Żyjemy w czasach, kiedy zaskakiwani pomysłami rządzących prawnicy nie mają wielu powodów do radości. Tym razem jest inaczej. Możemy z czystym sumieniem świętować 20-lecie klinik prawa w Polsce.
Miesiąc temu pisałem o osiągnięciach myśli prawnej PiS, o „sukcesach”, o jakich świat dotąd nie słyszał, jak pozbycie się w tydzień Sądu Najwyższego („Dumni rekordziści”, DGP nr 56/2018). Dziś będzie o prawdziwym powodzie do dumy. Dwa tygodnie temu odbyła się w Pałacu Staszica w Warszawie konferencja z okazji trzech rocznic związanych z uniwersyteckimi poradniami prawnymi – 20 lat ruchu klinicznego w Polsce, 15 lat Fundacji Uniwersyteckich Poradni Prawnych, 10 lat Centrum Pro Bono. Żyjemy w czasach, kiedy prawnicy, zaskakiwani pomysłami rządzących, którzy europejski dorobek prawniczy wywracają do góry nogami, nie mają wielu powodów do świętowania. Tu jest inaczej i warto to sobie uświadomić i wpisać na listę naszych sukcesów, którymi możemy się autentycznie cieszyć, a także pokazywać je światu. Co ważne, ruch kliniczny, jego dorobek i osiągnięcia łączą, a nie dzielą. Działają razem, współpracują lub go wspierają środowiska uniwersyteckie i samorządy prawnicze, wielkie firmy prawnicze i mniejsze kancelarie czy indywidualni prawnicy, organizacje obywatelskie i niektóre instytucje publiczne, jak Rzecznik Praw Obywatelskich.
ikona lupy />
POLSKI RUCH KLINICZNY W LICZBACH / Dziennik Gazeta Prawna
Z czego zatem konkretnie możemy być dumni? Spójrzmy na nasz wspólny dorobek przez pryzmat wspomnianych trzech rocznic.
Łatanie dziur – 20 lat klinik prawa
Po co nam kliniki prawa? Żeby łatać dziury w dostępie do pomocy prawnej dla osób bez środków? Żeby studenci mogli potrenować na żywym organizmie pacjenta i jego sprawy (stąd zresztą nazwa kliniki prawa – wzięła się od klinik na wydziałach medycznych). Czy bardziej po to, żeby wyrabiać w studentach prospołeczne postawy i dać im praktyczną wiedzę o zawodzie? Sam studiowałem prawo w czasach (początek lat 90. XX w.), kiedy oznaczało to głównie czytanie tekstów prawnych w oderwaniu od rzeczywistości. Elementów prawdziwej pracy prawnika, poza praktykami odbywanymi najczęściej na ostatnim roku studiów, prawie nie było. Krótko potem zacząłem prowadzić zajęcia i jednym z pierwszych pytań zadawanych studentom (pierwszego i ostatniego roku) było to, czy byli kiedykolwiek w sądzie. Znakomita większość nigdy nie była, dodatkowo wielu uważało, że w Polsce, jak w amerykańskich filmach prawniczych, adwokat chodzi po sali i pokrzykuje: „Sprzeciw!”, a sąd uznaje lub oddala. To ruchowi klinicznego zawdzięczamy ogromną zmianę tego stanu. A początki nie były łatwe.
