Pomysł wykreślenia ust. 1a w art. 20 ustawy – Prawo o ruchu drogowym (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 1137 ze zm.) znalazł się w projekcie przygotowanym przez Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju. Przepis ten stanowi, że między godzinami 23 a 5 rano w terenie zabudowanym można jechać z maksymalną prędkością 60, a nie 50 km/h. Resort nie wskazał jednak żadnych badań czy analiz stanu bezpieczeństwa na drogach w nocy, które by uzasadniały te zmiany. Postanowiliśmy więc przeanalizować pod tym kątem policyjne dane o wypadkach.

Wzięliśmy pod uwagę tylko te zdarzenia, które miały miejsce właśnie między godzinami 23 a 5 rano i nastąpiły jedynie w terenie zabudowanym. Okazało się, że bezpieczeństwo nocą z roku na rok systematycznie się poprawia. W 2015 r. odnotowano 1087 takich wypadków, czyli o 31 proc. mniej niż pięć lat temu. Co więcej, liczba zabitych w takich zdarzeniach pomiędzy 2010 a 2015 r. spadła aż o 49 proc. Jeszcze w 2010 r. ofiar śmiertelnych było aż 229, podczas gdy w ubiegłym roku już tylko 119. Liczba rannych w tym czasie spadła o 25 proc.

Poprawa bezpieczeństwa

Różnicując ograniczenia prędkości w odniesieniu do dnia i nocy, ustawodawca wziął pod uwagę nie tylko mniejsze natężenie ruchu na ulicach, ale przede wszystkim znikomą liczbę pieszych poruszających się po drogach między godzinami 23 a 5 rano. Teraz MIB likwidację tego rozróżnienia tłumaczy właśnie potrzebą „dalszej poprawy bezpieczeństwa, w szczególności pieszych, jako niechronionych uczestników ruchu drogowego”. Jednak nawet jeśli z ogólnej sumy nocnych wypadków w obszarze zabudowanym wyodrębnimy tylko te z udziałem pieszych, to okaże się, że tutaj również mamy do czynienia z optymistycznym trendem. Liczba zabitych pieszych spadła bowiem w ciągu ostatnich pięciu lat o 43 proc., a rannych o 25 proc. Widać więc wyraźnie, że łagodniejsze przepisy co do limitu prędkości obowiązujące nocą nie powodują pogorszenia się bezpieczeństwa.

– Skoro już przy obecnie obowiązujących regulacjach bezpieczeństwo na drogach nie tylko się nie pogarsza, ale wręcz ulega znacznej poprawie, to nie znajduję żadnej potrzeby zmiany przepisów. Uzasadnienie projektu dalszą poprawą bezpieczeństwa świadczy o tym, że jego autor nie jest w stanie wykazać, że istnieją ku temu istotne powody – mówi prof. Ryszard Stefański z Uczelni Łazarskiego. – Przecież takim ogólnikowym stwierdzeniem można uzasadnić wprowadzenie właściwie każdego ograniczenia prędkości. Tylko czy zawsze jest taka potrzeba? Przepisy trzeba zmieniać z głową – dodaje prawnik.

W podobnym tonie wypowiada się Adam Jasiński, prawnik specjalizujący się w prawie drogowym.

– Gdyby tendencje były odwrotne, wówczas można byłoby się zastanawiać nad przyczynami i poszukiwaniem adekwatnych rozwiązań, a w tym przypadku nie widzę potrzeby – kwituje stanowczo.

Przeciwnego zdania jest jednak Zbigniew Drexler od lat zajmujący się prawem drogowym.

– Jesteśmy jedynym krajem, który ustawowo pozwala na szybszą jazdę nocą w obszarze zabudowanym. W kraju, w którym ciągle liczba wypadków jest tak duża, już dawno powinno się znieść te przepisy – przekonuje ekspert.

Jego zdaniem zasadą powinno być jednakowe ograniczenie maksymalnej prędkości w obszarze zabudowanym w dzień i w nocy.

– Natomiast tam, gdzie zwiększenie prędkości nocą jest możliwe, można to zrobić za pomocą znaków – dodaje Zbigniew Drexler.

Wątpliwe intencje

W dobre chęci projektodawców wątpią kierowcy.

– Poprawa bezpieczeństwa jest tylko deklarowanym celem, jaki za pomocą zmiany przepisów rzekomo chcą osiągnąć rządzący. W rzeczywistości chodzi o sięgnięcie do kieszeni kierowców – uważa Andrzej Łukasik, prezes Polskiego Towarzystwa Kierowców.

– Wiadomo, że w nocy, kiedy ulice są puste, kierowcy jeżdżą szybciej niż w dzień. Za jazdę z prędkością 70 km/h grozi minimalny mandat w wysokości od 50 do 100 zł. Dzięki zmianie przepisów automatycznie będzie można nałożyć dwa razy większą grzywnę. I jedynie o to w tej zmianie chodzi – twierdzi prezes PTK.

Ponad dwa tygodnie temu wysłaliśmy statystyki na temat zdarzeń drogowych nocą w obszarze zabudowanym do resortu infrastruktury z prośbą o wyjaśnienie, jak to się ma do planów obniżenia obowiązujących ograniczeń prędkości. Od tego czasu resort nabrał wody w usta. Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, w tej sytuacji najprawdopodobniej rząd wycofa się z swoich planów.

Etap legislacyjny

Projekt w konsultacjach