statystyki

Kamil Zaradkiewicz kontra TK. Zagadkowa przemiana

autor: Emilia Świętochowska23.07.2016, 08:00; Aktualizacja: 25.07.2016, 11:57
Krótko po tych wywiadach Zaradkiewicz został poproszony przez szefa biura TK Macieja Granieckiego o rozważenie rezygnacji z stanowiska dyrektora, a do tego otrzymał zakaz wypowiadania się w mediach

Krótko po tych wywiadach Zaradkiewicz został poproszony przez szefa biura TK Macieja Granieckiego o rozważenie rezygnacji z stanowiska dyrektora, a do tego otrzymał zakaz wypowiadania się w mediachźródło: Wikimedia Commons

Zwieńczeniem kariery Kamila Zaradkiewicza mógł być, zdaniem niektórych, nawet urząd sędziego Trybunału Konstytucyjnego. On sam otwarcie kwestionuje dziś sens istnienia tej instytucji.

Reklama


Reklama


Jeszcze kilkanaście miesięcy temu zawodowy życiorys Kamila Zaradkiewicza wyglądał na modelowe ucieleśnienie naukowego sukcesu i oddanej służby publicznej. Od ponad 15 lat był lojalnym urzędnikiem Trybunału Konstytucyjnego, a od 2006 r. do niedawna pełnił stanowisko dyrektora zespołu orzecznictwa i studiów w biurze TK, komórki zajmującej się m.in. opracowywaniem analiz na potrzeby składu orzekającego oraz przygotowywaniem dorocznych raportów na temat działalności instytucji.

Sędziowie trybunału, którzy mieli okazję z nim współpracować, pamiętają go przede wszystkim jako rzetelnego fachowca. Tym trudniej jest im dzisiaj określić postawę Zaradkiewicza w kategoriach innych niż zaskoczenie, rozczarowanie i zawód. – Nasza współpraca zawsze układała się dobrze. Nie miałem żadnych zastrzeżeń do tego, jak wywiązuje się ze swoich obowiązków – twierdzi Wojciech Hermeliński, sędzia TK w stanie spoczynku. – Bardzo krytycznie natomiast oceniam teraz publiczny charakter jego wypowiedzi. Urzędnik państwowy, zajmujący eksponowaną funkcję w trybunale, powinien powstrzymać się od wygłaszania swoich prywatnych poglądów związanych z funkcjonowaniem tej instytucji – dodaje.

– Wykonywał swoje zadania sumiennie, choć nie mogę powiedzieć, żeby czymś się wyróżniał. W każdym razie nie mieściło mi się w głowie, że wieloletni pracownik TK, na dodatek naukowiec z tytułem doktora habilitowanego, może wykazać się tak dużą nielojalnością w stosunku do instytucji i jej szefa – mówi Jerzy Stępień, prezes trybunału w latach 2006–2008.

Podobne sprzeczne emocje Zaradkiewicz wywołuje dziś wśród swoich naukowych mentorów i wydziałowych kolegów. Profesor Ewa Łętowska, która dobrze poznała akademicki dorobek Zaradkiewicza dwa lata temu, kiedy była recenzentką w jego przewodzie habilitacyjnym, podkreśla, że spełniał on wszelkie kryteria rzetelnego i bezstronnego naukowca. – Napisał znakomitą rozprawę na temat prawa własności w kontekście ochrony konstytucyjnej. Byłam także jak najlepszego zdania o warsztatowej stronie jego naukowej działalności, w tym uczciwości intelektualnej – zapewnia prof. Łętowska, sędzia TK w stanie spoczynku. Monografia „Instytucjonalizacja wolności majątkowej. Koncepcja prawa podstawowego własności i jej urzeczywistnienie w prawie prywatnym” wygrała zresztą prestiżowy konkurs miesięcznika „Państwo i Prawo” na najlepszą pracę habilitacyjną, a także otrzymała nagrodę prezesa Rady Ministrów. – Ogromnie żałuję, że prof. Zaradkiewicz nie zdecydował się ograniczyć swojej aktywności do kontynuowania bardzo dobrze zapowiadającej się kariery naukowej. Sądzę, że jego postępowanie z ostatnich miesięcy przybiera niekiedy charakter kontrproduktywny, także z punktu widzenia jego własnej kariery – dodaje prof. Łętowska.

