- Ujawniając naganne zachowanie, trzeba zachować proporcjonalność. Interes społeczny nie uzasadnia napiętnowania kogoś do końca życia poprzez publikację jego wizerunku w internecie - mówi w wywiadzie dla DGP Zbigniew Krüger, adwokat z Kancelarii Krüger & Partnerzy specjalizujący się w sprawach z zakresu ochrony dóbr osobistych.
Reklama
Do Sądu Najwyższego trafiła właśnie skarga kasacyjna złożona przez jedną z lokalnych gazet. Dziennikarze opublikowali artykuł o policjantce, która mimo braku prawa jazdy jeździła samochodem. Tekst został opatrzony stosownym zdjęciem, które trafiło także do internetu. Funkcjonariuszka pozwała redakcję o naruszenie dóbr osobistych i wygrała. Pytanie jednak, czy aby na pewno wizerunek funkcjonariusza publicznego przyłapanego na łamaniu prawa powinien podlegać ochronie przed rozpowszechnianiem?

Reklama
W tym przypadku mamy klasyczny konflikt wartości: prywatności z prawem społeczeństwa do informacji i prawem mediów do kontroli władzy. Za władzę należy oczywiście także uważać funkcjonariuszy publicznych. Przepisy mówią natomiast wprost, że do rozpowszechniania wizerunku potrzebna jest zgoda osoby, której obraz ma być wykorzystany. Wyjątek od tej zasady dotyczy zdjęć osób powszechnie znanych bądź pełniących funkcje publiczne wykonanych w związku z pełnioną działalnością. Innymi słowy można upowszechnić nie tylko wizerunek posła, ministra, prezydenta związany z ich działalnością publiczną, ale i adwokata podczas rozprawy. Media natomiast bardzo często popełniają błąd i zamazują postać pełnomocnika. Zupełnie niepotrzebnie.
Wróćmy jednak do kazusu policjantki. Autorzy skargi kasacyjnej podnoszą, że pojęcie osoby powszechnie znanej należy interpretować przez pryzmat określonej społeczności. Oznacza to, że również osobę silnie rozpoznawalną np. w danym rejonie można uznać za powszechnie znaną. W taki oto sposób starają się udowodnić, że gazeta miała prawo posłużyć się w publikacji zdjęciami funkcjonariuszki, którą lokalna społeczność znała.
Ja się z tą argumentacją nie zgadzam. Pomiędzy rozpoznawalnością w danym kręgu czy danym rejonie a powszechną rozpoznawalnością jest istotna różnica. Również przepis mówi o osobach powszechnie znanych, a nie lokalnie znanych. Podstawowym prawem człowieka jest natomiast prywatność, która stanowi granicę interesu społecznego i prawa do informowania opinii publicznej o nagannych zachowaniach funkcjonariuszy. Interes społeczny polegał na tym, by w materiale opisać nieprawidłowości, patologię, gdy policjant jeździ samochodem bez uprawnień. Przy tym opisie należało jednak zachować proporcjonalność. Wskazana policjantka nie prowadziła przecież po pijanemu, nie spowodowała też wypadku, jechała bez prawa jazdy. Oczywiście nie było to zachowanie prawidłowe i nie powinno mieć miejsca. Należało je potępić i do tego prasa miała prawo. Pamiętać należy jednak, że ta osoba nie będzie przez całe życie funkcjonariuszem policji w danej miejscowości i być może będzie chciała zmienić zawód czy miejsce zamieszkania. Upublicznienie – tym bardziej w internecie – jej wizerunku moim zdaniem jest nieproporcjonalne do zawinienia i misji społecznej mediów. Interesem społecznym było napiętnowanie tu i teraz nagannego zachowania funkcjonariusza publicznego, w interesie społecznym była przestroga dla innych funkcjonariuszy, by nie dopuszczali się zachowań nagannych, ale nie widzę takiego interesu w napiętnowaniu tej kobiety do końca życia. Wizerunku, w przeciwieństwie do nazwiska, zmienić nie można. Dlatego też uważam, że sąd apelacyjny – w tej konkretnej sprawie – uznając powództwo policjantki o naruszenie dóbr osobistych, postąpił słusznie.
W skardze jest mowa, że dziennikarz powinien mieć prawo informować o nieprawidłowościach w działaniach osób pełniących funkcje publiczne w formie, którą uznaje za adekwatną dla jak najpełniejszego urzeczywistnienia prawa obywateli do otrzymywania informacji. Zdaniem skarżących ma to szczególne znaczenie w kontekście współczesnych realiów społeczeństwa informacyjnego, które w dużym stopniu bazuje na kulturze obrazu.
Zgodziłbym się z tą pierwszą tezą pod warunkiem drobnej korekty: dziennikarz powinien mieć prawo informowania o nieprawidłowościach w działaniach funkcjonariuszy w formie adekwatnej dla najpełniejszego urzeczywistniania prawa obywateli do otrzymywania informacji, ale w pojęciu adekwatności mieści się również proporcjonalność, o której mówiłem wcześniej. O adekwatności nie może tu decydować indywidualna wrażliwość dziennikarza lub jej brak, lecz wartości powszechnie uznawane za słuszne. Rzeczywiście tak świat się zmienił, że artykuły są coraz krótsze, ważne są klikalność i obrazki. I nad tym faktem raczej należy ubolewać. Na pewno nie może być on argumentem, by pozbawiać ludzi prywatności albo w mniejszym stopniu ją chronić. Jeśli ktoś udostępnia swoje zdjęcia na Instagramie czy w innych mediach społecznościowych, to jest jego wybór. To też jednak nie jest powód, by ograniczać prywatność osób, które sobie tego nie życzą. W przypadku policjantki upublicznienie wizerunku niczemu nie służyło.
Jak to niczemu? Przecież dzięki publikacji ludzie dowiedzieli się, że ta konkretna funkcjonariuszka, od której wymagać należy restrykcyjnego przestrzegania prawa, umyślnie łamie przepisy.
Ale nie była ona osobą znaną powszechnie, tylko najwyżej lokalnie. A jeśli tak, po publikacji artykułu – bez zamieszczania zdjęć – i tak by było wiadomo, o kim jest tekst. W tym konkretnym przypadku w interesie społecznym było ujawnienie czynu policjantki, lecz nie jej wizerunku. Dlatego uważam rozstrzygnięcie sądu za słuszne.