Sąd Rejonowy Katowice-Zachód już niedługo zacznie wysyłać do świadków pisma sformułowane w sposób zrozumiały dla przeciętnego obywatela. Pilotaż jest wynikiem współpracy z filologami z Uniwersytetu Wrocławskiego
Ze zrozumieniem urzędowej korespondencji miewają kłopot nie tylko ludzie słabiej wykształceni. Kilka lat temu Andrzej Seremet, wówczas prokurator generalny, a wcześniej przez długie lata sędzia, opowiadał, że został poproszony przez starego przyjaciela o wytłumaczenie mu znaczenia pisma z sądu. – Po pierwszym, szybkim czytaniu z całą pewnością mogłem powiedzieć jedynie tyle, że niewątpliwie jest to pismo z sądu – opowiadał Seremet.
Choć na problem od wielu lat zwracają uwagę np. kolejni rzecznicy praw obywatelskich, sytuacja nie ulega poprawie.
Reklama
Świadek to nie przestępca
- Bolączką obecnych czasów jest przeładowanie informacyjne i hermetyczny język stosowany nie tylko przez sądy, ale w ogóle urzędy czy banki. My tego nie rozumiemy – mówi Jarosław Gwizdak, prezes katowickiego sądu. Do prac nad uproszczeniem sądowych pism skłoniły go doświadczenia Pracowni Prostej Polszczyzny, prowadzonej na wydziale filologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego przez dr. Tomasza Piekota.

Reklama
– Ocenę danego tekstu zawsze trzeba prowadzić z punktu widzenia czytelnika. Sprawdzamy więc, ile człowiek jest się w stanie z niego dowiedzieć w ciągu pierwszych kilkudziesięciu sekund, np. gdy stoi przy skrzynce pocztowej. Czy od razu wiadomo, kto jest adresatem teksu, czy jest w stanie ocenić, czy jest to dla niego dobra, zła czy neutralna wiadomość – mówi dr Tomasz Piekot. – Następnie przeprowadzamy test percepcyjności, by sprawdzić, czy dany dokument da się czytać i zrozumieć bez wysiłku, czyli np. bez potrzeby izolacji i wzmożonej koncentracji. Wreszcie sprawdzamy tzw. podejście relacyjne nadawcy, czyli to, jak często autor zwraca się do czytelnika bezpośrednio (per Pan lub Pani), czy używa słów, które sztucznie formalizują relacje z nadawcą. Chodzi np. o słowa podniosłe, książkowe, tzw. słowa bufony i słowa poniżające – tłumaczy komunikatolog.
SR Katowice-Zachód, jak mówi jego prezes, zajmuje się głównie „ludzkimi tragediami”. Nie ma w nim wydziałów gospodarczych czy ksiąg wieczystych, tylko rodzinne, pracy, cywilne i karne, więc kwestia komunikowania się w sposób zrozumiały dla przeciętnego człowieka jest niezwykle istotna. Prace nad jej zmianą zaczęto od świadków. Dlaczego?
– Bo świadek to jest taka neutralna osoba, która jakoś z tym wymiarem sprawiedliwości musi współpracować. Do sądu przychodzi raz w życiu i generalnie nic nie wie i wszystkiemu się dziwi. Niestety czasem np. temu, że został ukarany grzywną za niestawiennictwo. Więc skoro my wzywamy taką osobę do sądu ten jeden raz w życiu, to warto byłoby do niej skierować jakieś zrozumiałe wezwanie, po którym będzie wiedzieć, czego się od niej oczekuje – tłumaczy sędzia Gwizdak.
Tymczasem okazało się, że każda jednostka i każdy wydział wysyła do świadków pisma o innej treści. Ba, nawet ich tytuły są inne. Raz jest to „Wezwanie”, inny wydział wysyła „Wezwanie świadka”, a jeszcze inny „Wezwanie na świadka”. Poza tym, jak stwierdza dr Piekot, z punktu widzenia odbiorcy ich zawartość nie wygląda najlepiej.