Pierwszym sygnałem, że w konflikcie wokół Trybunału Konstytucyjnego Zaradkiewicz nie zamierza być pokornym urzędnikiem i obserwatorem ex cathedra, były wywiady udzielone pod koniec kwietnia dziennikowi „Rzeczpospolita” oraz stacji TVP Info. To właśnie w nich powiedział, że orzeczenia TK nie zawsze są ważne i ostateczne oraz stwierdził, że nie każdy akt wydany przez sędziów należy obiektywnie potraktować jako orzeczenie. Zasugerował także, że wyrok można uznać za ostateczny dopiero po analizie prawnej dokonanej przez niezależny organ. Tyle że konstytucja ani żadna ustawa nie wskazują, jaki podmiot miałby być kompetentny, aby rozstrzygać tego rodzaju spory. Od konstytucjonalistów, zdumionych intelektualną przemianą kolegi, można dziś usłyszeć, że nie tak dawno na konferencjach naukowych Zaradkiewicz wygłaszał zupełnie inne tezy. Niektórzy wysłali mu e-maile wyrażające niezadowolenie zarówno z formy, w jakiej przedstawił swoje poglądy, jak ich merytorycznej wartości. Nie otrzymali odpowiedzi.

Krótko po tych wywiadach Zaradkiewicz został poproszony przez szefa biura TK Macieja Granieckiego o rozważenie rezygnacji z stanowiska dyrektora, a do tego otrzymał zakaz wypowiadania się w mediach. Długo jednak nie wytrzymał, zwłaszcza że z miejsca stał się wtedy bohaterem prawicowych portali. Swoją kampanię medialną kontynuował zresztą, mimo zwolnienia lekarskiego, na które udał się w kwietniu (nie odwołał także swojego majowego wykładu dla radców prawnych w stołecznym samorządzie).

Każda jego kolejna wypowiedź publiczna na temat trybunału, a zwłaszcza prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, jest przy tym coraz bardziej kategoryczna, śmiała i naszpikowana przytykami personalnymi. Sędziom TK zarzucił, że wykraczają poza swoje kompetencje i formułują poglądy stricte polityczne, a całe środowisko prawnicze oskarżył o to, że próbuje zastraszać i eliminować ze swojego grona osoby, które mają poglądy inne niż mainstream. O samym prezesie Rzeplińskim powiedział, że „nadwyręża zaufanie do tej instytucji, jaką jest TK, żeby nie powiedzieć, że doprowadza trybunał do ruiny”. Równie dyplomatyczny nie był jednak w swoich lakonicznych wpisach na Facebooku. Zaproszenie studenckiego koła naukowego praw człowieka na wykład „Po co nam Trybunał Konstytucyjny?” (prowadzony przez Jerzego Stępnia) skwitował krótko: „strata czasu”.

Co więcej ostatnio zaczął otwarcie sugerować, że teoretycznie likwidacja tej instytucji w Polsce jest możliwa. – Nie byłoby to nierealne, choć z punktu widzenia prawnego konieczna byłaby zmiana konstytucji. Ale też nie byłoby to zagrożeniem dla demokracji, a w szczególności przejawem jakichś pokus totalitarnych, bo w wielu państwach europejskich nie ma trybunałów konstytucyjnych. Mało tego, w niektórych krajach, jak np. w Szwajcarii, istnieje zakaz kontroli konstytucyjności prawa przez sądy – powiedział niedawno na antenie Telewizji Republika.

