Ucywilizowanie zasad egzekwowania długów czy ułatwienie walki o odszkodowanie za dyskryminujące zwolnienie z pracy. To efekty uchwał Sądu Najwyższego.
Posłowie chcą wyrzucić do kosza przepisy, które pozwalają sądom powszechnym zwracać się do SN o wydanie uchwały, a sądom administracyjnym prosić o to Naczelny Sąd Administracyjny. Ich zdaniem regulacji tych nie da się pogodzić m.in. z konstytucyjną zasadą niezawisłości sędziów. Ostatecznie o losie tych regulacji zadecyduje Trybunał Konstytucyjny.
Prawnicy podkreślają, że gdyby sytuacja była normalna, nie martwiliby się o los zaskarżonych przepisów – TK zapewne uznałby wniosek posłów PiS za absurdalny. Obecnie jednak takiej pewności nie ma. Sąd konstytucyjny, na którego czele stoi Julia Przyłębska, dał już bowiem podstawy do tego, aby wątpić w jego apolityczność. A jeżeli TK przychyli się do argumentów formułowanych przez posłów PiS i uzna zaskarżone przepisy za niekonstytucyjne, to skutki tego odczujemy wszyscy. Bo choć nie wszystkie uchwały, czy to SN, czy NSA, znajdowały akceptację w oczach prawników, czy też szerzej – w oczach społeczeństwa, to jedno jest pewne: odgrywają one niezwykle istotną rolę. Bez nich poruszanie się w naszym, i tak już do granic możliwości skomplikowanym, systemie prawnym będzie jeszcze trudniejsze.