Wciąż jestem pod wrażeniem „głębi” zamieszczonych na stronie Sejmu opinii prawnych wskazujących na możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności karnej posłów, którzy protestowali w sali obrad.
opinia
Reklama
Oceny prawne sformułowane przez ekspertów opierają się na wybiórczym traktowaniu przepisów kodeksu karnego i są gołosłowne. Romuald Kmiecik uznaje, że posłowie „oczywiście” zastosowali przemoc względem rzeczy i wywarli wpływ na czynności urzędowe Sejmu, a także „z pewnością” jako funkcjonariusze publiczni przekroczyli swoje uprawnienia. Ekspert nie uzasadnia swojego stanowiska, uznając je za niebudzące wątpliwości. Piotr Chybalski powołuje się na art. 224 par. 1 k.k., nie wykazując, na czym miałaby polegać rzekoma przemoc zastosowana przez posłów. Wyliczankę kilku przestępstw przedstawia Grzegorz Górski, stwierdzając: „Już nawet bardzo pobieżna analiza postępowania grupy posłów (...) wskazuje, że poszczególne osoby uczestniczące w blokowaniu mównicy, fotela marszałka Sejmu oraz okupacji sali obrad wypełniły znamiona opisanych wyżej czynów zabronionych”. Brak w ekspertyzie chociażby śladowej argumentacji wspierającej ten punkt widzenia. Z kolei Jarosław Wyrembak twierdzi, iż nie może być wątpliwości przynajmniej co do tego, że „w sali posiedzeń Sejmu była i jest stosowana niedozwolona przemoc – i to: według kwalifikacji prawnokarnych”.

Reklama
Eksperci nie mają racji, gdy uznają, że w czasie protestu była stosowana przemoc. Nie chodzi przy tym o ustalanie faktów, lecz ocenę prawną tych powszechnie znanych. Samo przebywanie w określonym miejscu, w tym np. stanie na mównicy, nie jest jeszcze przemocą (podobnie ocenili tę sytuację profesorowie Maciej Gutowski i Piotr Kardas w tekście „Kodeks karny narzędziem dyscyplinowania opozycji, czyli finał konkursu na najgłupszą opinię prawną”, DGP nr 10/2017).
W ekspertyzach mowa jest o godzeniu przez protestujących w dobro Rzeczypospolitej Polskiej (art. 127 par. 1 k.k., art. 128 par. 3 k.k.). Należy zauważyć, że przepisy kodeksu karnego chronią określony ustrój państwa praworządnego, scharakteryzowany w przepisach obowiązującej ustawy zasadniczej. Nie chronią natomiast Rzeczypospolitej rozumianej i wyobrażanej sobie przez jakąkolwiek większość sejmową, np. państwa opartego na autorytarnej dyktaturze czy ustroju pozbawionego kontroli konstytucyjności prawa. Oznacza to, że działania protestujących posłów zmierzające do respektowania wartości konstytucyjnych (np. prawidłowego stosowania regulaminu Sejmu, aby władza ustawodawcza nie przeobraziła się w dyktaturę jednej partii politycznej) nie mogą być atakiem na dobro chronione w art. 127 czy 128 k.k., a wobec tego nie wyczerpują znamion czynu zabronionego.
Na marginesie warto zaznaczyć, że minister Mariusz Błaszczak myli się, gdy publicznie wskazuje na grożącą posłom karę 10 lat pozbawienia wolności za czyn z art. 128 par. 3 k.k. Jeślibyśmy zaakceptowali punkt widzenia sejmowych ekspertów co do oceny prawnej blokowania mównicy i fotela marszałka, to parlamentarzystom groziłoby nie 10, lecz 15 lat. Eksperci nie dostrzegli istotnych przepisów części ogólnej kodeksu, tj. art. 65 par. 1 w zw. z art. 64 par. 2 k.k., w których jest mowa o obligatoryjnym nadzwyczajnym obostrzeniu kary w wypadku działania sprawcy w zorganizowanej grupie mającej na celu popełnienie przestępstwa. Tak właśnie było: posłowie bardzo sprawnie zorganizowali się w ramach blokowania mównicy sejmowej w celu wywierania wpływu na marszałka Sejmu. Ironicznie wypada zapytać, jak sejmowi eksperci mogli „przeoczyć” tak ważne regulacje!?
Zarzut wywierania wpływu na prawidłowe funkcjonowanie konstytucyjnych organów państwa jest obosieczny. Dobro prawne RP atakują osoby, które organizują kontrowersyjne głosowanie ustawy budżetowej bez weryfikacji kworum lub destabilizują ustrój Trybunału Konstytucyjnego, podając się za sędziów lub prezesa TK, co wyczerpuje znamiona czynu zabronionego z art. 227 k.k. Jeśli wywieranie wpływu na czynności urzędowe określonej osoby lub grupy osób jest reakcją na łamanie prawa, mówimy w prawie karnym o kolizji dóbr, która może usprawiedliwiać poświęcenie danego dobra na rzecz innej wartości chronionej konstytucyjnie. Osoba broniąca porządku prawnego może neutralizować niebezpieczeństwo grożące jakiemukolwiek, także ponadindywidualnemu dobru, realizując jednocześnie znamiona czynu zabronionego w warunkach określonych w art. 25 i 26 par. 1. k.k., przy uwzględnieniu art. 29 k.k. (zob. szerzej „Dogmaty karnisty” z 12 stycznia 2017 r.). W szczególnych sytuacjach kodeks pozwala także na wyłączenie winy sprawcy czynu zabronionego, jeśli nie można było wymagać od niego posłuchu dla normy prawnej, np. wtedy, gdy siła wyższa zmusiła go do wyboru mniejszego zła, na podstawie art. 26 par. 2 i 5 k.k. czy art. 1 par. 3 k.k.
W nauce prawa karnego formułowane są specjalne przesłanki uprawniające daną osobę do przeciwstawienia się czynnościom funkcjonariusza publicznego. Obrona konieczna nie jest dozwolona, jeśli funkcjonariusz publiczny działa w granicach swych kompetencji i zgodnie z obowiązującymi procedurami. Co innego, gdy podmiot ten przekroczy kompetencje lub postąpi niezgodnie z wiążącymi go regulaminami, sprowadzając zagrożenie niepowetowanej szkody. Dopuszczalność działań obronnych zależy także od tego, w jakim stopniu zachowanie funkcjonariusza publicznego zagraża standardom państwa prawnego, które bądź co bądź „wydało na świat” danego funkcjonariusza. Przebywanie na mównicy sejmowej czy w pobliżu stołu prezydialnego, w odpowiedzi na budzące poważne zastrzeżenia działania organów Sejmu, jest współmierną do niebezpieczeństwa zamachu reakcją obronną posła.
Zarzut wywierania wpływu na prawidłowe funkcjonowanie konstytucyjnych organów państwa jest obosieczny. Dobro prawne RP atakują osoby, które organizują kontrowersyjne głosowanie ustawy budżetowej bez weryfikacji kworum lub destabilizują ustrój TK.