Niewykluczone, że pracę w TK w ogóle uważa dziś za błąd i plamę na życiorysie, którą trzeba starannie wymazać. W jego precyzyjnie opracowanej i udokumentowanej notce biograficznej w Wikipedii jest tylko lakoniczna wzmianka o tym, że zajmował dyrektorskie stanowisko w TK. Z serwisu YouTube zniknął jego profil, na którym zamieścił m.in. film ze swojego wystąpienia konferencyjnego na temat modeli kontroli konstytucyjności prawa. A powiedział wówczas jednoznacznie, że „głos ostateczny w wielu wypadkach należy do sądów konstytucyjnych. I to chodzi o ostateczne rozstrzygnięcie nie tylko w stosunku do władzy parlamentu, lecz także w stosunku do innych władz: wykonawczej i sądowniczej”. Z Google’a poginęły też odnośniki do wielu jego publikacji, wykładów i komentarzy. Na przykład, w internetowej wyszukiwarce nie już niemal żadnej informacji o wydanej w 2010 r. monografii pod redakcją Zaradkiewicza „Relacje między prawem konstytucyjnym a prawem wspólnotowym w orzecznictwie sądów konstytucyjnych państw Unii Europejskiej”. W spisach jego publikacji naukowych figurują teraz jedynie prace cywilistyczne. Można odnieść wrażenie, że Zaradkiewicz w zasadzie nigdy nie zajmował się naukowo problematyką sądownictwa konstytucyjnego.

Kiedy zaczęła dojrzewać jego intelektualna i zawodowa wolta, powyrzucał też ze znajomych na Facebooku wszystkich tych, którzy odmiennie od niego interpretowali konflikt wokół TK. Wkrótce w ogóle zamknął swój prywatny (choć otwarty)profil, służący mu głównie za pamiętnik życia codziennego. Dokładnie od tego czasu zaczął za to aktywnie uprawiać na Twitterze zaangażowaną działalność quasipublicystyczną.

– To, jak dziś działa, co mówi, to jest dla mnie pod każdym względem niezrozumiałe, to zaprzeczenie tego, co mówił i robił do tej pory – powiedział w rozmowie z „Polityką” prof. Marek Safjan. To właśnie on w 2000 r. zaproponował Zaradkiewiczowi pracę w trybunale, a także był promotorem jego rozprawy doktorskiej na temat charakteru prawnego i konstrukcji timesharing w prawie cywilnym. – Darzyłem go wielkim zaufaniem. Często rozmawialiśmy o koncepcjach konstytucyjnych i zgadzaliśmy się w tym względzie – dodał prof. Safjan.

Mirosław Wyrzykowski, sędzia TK w stanie spoczynku i profesor na Wydziale Prawa UW, niespełna roku temu publicznie wymieniał Zaradkiewicza jako osobę, którą widziałby w składzie trybunału na miejscu jednego z sędziów. Dziś o swoim wydziałowym koledze i prawniczej nadziei nie chce rozmawiać, przyznając jedynie, że w ostatnich miesiącach radykalnie zmienił swój stosunek do niego.

Nieoczekiwanie Zaradkiewicz znalazł nawet wroga w posłance PiS prof. Krystynie Pawłowicz, której nikt nie posądza o szczególną życzliwość wobec trybunału. W opublikowanym na początku maja felietonie na portalu „Frondy” dała do zrozumienia, że byłego dyrektora ma za oportunistę i karierowicza. „Pan K. Zaradkiewicz zatrudniony został i ze swymi poglądami dobrze się odnajdywał przez 15 lat w biurach TK jako ulubieniec kolejnych prezesów i sędziów: M. Safjana, A. Rzeplińskiego, M. Zubika czy M. Wyrzykowskiego – pisze prof. Pawłowicz. Jej zdaniem były dyrektor liczył, że dzięki takim protektorom posłowie PO i PSL wybiorą go do TK. Ale kiedy Platforma przegrała wybory były dyrektor zaczął dyskretnie zmieniać front polityczny. „Niezorientowani ze strony obecnej władzy natychmiast wykreowali go po tej wypowiedzi na „męczennika” i „ofiarę” sędziego Rzeplińskiego” – twierdzi prof. Pawłowicz, dodając, że kara za pracowniczą nielojalność zwyczajnie się Zaradkiewiczowi należała.

– Widział, że niektórzy byli pracownicy zostają sędziami trybunału i uwierzył, że to jest możliwe także w jego przypadku. Okazało się jednak, że brakuje mu odpowiednich kwalifikacji moralnych – ocenia jeden z sędziów TK w stanie spoczynku.

