W 2016 r. pracownicy socjalni zabrali z domów 1214 małoletnich, których zdrowie lub życie było w niebezpieczeństwie w związku ze stosowaniem przemocy. Rodzice złożyli jednak tylko 24 zażalenia na podjęte wobec ich dzieci działania.
Specjalną procedurę postępowania w przypadku krzywdzonych dzieci przewiduje art. 12a ustawy z 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 1390). Zgodnie z nią pracownik socjalny, który w ramach wykonywania obowiązków służbowych stwierdzi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia dziecka, ma prawo na podstawie decyzji podjętej wspólnie z policją i przedstawicielem służby zdrowia zabrać je od agresywnych rodziców, a następnie umieścić u najbliższych członków rodziny lub w pieczy zastępczej. Następnie w ciągu 24 godzin powinien powiadomić o tym fakcie sąd rodzinny. Ten zaś w ciągu kolejnej doby jest zobligowany rozstrzygnąć, czy taka interwencja była zasadna.
Jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w 2016 r. we wspomnianym trybie zabranych zostało 1214 dzieci. 324 z nich trafiło do bliskiej rodziny, 485 do rodziny zastępczej, natomiast 448 do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Tym samym w porównaniu do 2015 r. nastąpił nieznaczny (o 56 małoletnich) wzrost liczby odebranych dzieci i młodzieży (wtedy było ich 1158).
Reklama
– Te statystyki wahają się w poszczególnych latach, bo np. w 2014 r. liczba bitych dzieci, które trzeba było zabrać z rodzinnego domu, wynosiła 1339. Zdecydowanie nie można mówić o tym, że przepisy są nadużywane przez pracowników socjalnych, którzy pod byle pretekstem odbierają małoletnich – mówi Renata Durda, kierownik Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”.
Jednocześnie zwraca uwagę, że art. 12b ustawy antyprzemocowej umożliwia rodzicom złożenie zażalenia do sądu na odebranie dziecka, pod kątem jego zasadności, legalności oraz prawidłowości przeprowadzenia. Tyle tylko, że jak pokazują dane Ministerstwa Sprawiedliwości, do sądów wpłynęły 24 takie sprawy. 9 z nich zostało w całości lub części uwzględnionych, 9 oddalonych, a pozostałe umorzono lub załatwiono w inny sposób.
– Nie sądzę, aby było to efektem braku wiedzy, bo przepisy nakładają na pracownika socjalnego obowiązek poinformowania rodziców o przysługującym im uprawnieniu. Raczej jest to kwestia tego, że były to tak ewidentne przypadki stosowania przemocy, że zdawali sobie z tego sprawę lub dalszy los dziecka był im obojętny – podkreśla Mirosława Kątna, przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka.
Z kolei zdaniem Błażeja Gawrońskiego, przewodniczącego zespołu interdyscyplinarnego ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie w Olsztynie, takie otrzeźwienie niektórych rodziców (dosłownie i w przenośni) przychodzi po jakimś czasie od zaistniałej sytuacji i dopiero wtedy podejmują oni starania o powrót dziecka.