O tym, że Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie umył ręce od zbadania prezydenckiego postanowienia odmawiającego powołania dziesięciu osób na stanowiska sędziowskie, informowaliśmy na początku stycznia jako pierwsi (postanowienie z 29 grudnia 2016 r., sygn. akt II SA/Wa 1652/16). Wówczas też podaliśmy informację, że decyzję tę zaskarży prof. Marek Chmaj, pełnomocnik niepowołanych. Teraz okazuje się, że będzie miał on wsparcie w osobie Adama Bodnara, rzecznika praw obywatelskich.
W swojej skardze kasacyjnej RPO wskazuje, że dotyczy ona tak fundamentalnych zagadnień, jak m.in. granica ingerencji władzy wykonawczej w sferę funkcjonowania odrębnej i niezależnej władzy sądowniczej czy też rzeczywistego, a nie jedynie deklarowanego zapewnienia podziału i równowagi tych władz.
Reklama
RPO przyznaje, iż ma świadomość, że dotychczasowe orzecznictwo sądów administracyjnych odrzucało możliwość badania postanowień wydawanych przez głowę państwa. Jednak jego zdaniem nie sposób się z nim zgodzić. Jak bowiem zauważa, taki pogląd prowadzi wprost do pozbawienia obywatela polskiego konstytucyjnego prawa dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach. „Prawo to przybiera postać pozbawioną treści (ius nudum), skoro – tak jak tego chce WSA – nie istnieją żadne gwarancje proceduralne, zapewniające weryfikowalność decyzji w sprawie odmowy dostępu do służby publicznej” – podkreśla dr Bodnar.
RPO przeprowadza również wywód, w którym udowadnia, że prezydent nie ma kompetencji do odmownej decyzji w sprawie wniosku Krajowej Rady Sądownictwa o powołanie na stanowisko sędziego. Gdyby bowiem przyjąć, że jest inaczej, to konsekwentnie głowie państwa należałoby przypisać również kompetencję do np. odmowy powołania I prezesa Sądu Najwyższego czy też prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego. Co więcej, jak podkreśla Adam Bodnar, oznaczałoby to także dopuszczalność odmowy przez prezydenta dokonania zmian w składzie Rady Ministrów pomimo wniosku premiera.
Zdaniem RPO taka rozszerzająca wykładnia pojęcia „powołuje” jest niedopuszczalna. Zawsze bowiem tam, gdzie akt prezydenta wkracza na pole objęte gwarancjami odrębności i niezależności władzy sądowniczej, normy konstytucyjne powinny podlegać wykładni ścisłej.