Sam Zaradkiewicz konsekwentnie odpiera zarzuty, że w kwestii sporu o trybunał oraz statusu jego rozstrzygnięć zatracił bezstronność i wstrzemięźliwość, których wymaga funkcja urzędnika państwowego. – Nigdy nie odnosiłem się publicznie do argumentacji zawartej w orzeczeniach ani do trafności działań sędziów. Moje słowa były jedynie prawną i naukową interpretacją obowiązujących przepisów – przekonywał w rozmowie z „Rzeczpospolitą” krótko po tym, jak otrzymał wypowiedzenie dotychczasowej umowy o pracę w trybunale i został przeniesiony na stanowisko asystenta sędziego (nie wskazano przy tym którego).

Tę degradację przynajmniej częściowo rekompensuje mu powołanie przez Ministerstwo Skarbu Państwa do rady nadzorczej spółki Naftogaz. Objęcie tej posady niemal idealnie zbiegło się w czasie z początkiem jego zwolnienia lekarskiego. Wygląda na to, jakby cały ciąg zdarzeń od jego pierwszego wywiadu dla „Rzeczpospolitej” był pieczołowicie wykalkulowaną operacją. Jak ustaliła „Polityka”, w czasie parodniowego urlopu były dyrektor w TK pojawił się na posiedzeniu rady nadzorczej Naftoportu i był na nie dobrze przygotowany.

Niektórzy profesorowie z wydziału prawa UW, którzy w połowie maja publicznie stanęli w obronie Zaradkiewicza, upominając się w liście do prezesa Rzeplińskiego o prawo do wolności wypowiedzi naukowca, czują się teraz oszukani. – Podpisałem ten list z pobudek moralnych, bo w pewnym momencie miałem wrażenie, że rzeczywiście rozpętano na niego nagonkę. Dzisiaj już bym tego na pewno nie zrobił. Nie podoba mi się zwłaszcza to, że zataił informację o posadzie w radzie nadzorczej. A jeśli przyjmuje propozycję od konkretnej partii, to też trudno uwierzyć w jego zapewnienia o niezależności – mówi jeden z sygnatariuszy listu.

– Przed wojną, a w niektórych środowiskach także po wojnie, nie podawano ręki. To nie były złe wzorce zachowań. Ostracyzm jest ostatnią bronią, jaką mamy w pewnych okolicznościach – ucina jeden z profesorów na Wydziale Prawa UW.

Nowa zawodowa rola Zaradkiewicza wywołała też zdziwienie wśród prawników, którzy znają go przede wszystkim jako klasycznego akademika. – Kiedyś poszedłem do niego z praktycznym problemem, jaki napotkałem w pracy, i wprost odpowiedział mi wtedy, że jego kwestie praktyczne nie interesują. Że kiedyś pracował w kancelarii, ale w ogóle to go nie wciągnęło. Zawsze był stricte teoretykiem, do tego oryginalnym w swoich naukowych poglądach – wspomina jeden z byłych studentów Zaradkiewicza, obecnie prawnik. Absolwenci WPiA UW przyznają też, że zdanie egzaminu z prawa cywilnego u profesora jest uznawane za wyczyn, bo ma wymagania znacznie wyższe niż inni wykładowcy.

Żaden z naszych rozmówców nie do końca rozumie, skąd ten radykalny zwrot w myśleniu i postawie obiecującego naukowca. Zdarzenia z ostatnich miesięcy kwitują najczęściej twierdzeniem, że to po prostu przygnębiająca historia. – Moim zdaniem zrobił straszne głupstwo. Biznes i nauka nie zapominają. Jest mi go żal – komentuje sędzia TK w stanie spoczynku.

Niektórzy upatrują źródła przemiany Zaradkiewicza w jego emocjonalnym rozchwianiu i ogromnej wrażliwości. Dziwili się, że zamieszcza frywolne wpisy i selfie na Facebooku, biorąc je za świadectwo niedojrzałości i narcystycznych potrzeb, które nie licują z powagą działalności naukowej. A przecież środowisko akademickie nie szczędziło mu nagród i pochwał.

