Tworzenie nadmiernych wymogów w celu zniechęcenia przedsiębiorców do zakładania sklepów z akcesoriami erotycznymi jest niezgodne z prawem unijnym - orzekł właśnie Trybunał Sprawiedliwości UE.

Sprawa powstała na kanwie brytyjskiego przypadku. Timothy Hemming posiada licencję upoważniającą do prowadzenia sex shopów w Westminsterze. Zgodę na tego typu biznes wyraża tam rada gminy.

Rzecz w tym, że brytyjskie prawo przewiduje, iż każdy podmiot wnoszący o udzielenie lub odnowienie licencji musi uiścić opłatę. Składa się ona z dwóch części: jedna administracyjna, która nie podlega zwrotowi, oraz druga przypominająca kaucję, która po zakończeniu postępowania licencyjnego - w razie braku zgody na prowadzenie biznesu - jest oddawana przedsiębiorcy.