Pani Balsan jest obywatelką Rumunii. W 1979 r. wyszła za mąż, urodziła czwórkę dzieci. Według jej zeznań mąż stosował przemoc wobec niej i dzieci przez cały czas trwania ich małżeństwa. Brutalność mężczyzny nasiliła się w 2008 r. podczas postępowania rozwodowego, a po orzeczeniu o rozwodzie nie ustała. W tym okresie były mąż pobił skarżącą osiem razy. Jak wskazują raporty medyczne, za każdym razem obrażenia były tak poważne, że poszkodowana musiała spędzić od dwóch do 10 dni w szpitalu.



W latach 2007–2008 Balsan zwracała się do policji za pomocą telefonu oraz formalnych skarg o zapewnienie jej ochrony. Większość postępowań została umorzona przez prokuraturę lub sądy, które uznawały, że prowokowała ona przemoc domową oraz że opisane przez nią wydarzenia nie były na tyle poważne, by angażować prawo karne. W sprawach z trzech wniosków dotyczących uszczerbku na zdrowiu wniesionych w 2007 r. sądy rumuńskie uniewinniły męża Balsan, wobec pięciu incydentów zgłoszonych w 2008 r. prokuratura nie zdecydowała się na postawienie mu zarzutów. Na mężczyznę zostały nałożone jedynie niewielkie kary administracyjne. Podczas postępowań prokuratorskich i sądowych Balsan regularnie informowała o tym, że przemoc wobec niej jest dalej stosowana, a także że boi się o swoje życie. Władze nie podjęły jednak żadnych kroków w celu zagwarantowania jej ochrony.
Reklama

Reklama
W skardze do ETPC (nr 49645/09) Balsan podniosła, że brak reakcji ze strony władz doprowadził do naruszenia art. 3 Konwencji (zakaz nieludzkiego i poniżającego traktowania) oraz art. 14 (zakaz dyskryminacji).
W wyroku z 23 maja 2017 r. strasburscy sędziowie wskazali, że skarżąca była wielokrotnie bita, co powodowało u niej poważne obrażenia udokumentowane w raportach medycznych i policyjnych. Zdarzenia te były na tyle brutalne, że zostały przez trybunał uznane za nieludzkie traktowanie i podlegają ocenie na gruncie art. 3 Konwencji. Zwrócono również uwagę, że władze były świadome przemocy w rodzinie ze względu na liczne skargi, pisemne i telefoniczne skarżącej, składane na policji lub w sądzie. Władze powinny były podjąć wszystkie możliwe środki, aby zapobiec przemocy. W Rumunii istnieje specjalny mechanizm skargowy na przemoc domową, z którego skorzystała Balsan. Stwierdzenie przez śledczych i sądy, że to skarżąca wywoływała przemoc domową, sprawiło jednak, że okazał się bezskuteczny, mimo że fakt stosowania wobec niej przemocy był niepodważalny.
Władze nie podjęły również żadnych działań w reakcji na kolejne skargi składane podczas postępowań przygotowawczych i sądowych. Tym samym sposób, w jaki władze Rumunii potraktowały kobietę, stanowił naruszenie art. 3 Konwencji.
Odnosząc się do zarzutu dyskryminacji, trybunał przypomniał, że zgodnie ze statystykami przemoc domowa jest postrzegana jako normalna i tolerowana przez większość społeczeństwa Rumunii. Nawet same kobiety nie są świadome swoich praw i ochrony, jaką gwarantuje im prawo. Władze natomiast nie uwzględniają w swojej polityce przemocy domowej jako znaczącego problemu, co często prowadzi do zaniechań w zakresie stosowania ochrony prawnej. Pasywność z ich strony objawiła się dyskryminacyjnym podejściem do skarżącej jako do kobiety. Przemoc, jakiej została poddana Balsan, była oparta na odmienności płci, czyli była formą dyskryminacji kobiet. Choć władze publicznie deklarują walkę z przemocą domową, przypadek skarżącej i brak konsekwencji prawnych wobec agresywnego męża są przykładem, że Rumunia w niewystarczający sposób zaangażowała się w przeciwdziałanie przemocy domowej. Trybunał uznał zatem naruszenie art. 3 w połączeniu z art. 14 i przyznał skarżącej 9,8 tys. euro zadośćuczynienia.
Sprawa ta pojawia się w czasie, gdy w Polsce niektórzy poddają w wątpliwość zasadność podpisania przez nasz kraj Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. W razie skargi na Polskę, podobnie jak w sprawie Balsan, trybunał będzie oceniał ogólne zaangażowanie władz w przeciwdziałanie przemocy domowej.