Parlamentarzyści sami dostrzegli taką potrzebę. Niefortunna nowelizacja ustawy o ochronie przyrody, nazywana złośliwie siekierezadą, wzbudziła ogromne emocje nie tylko w opinii publicznej, lecz także w obozie rządowym.
Prezes Jarosław Kaczyński miał stwierdzić, że przy okazji jej uchwalania (co ostatecznie nastąpiło w połowie grudnia, w Sali Kolumnowej; Dz.U. z 2015 r. poz. 2249) „widać było lobbing”.
Projekt nowelizacji, choć oficjalnie przedstawiany jako poselski, w rzeczywistości powstał w resorcie środowiska. Do laski marszałkowskiej trafił jako inicjatywa parlamentarzystów, by nowe przepisy można było szybciej uchwalić – z pominięciem czasochłonnej procedury konsultacji. Wiele wskazuje jednak na to, że ten przypadek posłów rządzącej partii nauczył, że lepiej aż tak się nie spieszyć.