Nie mogę zgodzić się z prof. Janem Błeszyńskim, który w swoim artykule na łamach Prawnika ocenił, iż próba uznania art. 115 ust. 3 prawa autorskiego za niezgodny z konstytucją stanowi front walki przeciw twórcom
Karol Darwin, postać, której jak sądzę, nie trzeba nikomu przedstawiać, prócz osławionej książki „O powstawaniu gatunków” dorobił się w 1871 r. także publikacji ,,The Descent of Man and Selection in Relation to Sex”. Twierdził w niej, że wyrostek robaczkowy jest nie tylko zbędny człowiekowi, ale bywa również, przykładowo na skutek zapalenia, powodem zgonu homo sapiens. Chociaż dziś za sprawą badań zespołu pod kierownictwem prof. Williama Parkera z Uniwersytetu Dukea w Durham wiemy, że Darwin przynajmniej w części się mylił, a appendix vermiformis może pełnić istotną funkcję dla układu immunologicznego człowieka, w świadomości wielu osób wyrostek robaczkowy pozostaje czymś zbędnym, ot jakimś ,,wyrostkiem”, w dodatku marnym, bo zaledwie ,,robaczkowym”.
Reklama
Z kolei już w czasach Karola Darwina debata nad istotą prawa autorskiego trwała w najlepsze, a najróżniejsze propozycje ochrony własności intelektualnej padały ze strony filozofów, prawników, pisarzy i polityków. Wystarczy przypomnieć, że konwencja berneńska, pierwsza międzynarodowa umowa z zakresu prawa autorskiego, została zawarta w dużej mierze dzięki staraniom Victora Hugo. Myślę, że gdyby Darwin miał do czynienia z polską ustawą z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej: pr.aut.), art. 115 ust. 3 wspomnianego aktu prawnego nazwałby właśnie wyrostkiem robaczkowym w rozumieniu właściwym jego czasom. Również uważam, mimo dosyć konserwatywnego podejścia do prawa autorskiego, że przepis karny z art. 115 ust. 3 pr.aut. należy uznać za zbędny, a w niektórych przypadkach mogący zagrażać zasadom państwa prawa.

Reklama
Przyczajony rzecznik, ukryty Sejm
Niedawno, bo 17 lutego 2015 r., Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, w którym orzekł, że wspomniany art. 115 ust. 3 pr.aut. jest zgodny z Konstytucją RP, konkretnie z art. 42 ust. 1. Postępowanie wszczęto na wniosek rzecznika praw obywatelskich z 11 kwietnia 2013 r. W trakcie postępowania wypowiedział się także Sejm RP, który nie podzielił poglądu wnioskującego rzecznika, oraz prokurator generalny, który co do zasady przyznał rację ombudsmanowi. W pewnym uproszczeniu RPO twierdził, że wskazany wyżej artykuł jest nieprecyzyjny, trudno dojść do tego, jakie zachowania mogą narażać na odpowiedzialność karną, a co za tym idzie przepis jest niezgodny z Konstytucją RP w tej części, w której stanowi ona o obowiązku zrozumiałego określania znamion przestępstwa.
Art. 115 ust. 3 pod nóż operacyjny
Krytykowany artykuł brzmi: ,,Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w inny sposób niż określony w ust. 1 lub ust. 2 narusza cudze prawa autorskie lub prawa pokrewne określone w art. 16, art. 17, art. 18, art. 19 ust. 1, art. 191, art. 86, art. 94 ust. 4 lub art. 97, albo nie wykonuje obowiązków określonych w art. 193 ust. 2, art. 20 ust. 1-4, art. 40 ust. 1 lub ust. 2, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”. Na pierwszy rzut oka brzmi dosyć niezrozumiale, w szczególności dla osób, które na co dzień nie mają styczności z prawem. Pragnę pocieszyć czytelników: na drugi rzut oka nie jest lepiej.
Art. 115 ust. 1 pr.aut. stanowi o przestępstwie przywłaszczania sobie autorstwa albo wprowadzania w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, czyli m.in. o czynie popularnie zwanym plagiatem. Z kolei art. 115 ust. 2 pr.aut. mówi, że karze podlega, kto rozpowszechnia bez podania nazwiska lub pseudonimu twórcy cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie albo publicznie zniekształca taki utwór, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie. W drugim przypadku chodzić może np. publikowanie na YouTube niektórych coverów muzycznych bez zgody twórcy przerabianej piosenki.