Ci, którzy znają Zaradkiewicza z trybunału, zwracają uwagę, że zawsze był osobą niezwykle konfliktową w kontaktach z ludźmi, a współpraca z nim nie należała do łatwych i przyjemnych. Z ich relacji wynika, że pracowników stojących niżej w hierarchii urzędniczej, a też tych na podobnym szczeblu, potrafił traktować apodyktycznie i bezwzględnie, lubując się w personalnych rozgrywkach. Nie był po prostu wymagającym, a przez to nielubianym szefem. Napastliwość Zaradkiewicza, według osób znających go z TK, była niczym innym jak formą nadużywania własnej pozycji, która kompensowała jego brak pewności siebie. Nasi rozmówcy podkreślają przy tym, że nigdy w ten sposób nie zachowywał się wobec swoich zwierzchników. Wręcz przeciwnie, zawsze okazywał należny im szacunek i życzliwość. Nie dawał przy tym żadnych powodów, aby wątpić w jego bezstronność jako urzędnika. Wystarczy choćby przejrzeć zapisy z posiedzeń sejmowych komisji i podkomisji dotyczących projektu ustawy o TK uchwalonej w czerwcu 2015 r., w których Zaradkiewicz aktywnie uczestniczył. Jego ówczesne wypowiedzi i uwagi zawsze miały charakter ściśle merytoryczny. – W kontaktach z nim nigdy nie odniosłam wrażenia, że ma zacięcie polityczne – zaznacza prof. Łętowska.

Od niedawna w mediach społecznościowych zaczął też z dumą afiszować się z tragiczną historią swojej rodziny, budując wokół niej mit o wielopokoleniowym męczeństwie. Pradziadek Zaradkiewicza gen. Kazimierz Tumidajski uczestniczył w kampanii wrześniowej, a potem w konspiracji. W 1947 r. zamordowało go NKWD. Drugi pradziadek legionista płk Stanisław Styrczula został zabity w 1940 r. w Charkowie. Rodzice Zaradkiewicza, z zawodu graficy po ASP, podobnie jak teraz syn, z zaangażowaniem kultywują pamięć o przodkach. Jego samego wspierają w walce z przeciwnościami losu. „Jestem dumny z mojego syna, że miał odwagę stanąć po stronie prawdy. Żaden decydent, w tym prof. Rzepliński, nie może traktować państwa jak własny folwark. Nie jest to pierwsza represja w stosunku do jego rodziny (co najmniej od czterech pokoleń)” – napisał Zaradkiewicz senior na Facebooku.

Prof. Zaradkiewicz nie chciał z nami rozmawiać, tłumacząc, że obecnie nie pozwala mu na to stan zdrowia.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • Jestem Polakiem, mam obowiązki polskie.(2016-07-23 10:29) Odpowiedz 4454

    Gazeta Prawna należy do Niemców, nie reprezentuje polskich interesów, stąd tak tendencyjny artykuł. Zawsze przed przeczytaniem artykułu sprawdzam, kto jest właścicielem danego medium, wtedy lepiej rozumiem intencje wydawcy.

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • Pszek(2016-07-23 14:15) Odpowiedz 4237

    ten typ powinien być wyrzucony na zbitą twarz - w każdej innej firmie, instytucji wylatuje dyscyplinarnie

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • ech(2016-07-23 09:02) Odpowiedz 3949

    A dlaczego negatywne odbierają jego zmianę? Może wreszcie uwolnił się od biurokratycznej sitwy i mówi co myśli... Tendencyjny artykuł...