Podczas rocznicy wspominano rejs statkiem sprzed 20 lat – w czasie pierwszej konferencji w Szczecinie i Świnoujściu poświęconej tworzeniu klinik prawa. Wtedy idea ta budziła wiele wątpliwości, zarówno po stronie uniwersytetów (spotkaliśmy się z uczestnikami zjazdu dziekanów wydziałów prawa), jak i prawników. Wiele obaw formułowano także 20 lat temu podczas konferencji w tym samym Pałacu Staszica, w którym spotkaliśmy się niedawno. Wtedy przedstawiciele samorządów prawniczych mówili wprost, że nie wyobrażają sobie, by to student, którego nie wiąże tajemnica adwokacka, który nie jest ubezpieczony od odpowiedzialności cywilnej z tytułu błędu w sztuce ani związany kodeksem etyki adwokackiej, który nie ma prawa reprezentować klienta (bo monopol mają adwokaci i radcy prawni), udzielał pomocy prawnej w klinice prawa. Jak wiele się zmieniło... Rocznicową konferencję otworzyła prof. Celina Nowak, dyrektorka Instytutu Nauk Prawnych PAN, która – a jakże – 20 lat temu była sama studentką prawa biorącą udział w pierwszej edycji zajęć klinicznych na Uniwersytecie Warszawskim. A zakończył konferencję panel, w którym przedstawiciele naczelnych i warszawskich samorządów prawniczych: prezes NRA Jacek Trela, wiceprezes KRRP Zbigniew Tur, warszawscy dziekani ORA adw. Mikołaj Pietrzak i OIRP Włodzimierz Chróścik podkreślali walory ruchu klinicznego, dawali wyraz swojemu wsparciu, przedstawiali działalność prawników w ramach pracy pro bono.
Czego zatem dokonał ruch kliniczny? Od ponad 20 lat studenci i studentki prawa udzielają obywatelom porad prawnych pod opieką opiekunów (najczęściej pracowników uczelni, którzy jednocześnie wykonują zawód prawniczy, a co najmniej mają odpowiednie uprawnienia). Pierwsza była klinika na Uniwersytecie Jagiellońskim, rok później na Uniwersytecie Warszawskim. Potem, rok po roku, klinik przybywało. Dziś jest ich ponad 26 i chyba nie ma wydziału prawa, zarówno na uczelniach publicznych, jak i prywatnych, gdzie nie byłoby poradni – szanse takiego wydziału na przyciągnięcie studentów byłyby mniejsze, jest to także jeden z elementów branych pod uwagę przy tworzeniu rankingu wydziałów prawa.
W sumie przez kliniki przewinęło się ponad 23 tys. studentów. To robi wrażenie. Udzielili oni porad i pomocy w 150 tys. bardzo różnych spraw. Od drobnych, lokalowych przez rodzinne, emerytalno-rentowe po skomplikowane karne czy nawet skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W Polsce ta pomoc miała dodatkowe, wyjątkowe na tle innych krajów, znaczenie. Jako że przez lata nie mieliśmy systemu nieodpłatnej przedsądowej pomocy prawnej, a i z tzw. urzędówkami bywały kłopoty, ten pomocowy aspekt działania poradni był bardzo ważny. Kilkanaście tysięcy spraw rocznie oznaczało pomoc ludziom, którzy często nie mieli szans na jej uzyskanie. Dzisiaj to się zmieniło, funkcjonuje na poziomie powiatów system porad świadczonych przez adwokatów i radców dla licznych kategorii obywateli, jak rodziny wielodzietne czy osoby bez pieniędzy. Jest też o wiele więcej prawników, a przez to (a także dzięki samopomocy w internecie) pomoc prawna stała się o wiele bardziej dostępna. Dane o liczbie spraw pokazują, że w ostatnim roku akademickim świadczono mniej porad niż kiedy te dane zaczęto zbierać. Ale to dobry znak, kliniki prawa nigdy nie miały być fabryką porad, zmusiła je do tego rzeczywistość. Tak naprawdę są przede wszystkim po to, by uczyć prawa. Na aspekcie edukacyjnym – kształcenia umiejętności profesjonalnych i postaw – można się skupić przy niewielkiej liczbie spraw. To, że będzie ich teraz mniej, nie znaczy, że kliniki tracą znaczenie – przeciwnie, to znak, że wracamy do normalności. Bywa na świecie i tak, poznaliśmy przykład z USA, że grupa studentów z sekcji kliniki zajmującej się przemocą w rodzinie pracowała przez rok nad jedną skomplikowaną sprawą.
