Autopromocja

Coraz więcej fikcji w legislacji: Konstytucyjna ścieżka ustawodawcza odchodzi do lamusa

podpis, dokument, prawo, biznes, umowa
podpis, dokument, prawo, biznes, umowaShutterStock
23 lutego 2017

Konstytucyjna ścieżka ustawodawcza odchodzi do lamusa. Senat jedynie zatwierdza ustawy uchwalone przez Sejm, a temu ostatniemu zamiast trzech czytań wystarcza w praktyce jedno.

Firma audytorsko-doradcza Grant Thornton opublikowała wczoraj kolejną już edycję „Barometru stabilności otoczenia prawnego w polskiej gospodarce”. Podstawowy wniosek – powstaje coraz więcej ustaw i rozporządzeń – dla wszystkich śledzących prace parlamentarne wydaje się oczywisty. Znacznie większe zaskoczenie pojawia się, gdy przyjrzymy się stosowanej w ostatnim czasie procedurze legislacyjnej.

Podstawowe zasady poprawnej legislacji wynikają wprost z konstytucji. Artykuł 119 ust. 1 ustawy zasadniczej stanowi, że Sejm rozpatruje projekt ustawy w trzech czytaniach. Artykuł 121 z kolei, że Senat może w ciągu 30 dni od otrzymania dokumentu uchwalić poprawki.

Tyle że wartości te – jak wynika z wyników badania przeprowadzonego przez Grant Thornton – nie znajdują uznania wśród polityków.

Dowody? Coraz częściej pomijanym etapem w pracach nad udoskonalaniem projektów jest zajmowanie się nimi przez komisje sejmowe. Podczas gdy jeszcze 10 lat temu zaledwie niespełna co piąty projekt ustawy po pierwszym czytaniu nie trafiał do komisji, w 2016 r. procedurę tę pominięto w 46 proc. przypadków. Dekadę temu połowa ustaw nie trafiała do prac w komisjach pomiędzy drugim a trzecim czytaniem. Teraz nie trafia 85 proc.

A te liczby i tak, jak deklarują eksperci, nie oddają rzeczywistości.

W opracowaniu Grant Thornton wskazuje bowiem, że często prace w komisjach – nawet gdy do nich dochodzi – są błyskawiczne i zdawkowe. Sprawozdanie z prac komisji tworzone jest tego samego dnia, którego projekt ustawy trafił pod jej obrady, co oznacza, że posłowie nie mieli czasu w pełni zapoznać się z istotą przedstawionych regulacji” – czytamy w raporcie.

W efekcie trzy czytania służą wyłącznie wypełnieniu konstytucyjnego wymogu, a nie zagwarantowaniu dobrej jakości tworzonego prawa.

Potwierdza to zresztą przykład, który podaje partner w Grant Thornton, radca prawny Grzegorz Maślanko. Chodzi m.in. o ustawę o obrocie ziemią (Dz.U. z 2016 r., poz. 585), która błyskawicznie po jej uchwaleniu musiała już być nowelizowana.

Po części wynika to z bierności Senatu. W 2005 r. senatorzy przyjmowali bez poprawek sejmowe druki w 30 proc. przypadków. W 2010 r. – w 42 proc. W 2016 r. zaś już aż do 2/3 uchwalonych przez Sejm ustaw Senat nie zgłosił ani jednej poprawki.

– Ograniczenie czasu analizy i weryfikacji uchwalonych ustaw przez Senat i prezydenta również w oczywisty sposób zwiększa ryzyko uchwalenia przepisów obarczonych różnymi niedoskonałościami – twierdzi mec. Maślanko.

Inni eksperci zaś przyznają: z roku na rok dzieje się coraz gorzej.

– Polska sztuka tworzenia prawa nigdy nie zasługiwała na to, by wisieć w Zachęcie, ale to, co obserwujemy w obecnej kadencji, to znaczne obniżenie lotów – twierdzi Krzysztof Izdebski, prawnik, dyrektor programowy Fundacji ePaństwo.

I wyjaśnia, że choćby odejście od opracowywania założeń oraz procedowanie większej liczby de facto rządowych projektów szybszą ścieżką poselską powodują, że obywatele mają coraz mniejszy wpływ na tworzone prawo.

Pisaliśmy w DGP 2 listopada 2015 r.

W ostatnim roku przyjęto wiele ustaw, które nigdy nie powinny wejść w życie. Drugie tyle zostało poprawionych w ostatniej chwili. W odniesieniu do kilku projektów pojawiły się podejrzenia o nieetyczny lobbing, a nawet łapownictwo. Jak jednak przyznaje ze śmiechem jeden z posłów PO: „To nasza nieudolność, a nie przyjmowanie łapówek”.

Do śmiechu jednak nie jest Stanisławowi Piotrowiczowi, posłowi PiS. Podkreśla on, że w ostatnich latach jakość tworzonego prawa bardzo podupadła. – Powody są trzy: rządzący omijali procedurę konsultacji, zgłaszając stworzone w ministerstwach projekty jako poselskie, Senat stał się upartyjniony, przez co nie sprawuje kontroli nad uchwalonymi ustawami, a także parlament przyjmuje zdecydowanie zbyt wiele ustaw – tłumaczy Piotrowicz. I deklaruje, że najwyższy czas to zmienić.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.