Andrzej Duda nie powołał na sędziego pewnego śledczego, bo tak doradził mu prokurator krajowy Bogdan Święczkowski. Sęk w tym, że wcześniej śledczy ten wnioskował o... uchylenie immunitetu Święczkowskiemu.

Sprawa dotyczy jednego z kandydatów, któremu prezydent odmówił powołania na urząd sędziego. I nawet jednym zdaniem nie uzasadnił swojej decyzji. Ale nieco światła na całą sprawę rzuca lektura dokumentów, do których dotarł DGP.

Chodzi o korespondencję, jaką sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Andrzej Dera prowadził z Bogdanem Święczkowskim, prokuratorem krajowym. Ten pierwszy poprosił tego drugiego o przedstawienie informacji i wyrażenie opinii na temat oskarżyciela chcącego przejść do stanu sędziowskiego. Problem w tym, że ów śledczy swego czasu próbował uchylić immunitet właśnie Bogdanowi Święczkowskiemu. Było to w czasach, gdy ten stał na czele Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W 2007 r., za jego kadencji ABW założyła podsłuch Wojciechowi Raduchowskiemu-Brochwiczowi, byłemu wiceszefowi kontrwywiadu Urzędu Ochrony Państwa. Prokuratura domniemywała, że było to działanie nielegalne. I zamierzała postawić Święczkowskiemu zarzut przekroczenia uprawnień. O ile oczywiście udałoby się uchylić mu immunitet.

Reklama

Koniec końców sprawa, która dotyczyła Raduchowskiego-Brochwicza, została umorzona z powodu braku ustawowych znamion czynu zabronionego, a decyzję prokuratury podtrzymał sąd, który rozpatrywał zażalenie pokrzywdzonego. W tym czasie jednak postępowanie było już prowadzone przez innego śledczego.

Kilka lat po tamtych wydarzeniach Bogdan Święczkowski uznał, że nie widzi przeciwwskazań do tego, aby wyrazić swoje zdanie na temat prokuratora, który próbował uchylić mu immunitet. Odpowiedział na prośbę przedstawiciela prezydenta i – jak się można domyślić – nie wystawił śledczemu laurki. Przeciwnie. Zasugerował, że kandydat na urząd sędziego dopuścił się rażących nieprawidłowości. Nie wskazał jednak, o co konkretnie chodzi, tłumacząc, że materiały z postępowań są niejawne.

Reklama

Eksperci uważają, że w takiej sytuacji Święczkowski powinien wyłączyć się z procedury opiniowania kandydata na sędziego. – Nadużyciem jest, aby zainteresowany prokurator udzielał odpowiedzi na pytanie Kancelarii Prezydenta – twierdzi dr Ryszard Balicki, konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Zachowanie prokuratora krajowego budzi wątpliwości także w środowisku prokuratorskim. – Podpisując się pod tą opinią, wystąpił jako arbiter we własnej sprawie – ocenia proszący o anonimowość śledczy. Ale jednocześnie zastanawia się, czy – biorąc pod uwagę nie najlepsze stosunki między środowiskiem sędziowskim a prezydentem – złożenie przez KRS wniosku o powołanie na urząd sędziowski osoby, która w przeszłości chciała postawić zarzuty Święczkowskiemu, nie jest przypadkiem swego rodzaju manifestacją polityczną.

Wątpliwości rodzi również samo zwrócenie się przez prezydenta do innego podmiotu o wyrażenie opinii na temat kandydatów. O tym, że nie powinien tego robić, mówił już Trybunał Konstytucyjny w jednym ze swoich orzeczeń (sygn. akt Kpt 1/08).

Nieco inaczej ocenia tę sytuację dr Balicki. – Obowiązujące regulacje są tak sformułowane, że nie można tego prezydentowi zabronić. Jest to jednak niebezpieczna sytuacja, gdyż może oznaczać nadwerężenie niezawisłości i wiarygodności sędziów i otworzyć drogę do wywierania na nich presji politycznej – ostrzega.

DGP poprosił Prokuraturę Krajową o zajęcie stanowiska w tej sprawie. Zwróciliśmy się również do Kancelarii Prezydenta o wskazanie podstaw prawnych, na jakich działał minister Dera. Do czasu zamknięcia numeru żaden z organów nie przesłał odpowiedzi na nasze pytania.