O tej zmieniającej się sytuacji mówili profesorowie Leonard Etel, Małgorzata Król, Eleonora Zielińska oraz dr Wojciech Górowski. Podkreślali wkład klinik w naukę prawa. Wprowadziły one nauczanie oparte na kazusach, po raz pierwszy zaczęto w nich uczyć etyki prawniczej, której nie było wcześniej w programie. Kliniki organizują także dla studentów szkolenia psychologiczne, na temat komunikacji (w tym praktyczne zajęcia z rozmowy z klientem), poświęcone mediacji, tworzą laboratoria pisania pism procesowych (warsztaty pisania pism). Dzięki klinikom, zwłaszcza sekcjom praw człowieka i prawa uchodźczego, studenci uczą się języków obcych (języka prawniczego).
Polskie kliniki to wiele innych projektów innowacyjnych. Poradnie organizują procesy pokazowe i symulacje rozpraw (dla siebie i dla innych, ucząc o prawie i sądzie). Wydają własne czasopismo prawnicze „Klinika”, w którym publikują akademicy, prawnicy, lecz także studenci z poradni. Angażują się w nowe tematy, szukając dla siebie nisz i tworząc kolejne obok podstawowych (jak karna, cywilna itp.) tematyczne oddziały poradni zajmujące się wyspecjalizowanymi dziedzinami – np. sekcja etyczna, medyczna, praw reprodukcyjnych, mediacji. Wreszcie, jest też specjalny rodzaj klinik – Kliniki prawa na co dzień (Street Law), gdzie studenci uczą o prawie innych (uczniów, więźniów itp.), a każdy, kto w życiu kogoś uczył, wie, że to najlepsza metoda, by samemu dogłębnie zrozumieć materię. Oferta klinik jest więc zdecydowanie bogatsza niż samo świadczenie porad. Student gdzie indziej takiej wiedzy i umiejętności nie dostanie!
Klinicyści mają też szerokie plany. Jak powiedział prof. Etel, żeby mieć najlepszych studentów, trzeba być atrakcyjnym. Kiedyś, kiedy kliniki były nowe i niewielkie, mogli się do nich dostać tylko najlepsi, dziś jest ich więcej, a rynek stwarza wiele możliwości zdobywania praktycznych doświadczeń. Kliniki szukają więc możliwości reprezentowania klientów przez studentów (nie całkiem udało się to z kuratorami, są takie możliwości w sprawach administracyjnych, ale jakoś niezbyt popularne). Chodzi oczywiście o reprezentację w sprawach drobnych, dla poszerzenia doświadczenia. Pojawiające się pomysły na kolejne sekcje kliniczne obejmują zagadnienia prawa europejskiego (współpraca międzynarodowa klinik), mikroprzedsiębiorczości, zagadnień związanych z digitalizacją życia i aplikacjami na urządzenia elektroniczne.
I wątek ostatni, ale kluczowy. Kliniki to uczenie postaw, a wydaje się, że właśnie teraz, w dobie ataku na utrwalone prawnicze standardy, na konstytucję, ma to ogromne znaczenie. O tym, jaką rolę odgrywają kliniki prawa, może świadczyć to, że spośród studentów poradni rekrutuje się wielu prawników, którzy potem angażują się społecznie w różne przedsięwzięcia, czy to jako działacze organizacji obywatelskich (lub ich współpracownicy), czy to jako prawnicy włączający się w pracę pro bono. Wielu z nich podkreśla, że tę postawę, potrzebę pomagania, wrażliwość, wynieśli właśnie z kliniki prawa. Do tego też nawiązywał podczas konferencji adw. Filip Wejman, który zachęcał FUPP i kliniki do zajmowania stanowiska wobec wydarzeń w Polsce, łamania konstytucji, niszczenia trójpodziału władzy i niezależności sądów.
