Zawołanie „Uwolnić Maćka” miało czas ewoluować ze stadionowego hasła na twitterowy hashtag, doczekało się też własnego profilu na jednym ze społecznościowych portali. I choć w dzisiejszych czasach lajki i hashtagi o szerokim zasięgu są pożądanym dobrem, to bohater tego zamieszania nie ma powodów do radości. Przez 39 miesięcy, w czasie których rośnie popularność jego imienia w mediach społecznościowych, w prasie, radiu i telewizji, on sam siedzi za kratami.

W maju 2012 r. Maciej Dobrowolski, znany w swoim środowisku kibic piłkarski, został tymczasowo aresztowany, bo prokuratura podejrzewa go o handel narkotykami. Tyle wiemy z mediów i prawdę mówiąc, nie potrzebuję wiedzieć więcej, bo nie o siłę dowodów prokuratury w tej sprawie chodzi. Otóż dla mnie, prawnika, adwokata, bez względu na to, jak zawile tę sprawę tłumaczą prokuratorzy i sędziowie, sytuacja jest bardzo prosta. Człowiek nie został skazany prawomocnym wyrokiem, czyli w świetle prawa jest niewinny. I jako niewinny siedzi w areszcie ponad trzy lata. Ta historia to wymowny dowód całkowitej degrengolady wymiaru sprawiedliwości; porażającej nieudolności prokuratury, która przez tyle lat nie potrafi postawić człowieka w obliczu aktu oskarżenia, który obroniłby się przed sądem; sądowej biurokracji; słowem – mrocznego i zdehumanizowanego aparatu, który nie rozumie, że za jego przerzucaniem się papierkami kryją się ludzkie losy.

Nie oceniam, jakim człowiekiem jest i co robił pan Maciej. Powtarzam tylko: w świetle prawa jest niewinny, a życie upływa mu za kratami. To prowadzi po raz kolejny do fundamentalnego pytania, czy wymiar sprawiedliwości ma być dla ludzi, czy – jak w ustrojach totalitarnych – ludzie dla wymiaru sprawiedliwości. Stawiam to pytanie, bo mam świadomość tego, iż sprawa pana Macieja, choć głośna dzięki jego kolegom kibicom, niestety nie jest w Polsce wyjątkiem.

Z raportu z wykonywania wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przez Polskę za 2014 r. wynika, że od 2000 r. w prawie 170 sprawach trybunał stwierdził, że polskie władze naruszyły prawo chronione art. 5 par. 3 konwencji, tj. prawo do rozsądnej długości tymczasowego aresztowania – a to tylko te przypadki, które trafiły do Strasburga. Z lektury raportu wysnuć można też wniosek, że nasze sądy nie lubią alternatywnych środków zapobiegawczych, jak poręczenie majątkowe, dozór policji czy zakaz opuszczania kraju. I choć w podsumowaniu czytamy, że liczba tymczasowych aresztowań oraz ich długość systematycznie spada, to nadal na koniec 2013 r. ponad 400 osób przebywało w aresztach tymczasowych ponad dwa lata, a od roku do dwóch lat – ponad tysiąc aresztowanych (dane dla sądów rejonowych i okręgowych).

I nie jest to tylko problem aresztowanych. Z powodu indolencji organów ścigania co roku z budżetu państwa wydawane są poważne sumy na odszkodowania i zadośćuczynienia. W 2012 r. 171 niesłusznie aresztowanym lub zatrzymanym wypłacono 4,5 mln zł odszkodowań. Zadośćuczynienie wypłacono 23 osobom – w sumie 638 tys. zł (za niesłuszne oskarżenie), a za aresztowanie i zatrzymanie – 286 osobom (8,9 mln zł).

Adwokatura polska regularnie zwraca uwagę na problem. Uchwały Naczelnej Rady Adwokackiej wskazujące na zbyt częste stosowanie aresztu tymczasowego i na długość jego trwania, z apelami do Ministerstwa Sprawiedliwości czy prokuratora generalnego, przyjęte były np. w 2009 i 2010 r. Adwokatura była przyjacielem sądu w Trybunale Konstytucyjnym w sprawach dotyczących stosowania środków skutkujących pozbawieniem wolności – zatrzymania i tymczasowego aresztowania (K 37/11 oraz SK 10/11). Organizowaliśmy konferencje na ten temat, a w 2013 r. przygotowaliśmy obszerny raport m.in. na temat przedłużających się tymczasowych aresztowań.

Mimo to cele w polskich aresztach pełne są zamkniętych na wiele lat niewinnych ludzi. Niewinnych, bo bez wyroków. Jako polskiemu prawnikowi jest mi za to strasznie wstyd.