Warunki wynikające z projektu nowej ordynacji przełożyliśmy na ostatnie wybory, które odbyły się w 2014 r. Najpierw porównaliśmy, ile wówczas mandatów do podziału było w poszczególnych okręgach oraz ile mandatów wynika z nowej ordynacji (na podstawie normy przedstawicielskiej i z zachowaniem reguły, że w okręgu nie może być mniej niż trzy mandaty). Potem na oba warianty nałożyliśmy wyniki procentowe, jakie poszczególne partie uzyskały w 2014 r. Po przeliczeniu zdobytych mandatów metodą d’Hondta widać, jak zmiany zaproponowane przez PiS mogą wpłynąć na wyborcze sukcesy i porażki.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

O ile według dotychczasowej ordynacji PiS i PO podzieliły się ok. 75 proc. mandatów (z puli 51), o tyle zgodnie z nową – już ponad 90 proc. Przy czym PiS zyskałby 5 mandatów, a Platforma – 3. Najbardziej stratne byłyby mniejsze ugrupowania takie jak PSL (utrata 3 mandatów) czy SLD (strata 2 mandatów).

– To próba strategicznego osłabienia PSL czy Kukiz’15, a także wejścia PiS na trudniejsze politycznie tereny, np. gorzowskie czy warmińsko-mazurskie – ocenia prof. Rafał Chwedoruk, politolog z UW. To może być też próba zabezpieczenia się PiS przed potencjalną konkurencją z prawej strony.

Profesora Antoniego Dudka z UKSW zainteresowały przesunięcia liczby mandatów przypadających na okręg. – Widać, że PiS zmierza do zmniejszenia liczby mandatów w okręgach z największymi aglomeracjami, za wyjątkiem Łodzi, i przesuwa je na tereny, gdzie nie ma takich miast. Na tym terenie PiS spodziewa się uzyskać ponadprzeciętne poparcie dla kandydatów Zjednoczonej Prawicy – ocenia.

Opozycja widzi zagrożenia. – Mam wrażenie, że w Traktacie Europejskim stwierdza się, że wybory powinny odbywać się zgodnie z zasadą proporcjonalności. A ordynacja PiS zmierza w kierunku zasady większościowej – ocenia Piotr Zgorzelski z PSL. – Inna sprawa, że nikt tak jak PiS nie jednoczy opozycji. To może się przyczynić do klęski partii rządzącej. Ale projekt dopiero wpłynął do Sejmu, jeszcze wiele może się zmienić – dodaje.