Problematyczny art. 115 ust. 3 pr.aut. składa się z trzech ważnych elementów. Po pierwsze wskazuje, że przestępstwem jest dokonanie naruszeń w sposób inny niż w przypadkach opisanych powyżej (art. 115 ust. 1 oraz 115 ust. 2 pr.aut.). Po drugie wymienia, czego ma dotyczyć naruszenie, to znaczy poprzez wskazanie artykułów określa prawa, których naruszenie może rodzić odpowiedzialność karną. Po trzecie w końcu określa stronę podmiotową przestępstwa, w tym przypadku zamiar celowy – sprawca musi wiedzieć, że popełnia czyn zabroniony, i chcieć go popełnić, a w dodatku działać w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
Art. 42 ust. 1 konstytucji, na który powoła się RPO, stanowi między innymi o tym, że odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, co wielokrotnie przytaczano zarówno w piśmiennictwie prawniczym, jak i samym orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego, że z art. 42 ust. 1 wypływa podstawowa, sformułowana już w austriackim kodeksie karnym z 1789 r. zasada ,,nie ma przestępstwa bez ustawy”. Z niej z kolei wynika inna formuła, określana ,,nullum crimen sine lege certa”, czyli obowiązek formułowania treści przepisów karnych w sposób jasny, przejrzysty, tak aby odbiorca mógł je zrozumieć i przestrzegać (L. Gardocki ,,Prawo Karne”, Warszawa 2010 r.).
Naruszenie ,,w inny sposób niż określony w ust. 1 lub ust. 2” nie spełnia wymogów przejrzystości. Istotą strony przedmiotowej każdego przestępstwa jest opis zachowania się sprawcy, aktywność, którą musi podjąć, aby zaistniało przestępstwo. Często aktywność ta dookreślona jest dodatkowo przez np. miejsce czy czas dokonania czynu. Innymi słowy, pada pytanie: naruszenie w inny sposób, czyli jaki? Rzecz sprowadza się do odpowiedzi, iż naruszenie w inny sposób, to po prostu naruszenie wymienionych praw we wszelki możliwy sposób inny niż podany w art. 115 ust. 1 lub ust. 2 albo w pozostałych przestępstwach określonych w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Problematyczna jest też rekonstrukcja znamion przestępstwa ze względu na redakcję przepisu, ustanawiającą liczne odniesienia do innych zapisów ustawy. To, iż przepis nie grzeszy precyzją i może prowadzić do rozbieżnych interpretacji rozszerzających lub zawężających sferę penalizacji, zauważył również Sąd Rejonowy dla Warszawy-Żoliborza w Warszawie, który postanowieniem z 28 maja 2007 r. zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego z pytaniem prawnym, czy omawiany art. 115 ust. 3 jest zgodny z art. 42 ust. 1 oraz art. 31 ust. 3 Konstytucji RP. Trybunał Konstytucyjny stwierdził wtedy w postanowieniu z 21 października 2009 r. (P 31/07), iż poprzez wykładnię przepisu można zrekonstruować, jakie zachowania podlegać będą karze.
Problem komplikuje się po analizie artykułów, do których odnosi się kontrowersyjny przepis. Przykładem może być art. 16 pr.aut. Stanowi on o jednym z dwóch rodzajów praw autorskich, to jest o prawach autorskich osobistych – rodzaju dóbr osobistych, praw niematerialnych, które są niezbywalne i które chronią nie tyle aspekt majątkowy, jak w przypadku praw autorskich majątkowych, ile więź twórcy z utworem (przynajmniej w teorii). Ustawa wymienia przykłady praw autorskich osobistych: prawo do autorstwa utworu, prawo decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności albo prawo nadzoru nad korzystaniem z utworu. Słowo klucz to ,,przykład”. Mianowicie, katalog praw autorskich osobistych, ze względu na zwrot ,,w szczególności prawo do”, można uznać za otwarty. O tym, co może stanowić prawo autorskie osobiste, decyduje twórca, oceniając swoją więź z utworem, a finalnie orzecznictwo sądów i w pewnym stopniu piśmiennictwo prawnicze.