– Po pierwsze z tekstu nie wynika, że bycie świadkiem w sądzie to rola neutralna. Wręcz przeciwnie, tekst ma ton, jakby świadek był przestępcą. Brakuje informacji ogólnych, kim jest świadek i co to dla czytelnika oznacza. Pouczenia są nieuporządkowane i mają charakter „zwięzłej osnowy przepisów”, jak tego wymaga kodeks postępowania cywilnego – zwraca uwagę dr Piekot.
Artykuł 262 k.p.c. stanowi, że wezwanie kierowane do świadka musi zawierać m.in. imię, nazwisko i adres danej osoby, miejsce i czas przesłuchania, nazwiska stron i przedmiot sprawy oraz właśnie ową zwięzłą osnowę przepisów o karach za pogwałcenie obowiązków świadka oraz informację o zwrocie wydatków związanych ze stawiennictwem.
Trzeba mieć doktorat
Tekst pouczeń wymaga od czytelnika koncentracji i wielkiego oczytania. Sporo w nim trudnych słów (powyżej 17 proc.) i bardzo dużo długich zdań (mających powyżej 30 wyrazów).
– Mglistość języka wymaga od czytelnika kompetencji lekturowych na poziomie doktoratu. Nie dość, że pouczenia są adresowane nie tylko do świadka, ale też np. do biegłych czy tłumaczy, to jeszcze nie ma w nich bezpośrednich zwrotów do czytelnika. Powinno się pisać np. jako świadek powinien pan to i to, a tymczasem mamy „Za nieusprawiedliwione niestawiennictwo, nieuzasadnioną odmowę złożenia zeznań, przyrzeczenia lub opinii albo za nieusprawiedliwione opóźnienie w złożeniu opinii sąd skaże świadka, biegłego, tłumacza na grzywnę w kwocie do 5.000 zł (art. 274 par. l k.p.c., art. 276 fj l i art. 287 k.p.c. w zw. z art. 163 par. l k.p.c.), a w razie ponownego niestawiennictwa świadka – niezależnie od nałożenia nowej grzywny – może zarządzić jego przymusowe sprowadzenie (art. 274 par. l k.p.c.).” – przytacza filolog.
Chodzi więc o to, by stworzyć coś w rodzaju instrukcji. Przykładowo obowiązki świadka można podzielić na fazy. Co powinien zrobić przed rozprawą, jak ma się np. zawczasu usprawiedliwić, a co może zrobić po rozprawie. Człowiek powinien się dowiedzieć, co go będzie czekać, jak się nie stawi, albo że gdy już przyjdzie, to nie wolno mu wyjść bez pozwolenia sądu.
– Abstrahując już od rodzaju i wielkości czcionki, zależy nam na tym, aby treść była zrozumiała. Tak aby informacja o tym, że pismo nie wymaga podpisu na podstawie instrukcji ministra sprawiedliwości, nie było najważniejszą informacją, tylko to, gdzie, o której i w jakiej sprawie człowiek ma się stawić. To wszystko ma być podane w zwięzłej formie. Dziś jeden wydział wysyła wezwanie z pouczeniem na trzy strony, drugi na dwie. My chcemy się zmieścić w jednej – zapowiada sędzia Gwizdak.
Uproszczenie pism sądowych ma też wymiar ekonomiczny (i nie chodzi tylko o oszczędność papieru). Autorzy pilotażu (mającego ruszyć w pierwszym kwartale 2017 r.) liczą np., że dzięki zmianom pracownicy będą odbierali mniej telefonów od wezwanych z prośbą wytłumaczenie czegoś. To, czy mają rację, zweryfikują, wysyłając początkowo do części świadków pisma w starej formule, a do części w nowej, i porównując liczbę pytań i wątpliwości pojawiających się w obydwu grupach.