Nominacje uzależnione od dopisku pani podsekretarz

To nie prezydent, ale urzędnicy jego kancelarii decydują o tym, kto zostanie sędzią. Tak uważają ci, którzy w lipcu spotkali się z odmową powołania ich na stanowiska sędziowskie.

Skąd ten wniosek? Ano z przeglądu dokumentów, jakie w trybie dostępu do informacji publicznej Kancelaria Prezydenta udostępniła trójce sędziów, którzy we wrześniu złożyli skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.
Podmioty, które zgodnie z prawem biorą udział w procedurze powoływania sędziów / Dziennik Gazeta Prawna
– Na dokumentach widnieją odręczne adnotacje pani Anny Surówki-Pasek, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta. Jasno wynika z nich, że zdanie tej osoby ma rozstrzygające znaczenie, jeżeli chodzi o to, który z przedstawionych w uchwale Krajowej Rady Sądownictwa kandydatów zostanie później powołany bądź nie na stanowisko sędziego – relacjonują sędziowie. Anna Surówka-Pasek pisze np., że popiera przedstawienie osób wskazanych przez KRS, ale z jednym wyjątkiem. Po czym prosi o wstrzymanie wniosku w przypadku określonej kandydatury.
O tym, że prezydent nie podejmuje decyzji samodzielnie, świadczyć mają nie tylko adnotacje czynione przez podsekretarz stanu, lecz także korespondencja, jaką prowadzą między sobą pracownicy kancelarii.
– Pojawiają się w niej stwierdzenia, że pani minister wyraziła pozytywną opinię bądź nie wyraziła takiej w zakresie powołania do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego osób wskazanych przez KRS – opowiadają sędziowie.
Najbardziej kuriozalna na tym tle wydaje się być notatka służbowa sporządzona dla sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP Andrzeja Dery. Otóż jest w niej mowa o tym, że pięć osób zostało negatywnie zaopiniowanych przez panią podsekretarz Annę Surówkę-Pasek i że „Pan Prezydent również nie podjął pozytywnej opinii” co do tych osób.
– Wygląda więc na to, że zdanie pani podsekretarz jest ważniejsze od opinii pana prezydenta – kwitują sędziowie.
Brak przepisów
Jak wskazują sami zainteresowani, nie istnieją żadne przepisy, które można by było wskazać jako podstawę prawną do podejmowania przez pracowników kancelarii opisanych powyżej czynności w procedurze powoływania sędziów.
– Zapytaliśmy Kancelarię Prezydenta, na podstawie jakich przepisów pani podsekretarz stanu opiniuje nasze kandydatury. I czy ma to wpisane w zakres swoich obowiązków służbowych. Do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Wiemy jednak, że takie przepisy nie zostaną mi wskazane, bo ich po prostu nie ma – mówi jeden z sędziów.
Podobne pytania zadał Kancelarii Prezydenta Dziennik Gazeta Prawna. Do czasu zamknięcia numeru odpowiedź jednak nie nadeszła.
Konstytucjonaliści potwierdzają: nie istnieją żadne procedury, które określałyby, jakie kroki może podejmować Kancelaria Prezydenta po przedstawieniu jej kandydatów na sędziów przez KRS i czyich opinii może zasięgać. A skoro tak, to – jak podkreśla dr Ryszard Balicki, konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego – trudno prezydentowi czegoś takiego zabraniać i twierdzić, że jest to niedopuszczalne. Nie od dziś bowiem wiadomo, że co nie jest zabronione, jest dozwolone. Nie oznacza to jednak, że taki stan prawny jest pożądany z punktu widzenia zasady trójpodziału władz.
– Powinniśmy się zdecydować: albo sankcjonujemy, że prezydent w nominacji jest ogniwem decyzyjnym i dlatego musi mieć możliwość podejmowania pewnych kroków w trybie niejawnym ze względu na wrażliwość sprawy, albo uznajemy, że jest to decyzja KRS, a nominacja sędziów przez prezydenta to czynność głównie honorowa – mówi dr Balicki. I dodaje, że jego zdaniem to drugie rozwiązanie byłoby lepsze. – Prezydent posiada przecież swojego przedstawiciela w KRS, który może już na wcześniejszym, niejawnym etapie procesu nominacyjnego zgłaszać wątpliwości głowy państwa – kwituje.