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • gd(2016-07-23 17:44) Odpowiedz 3827

    Każdy, kto trochę pomyśli i to niezależnie od sympatii politycznych zapewne musi dojść do wniosku, o co chodzi w tej zabawie, tyle, że może to różnie oceniać, np. ... dobrze! A chodzi o to, że PiS, czy może osobiści ich Wódz nie mogąc wprost zmienić Konstytucji chce za wszelką cenę mieć uległy sobie TK, a może nawet w ogóle go zlikwidować, a wszystko po to, żeby nikt nie bruździł, kiedy będą uchwalane ustawy sprzeczne z Konstytucją. Nie mając natomiast nad sobą kontroli konstytucyjności (a ciekawe, że nawet B. Obama się musi liczyć z tamtejszym SN, który w USA jest sadem konstytucyjnym i gdyby nie uznawał jego wyroków, to Amerykanie by go pewnie na taczce wywieźli z tego Białego Domu, ale tam jest inna świadomość społeczeństwa) można sobie uchwalać bezkarnie ustawy dowolnie z Konstytucją sprzeczne! No, choćby można zdelegalizować tzw. liberalne media, albo ... przedłużyć obecną kadencję sejmu i senatu bez przeprowadzania wyborów, co by się zresztą bardzo podobało ich twardemu elektoratowi! Opozycja natomiast robi błąd za błędem (teraz np. chcą zaskarżać nową ustawę o TK do... TK – głupota do sześcianu!) nie mogąc przyjąć do wiadomości, że wyborów się nie wygrywa głosami np. profesorów prawa i że dla przeciętnego wyborcy nie jest ważny jakiś tam TK (może nawet nie wiedzieć, co to takiego...), natomiast ważne jest 500+ i perspektywa wcześniejszej emerytury, a skąd na to rząd weźmie kasę, to też oczywiście nie ma znaczenia. Co więcej: ten wyborca może nawet uwierzył, że jakiś TK chce mu odebrać to 500+ i w związku z tym może popiera działania rządzących do sparaliżowania tej instytucji! Co w tej sytuacji robić?... Ano, na pewno nie licytować i nie obiecywać programu 1000+ i np. dalszego obniżania wieku emerytalnego, chociaż gdyby jacyś szaleńcy to obiecywali, to mnóstwo wyborców by to oczywiście kupiło! Należy natomiast wykonać solidną pracę organiczną, żeby uświadomić ludziom np.: że rząd nie ma żadnych pieniędzy do rozdawania, bo najpierw musi nam je zabrać w postaci podatków, że budżet państwa to nasze wspólne dobro, że bogactwo się nie bierze z redystrybucji, tylko z pracy i kapitału, wreszcie jak ważny jest podział władzy i jak duże niebezpieczeństwa wynikają z łamania tego podziału. Jeśli tego się nie zrobi, PiS będzie się cieszyło nadal ok. 35-38 proc. poparciem, bo siła populizmu u nas jest porażająca i mnóstwo ludzi daje się nabierać na obiecywanie gruszek na wierzbie i w zamian za to godzi się na łamanie podstawowych praw na których zbudowany jest demokratyczny ustrój. Oczywiście tzw. „twardego elektoratu” się nie przekona, bo on będzie stał murem za swoim ukochanym PiS-em i Panem Prezesem niezależnie od tego, co oni zrobią, ale głosami tylko tego elektoratu nie wygraliby wyborów, bo ten twardy elektorat jest chyba sporo mniejszy, od tych – powiedzmy - 38 proc. Jeśli ludziom się uświadomi, jakie niebezpieczeństwa wynikają z takiego sposobu sprawowania władzy, z jakim mamy do czynienia obecnie, to jest realna szansa, że notowania PiS-u spadną w perspektywie najbliższy 2-3 lat – powiedzmy – o 10 proc. i będą się trwale utrzymywać na tym poziomie, albo wykazywać tendencję spadkową. Wtedy Kaczyńskiemu bardzo trudno będzie wygrać następne wybory, no, chyba , że tak zmieni ordynację, żeby wyraźnie promować swoją partię, albo... do tych wyborów w ogóle nie dopuści! Wtedy jednak grozi to rozruchami i protestami na ogromną skalę i to sobie Pan Jarosław też musi wkalkulować w plany utrzymania swoich autorytarnych rządów. Oczywiście opozycja musi się w tym czasie zmienić nie do poznania, a przede wszystkim zjednoczyć, bo w obecnej postaci, przy przegranej PiS-u w wyborach, nie miałby kto w tym kraju rządzić!

