Grzegorz M. wraz ze wspólnikiem zawarł ze spółką z siedzibą w Darmstadt przedwstępną umowę sprzedaży nieruchomości w Zgorzelcu. Spółka chciała wybudować tam duży sklep. Strony ustaliły cenę na 14,5 mln zł. Zastrzegły jednak, że niemiecki inwestor kupi grunt za 13 mln zł, jeżeli miasto nie uchwali miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który pozwoli na budowę wielkopowierzchniową na tym terenie.

Grzegorz M. otrzymał 5,5 mln zł zaliczki. Miasto nie zmieniło jednak dotychczasowego planu, co spowodowało, że planowana inwestycja stała się niemożliwa. Spółka chciała więc odstąpić od umowy i odzyskać wpłaconą zaliczkę. Poinformowała o tym drugą stronę. Problem jednak w tym, że strony nie ustaliły w umowie terminu na odstąpienie od kontraktu. Grzegorz M. nie zgodził się więc na oddanie spółce pieniędzy. W efekcie sprawa trafiła do sądu.

Sąd okręgowy oddalił powództwo spółki. Ta jednak wniosła apelację, a sąd drugiej instancji zmienił wyrok i uwzględnił żądanie zwrotu wpłaconej zaliczki. Stwierdził, że skoro uchwała rady miasta nie zmieniła planu, to zaistniały przesłanki do odstąpienia od umowy.

Powołał się przy tym na art. 395 kodeksu cywilnego. Zgodnie z nim można zastrzec, że jednej lub obu stronom przysługiwać będzie w ciągu oznaczonego terminu prawo odstąpienia od umowy. W tym celu należy złożyć drugiej stronie odpowiednie oświadczenie. Umowę uważa się wówczas za niezawartą. A to, co strony sobie przekazały, ulega zwrotowi.

Grzegorz M. wraz ze wspólnikiem wniósł skargę kasacyjną. Sąd Najwyższy uchylił wyrok z powodów formalnych i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Wskazał jednak, że choć w pewnych sytuacjach każda ze stron może odstąpić od umowy, to aby móc skorzystać z tego prawa, muszą być spełnione pewne wymogi. Mianowicie umowa musi zawierać takie zastrzeżenie, a także trzeba ustalić termin, do którego można z tego prawa skorzystać. Ma to duże znaczenie dla utrzymania stabilności obrotu.

Wyrok Sądu Najwyższego z 18 października 2012 r., sygn. akt V CSK 417/11.