Dorota Kania, była dziennikarka „Wprost”, napisała w 2007 r. serię artykułów, w których dowodziła, że A.C., rektor Uniwersytetu Gdańskiego, był współpracownikiem SB (powołała się przy tym na akta z Instytutu Pamięci Narodowej). W reakcji na publikacje Rada Etyki Mediów stwierdziła, że argumenty zaprezentowane przez dziennikarkę nie były wystarczająco przekonujące, oraz wytknęła jej, że nie wymieniła precyzyjnie swoich źródeł informacji. Zdaniem rady przy opracowaniu artykułów Kania nie zachowała wystarczającej staranności.
Reklama
PROSTO ZE STRASBURGA
W sierpniu 2007 r. A.C. wniósł prywatny akt oskarżenia z art. 212 k.k. przeciwko dziennikarce i redaktorowi naczelnemu „Wprost”. Postępowanie o zniesławienie zostało zawieszone na cztery lata w związku z procedurą lustracyjną wszczętą przeciwko A.C. Wykazała ona, że rektor uniwersytetu nie był komunistycznym informatorem i nie wiedział, że w IPN zarejestrowano go jako współpracownika służb PRL.
15 lutego 2012 r. Sąd Rejonowy w Warszawie uznał dziennikarkę i redaktora naczelnego za winnych zniesławienia i zasądził od nich po 3 tys. zł grzywny oraz 2,5 tys. zł nawiązki na cel społeczny. Sąd stwierdził, że dziennikarka, nierzetelnie zbierając informacje i nie weryfikując dokumentów z IPN, naruszyła reputację A.C. Sąd zauważył m.in., że podczas telefonicznej rozmowy z rektorem Kania nie przyznała, że posiada dokument z IPN świadczący o jego współpracy. Mimo że publikowała na ten temat kolejne artykuły, nie próbowała się spotkać z A.C. 26 września 2012 r. Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał wyrok w mocy.
Dziennikarka odwołała się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, twierdząc, że dolegliwe postępowanie o zniesławienie naruszyło jej wolność słowa (skarga nr 44436/13). Przekonywała, że pisząc artykuł o A.C., działała w interesie publicznym. Chciała bowiem poinformować opinię publiczną o przeszłości osoby, która budziła duże zainteresowanie społeczne.
Trybunał w wyroku z 4 października 2016 r. przypomniał w pierwszej kolejności o głównych zasadach ochrony wolności słowa. W jego ocenie dziennikarze odgrywają ważną rolę stróża demokracji, polegającą na przekazywaniu informacji w interesie publicznym. Ich wolność słowa kończy się jednak tam, gdzie zaczyna ochrona reputacji innych. Wolność słowa niesie za sobą wiele obowiązków, w tym obowiązek zachowania rzetelności i weryfikacji faktów, na które się powołujemy.
Odnosząc się do sprawy Kani, ETPC zgodził się z sądami krajowymi, że zarzuty wobec A.C. były niezwykle poważne, szczególnie w kontekście debaty o przeszłości komunistycznej osób publicznych w Polsce. Zresztą sądy krajowe zaczekały z orzeczeniem w sprawie zniesławienia do czasu zakończenia postępowania lustracyjnego, co umożliwiło im ocenę rzetelności gromadzenia informacji przez skarżącą.
Trybunał, podobnie jak sądy krajowe, stwierdził, że wnioski, jakie wyciągnęła Kania z posiadanych informacji, były zbyt daleko idące i naruszyły reputację A.C. Nie wypełniła ona przede wszystkim ciążącego na dziennikarzu obowiązku działania z odpowiednią rzetelnością. Strasburscy sędziowie pozytywnie ocenili też wysokość kary nałożonej na skarżącą i redaktora naczelnego, podkreślając, że sądy krajowe powołały się na standardy ETPC i odstąpiły od wymierzenia kary pozbawienia wolności. W sprawie nie doszło zatem do naruszenia art. 10 konwencji.
Trybunał tradycyjnie sprzeciwiał się sankcjom karnym za zniesławienie, uważając, że proces cywilny jest wystarczającym instrumentem ochrony reputacji, ale jego podejście w ostatnim czasie ewoluuje. ETPC uznaje bowiem możliwość zastosowania środków karnych w sytuacji, gdy działanie dziennikarza uchybia zasadzie staranności i rzetelności. Tym samym daje sygnał, że sensacyjne, nieuczciwe dziennikarstwo nie będzie chronione przez Strasburg.