Przykładem autorskiego prawa osobistego niewymienionego wprost w art. 16 pr.aut. ani w żadnej innej ustawie jest prawo do dobrej sławy dzieła (J. Sieńczyło-Chlabicz, J. Banasiuk, J. Zaręba, Z. Zawadzka ,,Autorskie prawa osobiste” [w] ,,Prawo własności intelektualnej”, pod red. J. Sieńczyło-Chlabicz, Warszawa 2009 r.) albo z drugiej strony naruszenie przez osobę trzecią prawa autorskiego osobistego poprzez wykorzystanie imion własnych bohaterów literackich (J. Barta, R. Markiewicz ,,Prawo autorskie”, Warszawa 2010 r.). Odbiorca przepisu może mieć zatem uzasadnione wątpliwości, kiedy narusza prawo autorskie osobiste, jakie prawa osobiste mogą być naruszone, a co za tym idzie kiedy popełnia przestępstwo. Problem ten jest znacznie głębszy niż brak precyzji czy nadmierna ogólnikowość przepisu. Co więcej, zakres niektórych praw autorskich osobistych wymienionych w art. 16 pr.aut. jest nieostry, czego przykładem może być prawo do rzetelnego wykorzystania utworu. Nieostrość sformułowań prawnych jest w pewnym zakresie dopuszczalna w prawie karnym, lecz nie może doprowadzić do sytuacji, w której granica oddzielająca czyn dozwolony od czynu zakazanego jest zamazana. O ile otwarty katalog zasad jest akceptowalny w prawie cywilnym, o tyle na gruncie prawa karnego może rodzić pole do nadużyć.
Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 19 lipca 2011 r. (sygn. akt K 11/10), podsumowując dotychczasowe orzecznictwo, przyjął, że w przypadku przepisów karnych ich odbiorca nie powinien być w stanie niepewności co do tego, czy pewne zachowanie stanowi czyn zabroniony, a norma karna powinna wskazywać jednoznacznie znamiona czynu zabronionego. To i wiele innych orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego wprost stanowiło, że precyzyjność przepisu jest równoznaczna z taką redakcją przepisu, aby jego treść była oczywista dla odbiorcy. Jednocześnie Trybunał Konstytucyjny podnosił w orzecznictwie, że również w przypadku przepisów prawa karnego nie wymaga się absolutnej komunikatywności w określaniu zakazów czy nakazów. Właśnie ta druga strona księżyca, do której odwołuje się TK, sprawia, iż uznaje on konstrukcję art. 115 ust. 3 pr.aut. za wystarczającą.
Nie mogę zgodzić się z profesorem Janem Błeszyńskim, który w swoim artykule ,,Duży może więcej. A nie powinien” (Prawnik z 13 marca 2015 r.) ocenił, iż próba uznania art. 115 ust. 3 prawa autorskiego za niezgodny z art. 42 ust. 1 konstytucji stanowi front walki przeciw autorom. W mojej opinii omawiany przepis w obecnej postaci nie spełnia funkcji ochronnej między innymi z tego powodu, iż jest niezrozumiały dla przeciętnego odbiorcy, nie realizuje roli prewencyjnej, w której upatruję korzyści twórcy. Mam również wątpliwości co do faktu, czy w ogóle przepis prawa karnego w przypadku praw wymienionych w art. 15 ust. 3 pr.aut. znajduje uzasadnienie, w szczególności w kontekście istnienia innych norm karnych chroniących interes autorów.
Law-fiction, czyli wszyscy jesteśmy prawnikami
Przypadek art. 115 ust. 3 pr.aut. z którym przyszło zmierzyć się Trybunałowi Konstytucyjnemu, zmusza do zastanowienia się nad dwoma pobocznymi kwestiami, odnoszącymi się bardziej do samej istoty polskiego prawa, niż treści przepisów.