Strategia – 15 lat FUPP
Ważną rolę w rozwoju ruchu klinicznego w Polsce odegrała fundacja Uniwersyteckich Poradni Prawnych (FUPP). Lista działań i osiągnięć Fundacji jest długa, wymienię niektóre z nich. Po pierwsze FUPP promowała kliniki i zachęcała kolejne wydziały prawa do ich tworzenia. Po drugie skupiła się na podkreślaniu, jak ważna jest jakość porad. Wprowadziła wyśrubowane standardy działania, które poradnia musi spełnić, żeby mieć swego przedstawiciela w FUPP i korzystać z inicjatyw dla certyfikowanych klinik. To fundacja odpowiada za przygotowanie już 17 pozycji literatury naukowej i metodologicznej związanych z nauczaniem klinicznym (ich listę oraz wersje elektroniczne niektórych można znaleźć na stronie fupp.org.pl). O znaczeniu polskiego ruchu klinicznego może świadczyć między innymi to, że jedna z tych pozycji – „Studencka Poradnia Prawna. Idea, Organizacja, Metodologia” – została przetłumaczona na języki angielski i chiński.
FUPP także we współpracy z poszczególnymi poradniami organizuje regularne ogólnopolskie (a bywa, że i międzynarodowe) konferencje i warsztaty, gdzie klinicyści dzielą się swoimi doświadczeniami i podnoszą kwalifikacje – było ich już 28. Także wydawane przez FUPP wspomniane czasopismo „Klinika” ukazało się już 28 razy (pierwsze numery były wydawane przez poradnię na Uniwersytecie Jagiellońskim).
Fundacja jest swego rodzaju reprezentantem klinik, prowadzi na ich rzecz rzecznictwo czy nawet społeczny lobbing. Od początku odgrywała ważną rolę we współpracy i kontaktach z dziekanami wydziałów prawa i samorządami zawodów prawniczych. Ale nie ogranicza się do tego, brała udział we wszystkich ważniejszych systemowych pracach dotyczących dostępu do pomocy prawnej i poradnictwa prawnego dla obywateli. Od początku współtworzyła nieformalną koalicję organizacji, które się tym zajmowały, opiniowała kolejne projekty aktów prawnych, współdziałała przy opracowaniu Zielonej Księgi poświęconej tej problematyce w Kancelarii Prezydenta, obecnie zaś prezes FUPP dr Filip Czernicki jest jednym z dwóch przedstawicieli organizacji obywatelskich w Radzie Nieodpłatnej Pomocy Prawnej będącej organem opiniodawczo-doradczym ministra sprawiedliwości.
Kolejna ważna rola fundacji to promowanie działalności pro publico bono prawników – nieodpłatnej pomocy potrzebującym (nie należy mylić tej działalności, co ciągle się zdarza z obronami i pełnomocnictwami z urzędu czy świadczeniem nieodpłatnej pomocy prawnej w ramach systemu państwowego). Oczywiście polscy prawnicy pomagali indywidualnie od zawsze, chodziło jednak o to, by takie postawy promować, a także tworzyć ramy dla bardziej systemowych rozwiązań. Promowaniu postaw i podziękowaniu najbardziej zaangażowanym, służy konkurs o tytuł Prawnika Pro Bono Roku, którego pomysłodawcą miałem szczęście być, ale który zorganizowała fundacja wspierana przez wielu prawników i patrona prasowego („Rzeczpospolita”). Obecnie trwa 15. edycja tego konkursu, a laureaci z lat poprzednich to wspaniałe postaci, które mogą być przykładem dla wielu adeptów prawa. Prawniczką Pro Bono w ramach ostatniej edycji została mec. Sylwia Gregorczyk-Abram z Warszawy – zaangażowana w wiele projektów, jak choćby „Tydzień Konstytucyjny”, czy „Wolne Sądy” (mec. Gregorczyk-Abram była też laureatką rankingu DGP „Rising Stars. Prawnicy – liderzy jutra 2016”). Wśród laureatów i osób wyróżnionych są przedstawiciele różnych zawodów prawniczych, w tym i sędziowie, i prokuratorzy, z całej Polski.
