Celem wprowadzenia przedstawicieli pracowników do rad nadzorczych był ich rzeczywisty wpływ na funkcjonowanie zakładów. Wymóg wyższego wykształcenia odbiera bierne prawo wyborcze zdecydowanej większości pracowników fizycznych i technicznych zatrudnionych w spółkach z udziałem Skarbu Państwa.
Zachęcany przez jednego z moich kolegów profesorów do zajęcia się projektami ustaw o szkolnictwie wyższym, pierwotnie miałem taki zamiar. Jednak, ponieważ są trzy projekty założeń, a nie projekty ustaw, i nie wiadomo, co z nich powstanie, postanowiłem poczekać, aż będzie coś bardziej konkretnego. Bo przecież nie ma żadnych gwarancji, że melanż trzech założeń da jeden dobry projekt ustawy. Mam trochę wrażenie, że odbywa się tak, jak przygotowanie koktajlu. Nie wiadomo, co przyniesie jego zmiksowanie.
Dziś więc zajmę się dosyć aktualnym tematem nawiązującym trochę do treści felietonu sprzed trzech miesięcy („Od lex retro do vacatio legis”, DGP nr 75/2017).
Reklama
1 stycznia 2017 r. weszły w życie ustawy: z 16 grudnia 2016 r. o zasadach zarządzania mieniem państwowym (Dz.U. poz. 2259) i Przepisy wprowadzające ustawę o zasadach zarządzania mieniem państwowym (Dz.U. poz. 2260). To, co wyróżnia oba te akty, to brak vacatio legis, a przepisy przejściowe znajdują się tylko w drugiej z ustaw.
Niewątpliwie istniała potrzeba określenia zasad zarządzania mieniem państwowym. Nie chciałbym się zajmować wszystkimi problemami w niej poruszonymi, ale bez wątpienia do kilku kwestii należy się odnieść. Przede wszystkim bardzo dyskusyjna jest zaproponowana definicja państwowej osoby prawnej. Do tej pory definicji takiej nie było, ale przeważał pogląd, że jakakolwiek domieszka kapitału niepaństwowego czyni z państwowej osoby prawnej podmiot prywatny. Tymczasem ustawa o zasadach zarządzania mieniem państwowym tak niebotycznie napompowała definicję państwowej osoby prawnej, że można powiedzieć, że wszystko, co się rusza, i ma związek z mieniem państwowym zaliczone zostało do takich podmiotów.

Reklama
W definicji uderza przede wszystkim to, że głównym kryterium nie jest poziom własności państwowej, lecz uprawnienie do nadzoru i zmiany statutu (umowy), udział w organie stanowiącym osoby prawnej czy też prawo do dysponowania nadwyżką bilansową itp.
Ustawa idzie jeszcze dalej i przyjmuje, że państwową osobą prawną jest również jednostka organizacyjna, która nie spełnia warunków określonych powyżej (art. 3 ust. 1 pkt 1), jeżeli... ustawa tak stanowi. Teoretycznie możemy sobie wyobrazić całkowicie prywatny podmiot, ale gdy ustawodawca zechce, żeby był on państwową osobą prawną, to tak postanowi i koniec.
Ale tak naprawdę w felietonie tym chciałbym zająć się zupełnie innym problemem. W czasie karuzeli stanowisk w spółkach z udziałem Skarbu Państwa stosunkowo najmniej ucierpiały te osoby, które do rad nadzorczych powołane zostały w innym, szczególnym trybie. Chodzi mianowicie o przedstawicieli załóg w tychże radach. Dotychczas zgodnie z art. 12 i 14 poprzedniej wersji ustawy z 30 sierpnia 1996 r. o komercjalizacji i prywatyzacji część rady nadzorczej powinna zostać obsadzona przez osoby wybrane przez załogę. Jedynym wymogiem w stosunku do nich było to, aby złożyły egzamin uprawniający do zasiadania w radzie. Jednakże dla członków rad nadzorczych pierwszej kadencji wprowadzono przepis przejściowy umożliwiający złożenie egzaminu w ciągu roku od dnia wejścia w życie ustawy.