Prawie każdy nie prawnik, którego znam, słyszał o legendarnej już ,,niskiej społecznej szkodliwości czynu”. Między bajki należy włożyć opowieści o tym, jak to sąd uniewinnił mordercę ze względu na niską społeczną szkodliwość czynu, ale prawdą jest, że zgodnie z art. 1 par. 2 kodeksu karnego nie stanowi przestępstwa czyn zabroniony, którego społeczna szkodliwość jest znikoma. Zasada ta dotyczy nie tylko przestępstw już istniejących, czyli wpisanych do kodeksu karnego i innych przepisów karnych, ale powinna stanowić też wskazówkę dla ustawodawcy, szanownych posłów i senatorów, które czyny zasługują, a które nie zasługują na reakcję prawa karnego. Jaki sens ma karanie na gruncie art. 115 ust. 3 pr.aut. nawet pozbawieniem wolności za niewypłacenie twórcy utworu literackiego wynagrodzenia w postaci 5 proc. ceny dokonanej zawodowo odsprzedaży rękopisu utworu literackiego? Oczywiście, istnieją przepisy prawa karnego, które dotyczą obrotu gospodarczego, ale egzekwowanie spełnienia tego rodzaju zobowiązania poprzez prawo karne mija się z celem. De facto sprowadza się to do więzienia za długi i powrotu do ciekawych, choć dosyć mrocznych czasów Karola Dickensa. Pojawia się pytanie o szkodliwość społeczną takiego czynu i o to, czym różni się ona od szkodliwości np. niedokonania zapłaty za egzemplarz rzeźby.
Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Pewność obrotu gospodarczego, a także i bezpieczeństwo obywateli wymaga, aby każdy był równy wobec prawa. To z kolei prowadzi do przyjęcia ,,fikcji powszechnej znajomości prawa”, która sprowadza się do założenia, że każdy obywatel zna prawo. Prawo. Całe prawo. Oczywiście, tak nie jest – nie wszyscy jesteśmy prawnikami (z czego przyznam, mając na uwadze swój interes, niezwykle się cieszę). Co więcej, wobec takiej, a nie innej konstrukcji art. 15 ust. 3 pr.aut. nawet wykształcenie prawnicze może okazać się zawodne. XXI wiek oplata gąszcz przepisów, których pnącza znajdują źródło w konstytucjach, umowach międzynarodowych, dyrektywach i rozporządzeniach unijnych, ustawach, rozporządzeniach, zarządzeniach, prawie lokalnym, regulaminach, umowach, oświadczeniach i uchwałach. Kłębowisko to pełne jest kruchych gałęzi, labiryntów, zapadek, ślepych zaułków, które niejednego doświadczonego podróżnika prawnika zwiodły na manowce.
Prawda jest brutalna: przeciętny obywatel kieruje się intuicją w kwestiach prawnych. O ile każdy (no, prawie każdy) wie, że długi należy spłacać, a sąsiada nie można zastrzelić i wlec za samochodem w odwecie za całonocne hałasowanie, o tyle brak wiedzy o prawie spadkowym, zakresie dozwolonego użytku utworów czy nawet wiedzy o prawnym funkcjonowaniu małżeństwa jest na porządku dziennym, a przecież są to zagadnienia dotyczące większości ludzi. Z tej perspektywy uważam, że należałoby zaoszczędzić obywatelom przepisów prawa karnego o tak zawiłej strukturze jak art. 115 ust. 3 pr.aut..
Pozostaje zgodzić się z RPO co do wątpliwości względem art. 115 ust. 3 pr.aut., a tym samym ze smutkiem przyjąć wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Jedną z cech polskiej demokracji jest kontrola konstytucyjności aktów prawnych. Dyskutować zawsze można, pamiętając jednocześnie o tym, że, jak to stanowi art. 190 ust. 1 Konstytucji RP: ,,Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne”. Sententia facit ius, jak mawiali starożytni. W życiu zawsze jest tak, że do kogoś należy ostatnie słowo.
Wobec takiej, a nie innej konstrukcji omawianego przepisu nawet wykształcenie prawnicze może okazać się zawodne. XXI w. oplata gąszcz przepisów. Kłębowisko to pełne jest kruchych gałęzi, labiryntów, zapadek, ślepych zaułków, które niejednego doświadczonego podróżnika prawnika zwiodły na manowce
W pewnym uproszczeniu, RPO twierdził, że art. 115 ust. 3 jest nieprecyzyjny, trudno dojść do tego, jakie zachowania mogą narażać na odpowiedzialność karną, a co za tym idzie przepis jest niezgodny z konstytucją

Adrian Zwoliński, aplikant adwokacki, Kancelaria Radcy Prawnego Adama Kuźnickiego