O docenieniu roli FUPP w promowaniu działalności pro bono świadczy także to, że prezes fundacji Filip Czernicki został sam uhonorowany prestiżową nagrodą Europejskiego Prawnika Pro Bono przyznaną podczas Europejskiego Pro Bono Forum w Madrycie w 2012 r. A rok później to doroczne wydarzenie odbyło się w Polsce (także z pomocą FUPP), do której zjechali prawnicy z całego świata.
Mądra pomoc – 10 lat Centrum Pro Bono
Jednym z działań fundacji na rzecz promowania pracy pro bono prawników było stworzenie osobnej inicjatywy pod nazwą Centrum Pro Bono. To drugie takie centrum w Europie, pierwsze powstało na Węgrzech, obecnie funkcjonują już jednak w wielu krajach. Korzystając z wzorców anglosaskich, centrum należy do instytucji zwanych clearinghouse, które pośredniczą pomiędzy potrzebującymi pomocy prawnej a prawnikami mogącymi ją świadczyć. Takie centrum stanowi wstępne sito, weryfikuje wnioskodawców i sprawy, szuka odpowiedniego prawnika, czasem pomaga mu w pracy. Chodzi o to, by po pierwsze pomóc nawiązać kontakt obu stronom, a po drugie, by czas prawnika wykorzystać jak najlepiej – na pomoc profesjonalną, a odciążyć go od spraw administracyjnych i organizacyjnych. Polskie centrum działa w ten sposób, że pośredniczy między organizacjami obywatelskimi, które potrzebują pomocy prawnej, a prawnikami, głównie wielkimi kancelariami prawniczymi, ale nie tylko. W ciągu 10 lat dziesiątki kancelarii i prawników udzieliło pomocy w ponad 500 sprawach, w ostatnim roku w około 100. Organizacje obywatelskie potrzebują pomocy w sprawach cywilnych (umowy), podatkowych, związanych z działalnością gospodarczą, prawem pracy czy prawem administracyjnym. Jednak pomoc nie ogranicza się do tego. Prawnicy wspierają organizacje wiedzą ekspercką, na przykład z zakresu zarządzania zespołem, pomagają w opracowaniach eksperckich, tworzą, lub recenzują ulotki i poradniki tworzone dla nieprawników. Współorganizują seminaria dla organizacji, przekazując im wiedzę prawną na bieżące pilne tematy. Angażują się także w projekty edukacyjne, jak choćby zajęcia w szkołach. Te same kancelarie wreszcie przekazują darowizny, które pozwalają na działanie centrum.
Chwalmy się!
Nie ulega dla mnie wątpliwości, że Uniwersyteckie Poradnie Prawne są znakomitą wizytówką Polski, warto o tym wiedzieć, warto o tym mówić, kiedy rozmawiamy z kolegami prawnikami z innych krajów. Nasze doświadczenia są studiowane i doceniane na świecie. Wielokrotnie organizowaliśmy wizyty studyjne dla delegacji z wielu krajów, które chciały poznać polski ruch poradniczy. Polscy klinicyści także podróżują, ucząc się od innych i dzieląc naszym dorobkiem. Kiedy tworzyliśmy kliniki w Polsce, korzystaliśmy z wzorców amerykańskich. Niektórzy zresztą argumentowali, że nie da się takiej anglosaskiej instytucji przeszczepić na nasz grunt. Później, co zabawne, odnaleźliśmy polskie publikacje na temat klinik, które o lata wyprzedziły pomysły amerykańskie (zobacz ramka). Nasza historia utrudniała jednak ich tworzenie i rozwój.