Bardziej zdecydowanie ocenia całą sytuację Waldemar Żurek, członek KRS. – Moim zdaniem prezydent w takim przypadku nie powinien zasięgać opinii innych osób. Co najwyżej może wówczas zwrócić akta sędziego do rady i wskazać, jakie ma wątpliwości. Gwarantuję, że KRS powtórnie przyjrzałaby się kandydatowi pod kątem zastrzeżeń zgłoszonych przez głowę państwa – podkreśla rzecznik rady.
Takie stanowisko wydaje się być uzasadnione w świetle orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego. Ten bowiem, umarzając postępowanie o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego pomiędzy ówczesnym prezydentem Lechem Kaczyńskim a KRS (wówczas również chodziło o niepowołanie kilku sędziów), wskazał, że korzystanie przez prezydenta z innych opinii musiałoby skutkować nieważnością podjętych przez prezydenta czynności. Oznaczałoby to bowiem, że prezydent wkroczył w kompetencje rady. To tak – tłumaczył TK – jakby KRS samodzielnie podjęła akt powołania sędziego (postanowienie TK z 23 czerwca 2008 r., sygn. akt Kpt 1/08).
Osobista prerogatywa
Sędziowie, którzy złożyli skargę do warszawskiego WSA, uważają również, że tego, co dzieje się obecnie w Kancelarii Prezydenta, jeżeli chodzi o proces powoływania sędziów, nie da się pogodzić z faktem, iż powoływanie sędziów należy do osobistych prerogatyw prezydenta, o których mowa w art. 144 konstytucji. – Nikt nie czyniłby zarzutu pracownikowi Kancelarii Prezydenta, gdyby np. wskazał panu prezydentowi, że jest w posiadaniu pewnych informacji, które określonego kandydata dyskwalifikują, i mu te informacje przekazał. A pan prezydent na tej podstawie zwrócił się do KRS o zbadanie sprawy jeszcze raz. Tymczasem teraz wygląda to tak, że dany urzędnik z sobie tylko wiadomych powodów podejmuje decyzję co do tego, czy określony kandydat powinien zostać powołany, czy też nie – tłumaczą sędziowie.
Podobne wnioski zdają się płynąć z lektury innego fragmentu przywoływanego już orzeczenia TK. Otóż trybunał jasno wskazał, że: „W związku z zasadą legalizmu na podstawie przedstawionych unormowań nie ma wątpliwości, że Prezydent nie może dokonywać czynności składających się na wykonywanie kompetencji opiniowania kandydatów do pełnienia urzędu sędziowskiego przyznanej Radzie”. I dalej: „W płaszczyźnie prawnej Prezydent nie ma kompetencji do formułowania opinii alternatywnej w stosunku do opinii wyrażonej przez KRS; nie może wchodzić w jej kompetencje opiniodawcze”.
Walka o dobre imię
W całej sprawie nie chodzi jednak tylko o spór kompetencyjny między dwoma konstytucyjnymi organami. Sędziowie bowiem rozważają podjęcie odpowiednich środków prawnych, aby chronić swoje dobra osobiste. W tym celu sędzia zapytał Kancelarię Prezydenta także o podanie podstaw faktycznych wystawienia mu negatywnej opinii przez panią Surówkę-Pasek. Innymi słowy: zapytał, na podstawie jakich dokumentów pani podsekretarz wyrobiła sobie o nim złe zdanie. Tutaj również oczekuje na odpowiedź.
– Po jej otrzymaniu być może okaże się, że przysługuje nam roszczenie o zaprzestanie naruszania naszych dóbr osobistych – zauważają sędziowie.
I dodaje, że w tej sprawie działają dwutorowo – zapytali bowiem także KRS, czy Kancelaria Prezydenta zwróciła się do niej o przesłanie np. jego akt osobowych. Z nieoficjalnych informacji jednak wynika, że coś takiego nie miało miejsca.