od wykonywania obowiązującego prawa, a nie teoretycznych zmian w kodeksie karnym. Osiągnięcie celów zakładanych przez MS jest zresztą niemożliwe: proponowany przepis wyłączy karalność czynu tylko wtedy, gdy przekroczenie granic obrony nie będzie „rażące”. Nie ma żadnych przeszkód, by twierdzić, że we wszystkich trzech sprawach przytoczonych przez ministra Warchoła eksces broniących się był rażący i powinni oni podlegać karze. Określenie „rażąco” nie jest zdefiniowane i każdy będzie rozumiał je inaczej.
Rzetelna dyskusja o granicach obrony koniecznej powinna skutkować uchwaleniem ogólnego, sprawiedliwego przepisu obejmującego wszystkie porównywalne sytuacje. Na przykład broniący się nie popełnia przestępstwa, jeżeli poświęca dobro prawne nieprzedstawiające wartości oczywiście wyższej od dobra ratowanego (analogicznie do treści art. 26 par. 1 i 2 k.k.). Nie byłoby wątpliwości, że odpieranie zamachu kosztem życia napastników, którzy z całej siły kopią ofiarę, pozostaje pod ochroną prawną bez względu na to, czy zdarzenie ma miejsce w domu czy poza nim.