Jest wreszcie interesujące, że w wielu krajach naszego regionu 20 lat temu także podjęto trud budowy ruchu klinicznego, jednak po latach, po wycofaniu się zagranicznych darczyńców, okazało się, że wiele klinik zniknęło. Polska jest tu wyjątkiem, kliniki są u nas stałym elementem programu nauczania. Dlaczego tak się stało rozmawiano także podczas konferencji. Najczęstszą opinią było, że „ten sukces zawdzięczamy ludziom” – naprawdę oddanym idei ruchu klinicznego twórcom i pracownikom polskich poradni, kolejnym zarządom FUPP, w których świetni prawnicy od lat (także pro bono) inicjują wspomniane projekty, życzliwości różnych instytucji jak uczelnie i wydziały prawa, samorządy prawnicze, czy kolejni rzecznicy praw obywatelskich. Ale zwłaszcza na początku nie obyłoby się bez pomocy darczyńców, a wśród nich Fundacji im. Stefana Batorego, Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, Fundacji Forda i Fundacji Open Society. Z kolei wydawnictwo CH Beck od lat wspiera ruch kliniczny, udostępniając poradniom bazę Legalis i wydając publikacje kliniczne. Wszystkim, którzy się do sukcesu polskich klinik przyczynili, dziękujemy. Cieszmy się zatem, bądźmy dumni i świętujmy te jubileusze.
Polskie pomysły kliniki
„Ażeby tej zbytniej scholastyce zajęć kazuistycznych zapobiec – zaproponowano urządzenie przy uniwersytetach t.zw. klinik prawnych. [...] Zamierzano utworzyć biura bezpłatnej porady prawnej dla ubogiej ludności. Biuro ma się mieścić przy uniwersytecie pod zarządem wyznaczonego przez wydział profesora. Porad udzielają specyaliści w obecności studentów, którzy w ten sposób mogą zapoznawać się z życiem, biorąc udział w dyskusyi, udzielając odpowiedzi na pytania, redagując potrzebne akty [...]”.
Szymon Rundstein, „Studya i szkice prawne”, Lwów 1904
„Jest pewna analogja, pełna komizmu i smutku, między procesem sądowym, a chorobą. Są one podobne w tem, że spadają nietylko na tych, którzy mogą bez wysiłku zapłacić za pomoc. Ta właśnie analogja zwraca naszą uwagę na kliniki uniwersyteckie i ambulatorja, jako na wzór organizacyjny dla stworzenia pomocy prawnej, bezpłatnej i małopłatnej. [...]
Poradnia prawnicza przy wydziale prawnym uniwersytetu może spełniać funkcję podobną do funkcji kliniki. Zupełnie niewątpliwą jest rzeczą, że może wykonywać pracę rzeczoznawczą. [...]
Potrzebna jest nietylko i bynajmniej nie przedewszystkiem, jako instytucja filantropijna. Jest niezbędna jako środek dydaktyczny. Jej zadaniem będzie wprowadzić pulsujące życie w mury uczelni i uczynić je przedmiotem naukowego badania oraz tworzywem odpowiedzialnej, bo życiowo doniosłej, konstrukcji społecznej. Nie można się uczyć sztuki lekarskiej wyłącznie w muzeum anatomji patologicznej. Nie można też nauczyć się sztuki kierowania życiem prawnem i społecznem z martwej litery naukowego traktatu, ani nawet z ćwiczebnego przeżuwania aktów sądowych, wyciągniętych z archiwum. Młody adept prawa musi się stykać z żywemi konkretnemi przypadkami. [...]
Wdzięczny jestem niezmiernie dojrzałej młodzieży prawniczej, że uznała znaczenie mojej skromnej i prostej koncepcji i że poradnię prawniczą wprowadziła na miejsce bardzo poczesne do swego „projektu reformy studiów”.
Czesław Znamierowski, „O naprawie studjów prawniczych”, Warszawa 1938