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • psps(2016-07-23 18:53) Odpowiedz 3334

    GP pokazuje nam swoją twarz. Nie jest to twarz niezależna. Dzisiaj nie trudno sprzeciwić się szefowi TK słuchając jego wypowiedzi i oceniając jego działania. Jego praca, za którą płacimy, nie ma nic wspólnego z ostoją demokracji jaką powinien być TK. Obecnie prezes TK mamrocze jak politycy .N - bez jakiegokolwiek merytorycznego uzasadnienia neguje wszystko i wszystkich obraża. Wg mnie powinien wziąć wolne i odpocząć. Długo tak nie pociągnie. Widać oznaki przemęczenia. Trudno się dziwić że wypowiada takie dziwne słowa i dziwne wyroki. Okradł nas z pieniędzy OFE. A poprzedni sędziowie, będący teraz w stanie spoczynku pozwolili na okradanie nas przez OFE od wielu lat. Więc może trochę pokory i wstydu w swoich wypowiedziach.

  • Bezpartyjny(2016-07-24 05:20) Odpowiedz 2923

    Wolność wypowiedzi dla opozycji, ale nie dla Zaradkiewicza ? Powinien milczeć i jak w Norymberdze wskazywać na konieczność wykonywania "demokratycznych" rozkazów niepoważnego Rzepińskiego ? Najbardziej zabawne jest to, że wraz z Budką szef TK świadomie dopuścił do nadmiernego wyboru sędziów przed oddaniem władzy, a teraz bez żadnej uczciwej refleksji ze strony większości mediów, najgłośniej krzyczą obecnie o braku demokracji.

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • a(2016-07-24 10:25) Odpowiedz 2423

    Zabawny atak na wydawcę GP. Dziennikarze zawsze żyją z konfliktów. Za to mają płacone. A K. Zaradkiewicz to karierowicz - jakich bardzo wielu. Można go porównać do T. Rydzyka. Wierni mu wierzą, KC Episkopat chroni, PiS - rząd polski daje dotacje - to dobrze żyje i oszukuje. I ten urzędnik sądowy, jest taki sam jak urzędnik Rzymu, robi to samo i za to samo. Obaj służą karierze i mamonie. GP tylko relacjonuje. Nie trzeba zaraz dąć w surmy zdrady i manipulacji. A propos - dlaczego bank angielski HSBC wycofał się z Polski, parę lat temu? Bo przewidział ponowny konflikt w Polsce. Szczególne zasługi w tym konflikcie będize mieć NATO, a teraz PiS stara się jak może.

  • karo(2016-07-24 19:11) Odpowiedz 2120

    Ten artykuł to klasyczna propaganda 1. zawiera wyłącznie negatywne opinie i oceny Zaradkiewicza, mimo że jest mnóstwo opinii pozytywnych o jego ostatnich działaniach. Trzeba tylko spojrzeć szerzej niż towarzystwo takich tuzów intelektualnych i moralnych jak mgr Stępień, który raczej nie dzięki kwalifikacjom naukowym został prezesem TK... 2. Szczególnie w przedostatnim akapicie zawiera anonimowe oskarżenia ("ci, którzy znają Zaradkiewicza") wraz z głęboką kuchenną psychoanalizą o "kompensowaniu braku pewności siebie". Klasyk rodem z Wybiórczej lub Lisweeka. 3. Szczególnie zabawny jest fragment o usunięciu z Googla odnośników do prac Zaradkiewicza. Ten Zaradkiewiecz, a może cały PiS, jest już tak potężny, że kontroluje Internet i usuwa niewygodne treści z różnych portali??

  • Krzysztof(2016-07-24 15:37) Odpowiedz 1619

    Ten, co twierdzi, że gazeta jest niemiecka i dlatego nie ma racji, przyznaje tym samym, że brak mu rozumu, by samemu osądzić merytorycznie treść artykułu. Tylko po co się taki upośledzony wypowiada?

