O tym, że sędziowie znaleźli sposób, aby jeszcze przez cały 2017 r. nie dzielić się z opinią publiczną informacjami o swoim stanie majątkowym, pisaliśmy jako pierwsi w styczniu tego roku. W tym celu skorzystali z furtki prawnej: zapisu w ustawie, iż do dokumentów złożonych przed dniem wejścia w życie nowych regulacji stosuje się przepisy dotychczasowe. Tak więc sędziom, którzy zdążyli złożyć oświadczenia za rok 2016 do 6 stycznia (dzień wejścia w życie nowych rozwiązań), wydawało się, że mogą spać spokojnie.

Teraz jednak okazuje się, że ten wyścig z czasem na niewiele im się zda. Zbigniew Ziobro bowiem zapowiedział, że szykuje im „niespodziankę”. Przy okazji stwierdził, że ci sędziowie, którzy skorzystali z furtki w przepisach, wykazali się „cwaniactwem”.

– To nie było żadne cwaniactwo. Działaliśmy zgodnie z prawem. Jeżeli ktoś ma jakieś pretensje, to powinien je kierować do ministerstwa, które takie rozwiązanie zaprojektowało, oraz do parlamentu, który później je uchwalił – ripostuje Bartłomiej Przymusiński, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

On sam złożył swoje oświadczenie przed 6 stycznia. – Byłem po prostu konsekwentny. Od początku głośno sprzeciwiałem się wprowadzeniu pełnej jawności oświadczeń. Nie powinno więc dziwić, że skorzystałem z możliwości, jaką dał nam sam ustawodawca. Uważam, że publikowanie tych dokumentów w internecie stwarza dla sędziów realne zagrożenie – przypomina Przymusiński.

Nie wszyscy sędziowie jednak spieszyli się w tym roku ze złożeniem oświadczenia majątkowego. Część z nich bowiem uznała, że nie ma o co kruszyć kopii, i pogodziła się z tym, że każdy obywatel będzie mógł sprawdzić w sieci ich dobytek.

Na razie nie są znane szczegóły projektu, który miałby doprowadzić do zamieszczenia w internecie wszystkich oświadczeń majątkowych, a więc także tych, które zostały złożone przed 6 stycznia br. Mimo to środowisko nie szczędzi słów krytyki.

– Sędziowie, składając te dokumenty przed wejściem w życie nowych regulacji, działali w zaufaniu do demokratycznego państwa prawnego. I po raz kolejny okazuje się, że byli w błędzie – zauważa Bartłomiej Przymusiński. Równocześnie zaznacza, że trzeba będzie się zastanowić, czy rozwiązania zaproponowane przez resort nie będą sprzeczne z konstytucją.

O tym, że ministerstwo może zapowiadane przepisy przygotować bez narażania się na taki zarzut, przekonany jest dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Sędziowie nie od dziś składają oświadczenia majątkowe. Muszą to robić już od wielu lat. Te dokumenty stanowią zasób archiwalny, który może zostać opublikowany. Wystarczy, że wprowadzi się przepis, na mocy którego dokumenty te staną się jawne – uważa ekspert.

I, jak zauważa, w taki właśnie sposób postępuje się co jakiś czas z zasobami zastrzeżonymi, np. Instytutu Pamięci Narodowej.

Z drugiej jednak strony ekspert podkreśla, że z punktu widzenia ustrojowego ujawnianie oświadczeń majątkowych sędziów nie ma większego znaczenia.

– Nikt, kto na przykład bierze łapówki, nie wykazuje tego w oficjalnych dokumentach. Nie ma żadnej korelacji między jawnością oświadczeń majątkowych a skutecznością walki z korupcją. Pomimo istniejącego od lat obowiązku sporządzania oświadczeń majątkowych, korupcji nie ubywa. Jej źródłem nie jest bowiem brak wiedzy o majątku osób sprawujących funkcje publiczne, ale w pierwszej kolejności są nim przepisy prawa stanowionego przez Sejm – uważa prawnik.

PRZECZYTAJ, CO MINISTER ZIOBRO SĄDZI O PROTEŚCIE SĘDZIÓW >>