Przepisy ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji, do których się odniosłem, zostały znowelizowane ustawą z 16 grudnia 2016 r. – Przepisy wprowadzające ustawę o zasadach zarządzania mieniem państwowym m.in. poprzez nadanie ustawie nowej nazwy (ustawa o komercjalizacji i niektórych uprawnieniach pracowników) oraz uchylenie m.in. odnoszącego się do egzaminu art. 12 ust. 2. Nie uchylono natomiast art. 14, który daje pracownikom możliwość wyboru określonej liczby członków do rady nadzorczej. W dalszym ciągu pracownicy mogą więc wybierać swoich przedstawicieli do rad nadzorczych, jednakże według zasad zmienionych przez art. 19 ustawy o zasadach zarządzania mieniem państwowym. Mianowicie kandydat na członka rady (poza pozytywną opinią Rady ds. spółek z udziałem Skarbu Państwa i państwowych osób prawnych) musi posiadać wykształcenie wyższe, pięcioletni okres zatrudnienia, a także spełniać dodatkowo jeden z wymogów: od posiadania stopnia naukowego doktora nauk ekonomicznych, prawnych lub technicznych przez ukończenie MBA, aż po złożenie egzaminu uprawniającego do zasiadania w radach. Jednocześnie art. 111 ustawy – Przepisy wprowadzające ustawę o zasadach zarządzania mieniem państwowym przyjął, że w zakresie spełniania warunków do pełnienia funkcji członka organu zarządzającego lub członka organu nadzorczego do osób, które w dniu wejścia w życie ustawy pełniły funkcje, stosuje się przepisy dotychczasowe do czasu wygaśnięcia ich mandatów.
Powinienem się cieszyć, że aby stać się członkiem rady nadzorczej, należy spełnić bardzo wyśrubowane warunki, bo podniesie to poziom merytoryczny rad itp. Mam jednak bardzo sceptyczny stosunek do tego rozwiązania. Ostatnie lata dały wprawdzie możliwość uzyskania tytułu zawodowego magistra w niespotykanej w historii Polski skali, jednakże procent skolaryzacji społeczeństwa nie jest tak wysoki, by objął w odpowiedniej skali zwykłych pracowników spółek. Szczytnym celem rozwiązań umożliwiających pracownikom wybór ich przedstawicieli do rady nadzorczej było rzeczywiste oddziaływanie i wpływ na funkcjonowanie organów. Wprowadzenie wymogu studiów wyższych odbiera bierne prawo wyborcze zdecydowanej większości pracowników fizycznych i technicznych zatrudnionych w spółkach z udziałem Skarbu Państwa. O ile można było utrzymać wymóg np. egzaminu uprawniającego do członkostwa w radzie nadzorczej, o tyle żądanie wykształcenia wyższego może być trudne do spełnienia dla tych, którzy tych studiów wcześniej nie rozpoczęli. A może ustawodawcy chodziło o zmobilizowanie pracowników do dalszego kształcenia? Co jednak zrobić z tymi, którzy nie mają matury, ale jednocześnie wykazują się odpowiednim doświadczeniem, wiedzą praktyczną, a jednocześnie mają określoną pozycję w zakładzie? A może dzięki przyjętym rozwiązaniom niektórzy wznowią naukę i ukończą studia? Ciekawe, czy projekt był w tym zakresie konsultowany z ministrem nauki i szkolnictwa wyższego.
Jest jeszcze jeden problem, mianowicie wspomniany przepis przejściowy. Dla spółek, w których walne zgromadzenia właśnie się odbywały i których organy kończyły kadencje, możliwość spełnienia wymogów z art. 111 nie istniała. Inaczej jest z tymi, którzy zostali np. powołani w 2016 roku na pięcioletnią kadencję. Tak czy inaczej wobec braku vacatio legis i odniesieniem w art. 111 do wygaśnięcia mandatów, ci wszyscy, którym kadencja mijała w pierwszej połowie roku i wygasł w związku z tym mandat, mogą się czuć zawiedzeni.
Wielokrotnie pisałem o tym, że prawo nie powinno zaskakiwać, a w przypadku pracowników, którzy zostali wybrani do organów spółek, stało się zupełnie inaczej. A swoją drogą ciekawe jest, czy projekt ustawy był w ogóle z nimi konsultowany (nie chodzi mi o wszystkich pracowników, lecz o grona ich reprezentujące, np. związki zawodowe). I co na to organizacje pracodawców? Całe szczęście, że w związku ze zdefiniowaniem „ostatniego pełnego roku obrotowego pełnienia funkcji członka organu spółki” można było poprzez odpowiednio ustalony termin walnego zgromadzenia wydłużyć mandat również reprezentantów pracowników.
Do tej pory przeważał pogląd, że jakakolwiek domieszka kapitału niepaństwowego czyni z państwowej osoby prawnej podmiot prywatny. Teraz możemy sobie wyobrazić całkowicie prywatny podmiot, który – gdy ustawodawca tak zechce – stanie się państwową osobą prawną