    Pokaż odpowiedzi (5)
  • blodbad(2016-07-23 21:01) Odpowiedz 1419

    Dobry i potrzebny artykuł. Dziennikarstwo przez wielkie d. Pewnie jak stawiał "2" z prawa cywilnego, to nie dlatego, że student nie miał wiedzy ;)

  • ola(2016-07-24 11:46) Odpowiedz 1425

    Artykuł bardzo rzeczowy i ciekawy.

  • myczek(2016-07-23 21:32) Odpowiedz 133

    Każdy wchodząc do nowego środowiska między wrony kracze jak i one ,ale zawsze kiedyś się to kończy,długo się samego siebie nie sposób okłamywać !

  • korek(2016-07-25 13:44) Odpowiedz 123

    Teraz dopiero ci wybitni byli sędziowie TK doceniają jego fachowość. Przez z górą 15 lat musiał wysługiwać się im przygotowując oprawę ich orzecznictwa. Doskonale wiedział dlaczego mają zapadać takie a nie inne wyroki na polityczne zamówienia. Dlaczego nikt z tych sędziów nie krytykuje takich samych zachowań-wystąpień politycznych prezesa Rzeplińskiego? To przecież on razem z byłym prezydentem Komorowskim i PO zaczął demontaż Trybunału Konstytucyjnego. W jaki sposób to już doskonale wiemy. Gdyby tego nie robił nie było by problemu. A tak walka idzie na całego a zarazem i upadek całego już wymiaru sprawiedliwości. .

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • zzz(2016-07-25 11:58) Odpowiedz 912

    Zmiana poglądów za intratną posadę w spółce skarbu państwa, nic więcej. W obecnej dobrej zmianie takich przykładów jest mnóstwo, szkoda że to kupczenie pieniędzmi podatników.

  • DZIADEK -63 LATA -STAZ 48 LAT-16 WARUNKI SZKODLIWE(2016-07-24 11:15) Odpowiedz 85

    TU CHODZI O TO POLAKU ZAMILCZ I SIE NIE ODZYWAJ TYLKO MY MAMY RACJE I NASZA GAZETA. NIE BEDZIE NIEMNIEC PLUL NAM W TWARZ.DOSYC CHAMSTWA I OBLUDY JAK NIE CHCECIE SLUCHAC PREZYDENTA DUDY.TO CO SIE DZIEJE DLA TEGO SWIAT DOSTAJE GLUPOTY I SZALEJE.WYCHODZO KOMPUTRY TABLETY SMARTFONY A W GLOWIE BALONY I KOLOROWE NEONY.

  • jux(2016-07-26 08:24) Odpowiedz 82

    Moja ocena jest krótka. Pan Zaradkiewicz stał się dla GP i jej niemieckiego wydawcy wrogiem publicznym. Stąd ten propagandowy i tendencyjny artykuł mający go oczernić i zniszczyć jego wizerunek.

  • Mirek(2016-07-25 12:14) Odpowiedz 32

    Miałem u niego ćwiczenia, był zafascynowany prawem cywilnym, okazał się życzliwym człowiekiem, mimo jego opinii surowego egzaminatora. Był trochę sprzeczny, z jednej strony miał żywą pasję do prawa, z drugiej był wycofany i nieco nieśmiały w kontaktach. Chyba się zagubił we własnych emocjach.

  • Norbert Lato(2016-07-26 14:49) Odpowiedz 22

    Ach ten okropny pan Zaradkiewicz ! Jak on smie wypowiadac sie publicznie na temat tego naszego przeswietnego jasnie oswieconego trybunalu ! Wara mu od polityki ! Polityka jest przecie doswolona tylko wybrancom - takim jak nasz szanowny pan prezes Trybunalu ! Prosze dostrzec jego blyskotliwosc , niezaleznosc i sprawiedliwosc ! Najsmieszniejsze , ze chce byc sedzia w swojej wlasnej sprawie ! Cos takiego to bylo rzeczywistoscia ostatnio w mrocznych czasach stalinizmu !!! He he he! Szanowny autor tego tekstu stara sie udowodnic prawdopodobie swoim przelozonym, jak bardzo jest nieobiektywny, ale zawsze duspozycyjny!!!!

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama