Jeżeli chcemy poświęcić naszą wolność dla bezpieczeństwa, to znaczy, że nie zasługujemy ani na jedno, ani na drugie – mówi adwokat Zbigniew Krüger, partner w kancelarii Krüger&Partnerzy.
Wiarygodność wykonywania zawodu adwokata opiera się w głównej mierze na możliwości zachowania w tajemnicy informacji uzyskanych od klienta. Jak się pan czuje, mając świadomość, że państwo może dziś monitorować pana rozmowy z klientami?
Wiarygodność wykonywania zawodu to oczywiście ważny aspekt, na który istotny wpływ ma tajemnica adwokacka. Jednak nie jest to aspekt najważniejszy. Zawsze powtarzam, że tajemnica adwokacka, podobnie jak dziennikarska i inne tajemnice zawodowe, nie są przywilejem dla osób wykonujących te zawody. Stanowią one gwarancje poszanowania praw i wolności zwykłych obywateli. W praktyce i tak, nawet przed wejściem w życie kontrowersyjnej ustawy nowelizującej ustawę o policji i inne akty regulujące funkcjonowanie służb i organów ścigania, adwokaci przykładali szczególną wagę do zachowania poufności komunikacji z klientem. W tym zakresie nic się nie zmieni. Jestem przekonany, że adwokaci będą w stanie zapewnić tajemnicę i prywatność komunikacji z klientami, także tej elektronicznej. Już teraz istnieją odpowiednie narzędzia kryptograficzne, pozwalające na zachowanie tajemnicy korespondencji. Problem tkwi gdzie indziej: na poziomie ogólnym, na poziomie zasad. Państwo daje wyraźny sygnał obywatelom: nawet wasze rozmowy i korespondencja z adwokatem nie są chronione. Świadomość, o którą pyta pani redaktor, daje poczucie uczestniczenia w grze, w której jedna ze stron (państwo i jego aparat bezpieczeństwa) funkcjonuje na zasadach korzystniejszych niż druga (obywatel), co więcej zasady te zmieniane są w trakcie meczu, a i tak jeden z zawodników ich nie przestrzega. Reasumując, w praktyce adwokaci zapewnią zachowanie tajemnicy adwokackiej, jednak w sferze symbolicznej nowelizacja ustawy o policji i innych ustaw jest bardzo złym, niepokojącym sygnałem.
Reklama
Czy służby posiadają odpowiednią wiedzę, by ocenić, czym jest tajemnica obrończa, a czym zawodowa?
Oczywiście, że nie. Przyjęta przez ustawodawcę koncepcja, według której policjant prowadzący kontrolę operacyjną – a więc osoba z oczywistych względów zainteresowana wszczęciem i prowadzeniem postępowania – ma ocenić, czy zgromadzony materiał zawiera tres´ci chronione jako tajemnica obron´cza lub adwokacka, jest absurdalna. Przyjęcie takiego rozwiązania świadczy albo o naiwności ustawodawcy, albo jego złej woli i próbie celowego przyjęcia rozwiązania zagrażającego tajemnicy obrończej. Z uwagi na wczesny, zazwyczaj przedprocesowy charakter czynności operacyjno-rozpoznawczych, do których zalicza się kontrola operacyjna, istnieje ryzyko, że materiał dotyczący każdego poufnego kontaktu adwokata z osobą niebędącą formalnie jeszcze podejrzanym, uznawany będzie za niezawierający informacji chronionych, tudzież zawierający informacje objęte tajemnicą, o kto´rej mowa w art. 180 par. 2 k.p.k. Taka praktyka w oczywisty sposób naruszać będzie prawo do obrony, które aktualizuje się z chwilą zgłoszenia się klienta do adwokata, nie zaś formalnego przedstawienia zarzutów.

Reklama
Adwokat nie ma jednak świadomości, że służby w danym momencie gromadzą informacje objęte tajemnicą obrończą. To w opinii Komisji Weneckiej daje służbom zdecydowaną przewagę taktyczną. Czy można jakoś z tego pata wybrnąć?
Zastrzeżenia Komisji Weneckiej są ze wszech miar słuszne. Znamienne jest, że nowelizacja ustawy o policji oraz innych ustaw, w zakresie, w jakim może godzić w tajemnicę adwokacką, narusza wiele przepisów europejskiej konwencji praw człowieka, także tych dotyczących prawa do obrony i rzetelnego procesu. Oczywistą odpowiedzią byłoby niewprowadzanie kwestionowanych przepisów, jednak skoro weszły już one w życie, trzeba to zaakceptować i dostosować praktykę wykonywania zawodu do jeszcze lepszej ochrony tajemnicy adwokackiej i klientów. Doświadczenie i przede wszystkim niezależność adwokatów pozwalają na to.
Francja i Niemcy to kraje, w których obowiązują podobne przepisy dotyczące rejestracji numerów prepaid, jak te wprowadzone niedawno w Polsce. Nie uchroniło to przed zamachami
A co z przypadkami, gdy również prawnik nie ma czystych rąk? Komisja Wenecka zasugerowała, że wtedy kontakty takiej osoby z klientem nie zasługują na szczególną ochronę. Pytanie, jak na miarę takich sytuacji skroić przepisy.
Oczywiście adwokaci nie są świętymi krowami i w przypadku złamania prawa podlegają odpowiedzialności karnej jak każdy obywatel. Bardzo ostrożnie podchodziłbym jednak do oceny stanów faktycznych, dotyczących udzielania przez adwokata pomocy prawnej. Kto ma oceniać, że adwokat nie ma czystych rak? Policjant, prokurator, inne organy ścigania? Przypomnę przypadek adwokata doradzającego spółce J&S, który został postawiony w stan oskarżenia. Został uniewinniony, a sąd nie zostawił suchej nitki na akcie oskarżenia. Adwokat wykonuje zawód zaufania publicznego, nie tylko reprezentuje klienta, ale jest częścią systemu wymiaru sprawiedliwości. Z zastrzeżeniem, które zrobiłem na początku, nie można specjalnie kroić przepisów, zakładając nieuczciwość przedstawicieli palestry, podobnie jak sędziów czy prokuratorów. Podważanie zaufania do tych zawodów, to podważanie także zaufania do całego wymiaru sprawiedliwości.
Co się dzieje z informacjami po zakończeniu działań operacyjnych? Są archiwizowane, protokolarnie niszczone?
Powinny być zniszczone. Przynajmniej w teorii i chciałbym wierzyć, że tak się dzieje. Jednak w praktyce nie mamy gwarancji, że z materiałów tych nie zostały sporządzone kopie, odpisy czy notatki.
Daje to organom ścigania nie tylko nieuzasadnioną przewagę taktyczną, o której wspominała Komisja Wenecka w swojej opinii, ale stwarza zagrożenie, że informacje uzyskane w ramach kontroli operacyjnej zostaną wykorzystane w sprawach niezwiązanych z postępowaniem karnym, choćby w sprawach osobistych czy obyczajowych. Takiego zagrożenia nie da się wykluczyć, można je jedynie zminimalizować przez stosowanie kontroli operacyjnej tylko w wyjątkowych przypadkach, gdy jest to rzeczywiście niezbędne. Tendencja jest niestety odwrotna.
Niemałe kontrowersje w środowisku prawników wywołała również tzw. ustawa antyterrorystyczna. Czy przyglądając się zdarzeniom chociażby we Francji, nie wydaje się jednak panu, że państwa powinny mieć większe możliwości ingerowania w prywatność obywateli?
Jeżeli chcemy poświęcić naszą wolność dla bezpieczeństwa, to znaczy, że nie zasługujemy ani na jedno, ani na drugie. Trzeba odważnie o tym przypominać, właśnie w takim czasie jak obecnie, po wydarzeniach we Francji czy Niemczech, gdyż będą one wykorzystywane przez polityków i służby do wprowadzania dalszych zmian ograniczających prawo do prywatności i inne swobody obywatelskie. Czy rejestracja telefonicznych kart prepaid chroni przed terroryzmem? Wątpię. Jednak z pewnością można stwierdzić, że ogranicza prywatność. Francja i Niemcy to kraje, w których obowiązują podobne przepisy dotyczące rejestracji numerów prepaid, jak te wprowadzone niedawno w Polsce. Nie uchroniło to przed zamachami. Przepisy takie nie uderzają w terrorystów, którzy mają inne kanały i sposoby komunikacji, lecz w zwykłych obywateli i ich prawa. Głównym motywem działania terrorystów jest strach. Gdy przez niego poświęcamy nasz styl życia, wolność i prywatność, sprawiamy, że terroryści już odnieśli sukces.
Jakie rozwiązania zawarte w ustawie antyterorystycznej są dla pana, jako obrońcy, nie do zaakceptowania?
Przede wszystkim brak precyzji tego aktu prawnego, co stwarza pole do nadużyć. Sama definicja „zdarzenia o charakterze terrorystycznym”, do której odwołuje się ustawa w przepisach szczegółowych, jest niejasna. Przykładowo, w myśl z art. 10 ustawy od cudzoziemca będzie można pobrać w sposób nieinwazyjny materiał DNA – a więc dane wrażliwie, które zgodnie z kodeksem postępowania karnego można pobrać od kogoś, wobec kogo wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutów – wyłącznie na postawie tego, że „istnieje podejrzenie związku tej osoby ze zdarzeniem o charakterze terrorystycznym”. Kto o tym decyduje, kto sprawdza, że takie podejrzenie istnieje? Służby specjalne? To nie podlega jakiejkolwiek kontroli sądowej. Zdarzenie o charakterze terrorystycznym to nie to samo co przestępstwo o tym charakterze. Pojęcie to jest dużo szersze. Zgodnie z ustawową definicją należy przez to rozumieć sytuację, co do której istnieje podejrzenie, że powstała na skutek przestępstwa o charakterze terrorystycznym, lub zagrożenie zaistnienia takiego przestępstwa. To jest prawny potworek.
Nie mogę także zaakceptować sytuacji, w której postanowienie o przedstawieniu zarzutów będzie mogło być wydane wyłącznie na podstawie materiałów o charakterze operacyjnym, a nie procesowym. W takiej sytuacji nawet prokurator będzie w praktyce jedynie narzędziem w rękach służb specjalnych. Przykłady rozwiązań nie do zaakceptowania można mnożyć. Specjalne użycie broni, czyli tak naprawę „regulamin zabijania”, musi budzić sprzeciw. Przepisy o obronie koniecznej są w mojej ocenie wystarczające, by zapewnić bezpieczeństwo w takich przypadkach. Ustawa wprowadza permanentny stan wyjątkowy. Prawa i wolności mogą być, zgodnie z konstytucją, ograniczane w przypadku stanów wyjątkowych i w obliczu poważnych zagrożeń terrorystycznych. Ustawa o działaniach antyterrorystycznych idzie zdecydowanie za daleko.
Ten akt w zakresie chociażby kontroli operacyjnej stawia w gorszej pozycji osoby pochodzące spoza RP. Czy w związku z tym więcej powodów do obaw mają również prawnicy zagraniczni?
Cudzoziemcy są przez tę ustawę dyskryminowani w sposób niedopuszczalny. Konstytucja w rozdziale o prawach i wolnościach człowieka stanowi, że przysługują one i są zapewnione każdemu, nie tylko obywatelom Polski. Dyskryminacja cudzoziemców jest rażąca. Nie widzę powodu, żeby Polak podejrzewany o zamiar popełnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym był w lepszej sytuacji niż podejrzewany o to samo cudzoziemiec. Wobec cudzoziemców, co do których „istnieje podejrzenie” prowadzenia działalności terrorystycznej, może być prowadzona niejawna kontrola operacyjna przez trzy miesiące. Znowu wystarczające jest „istnienie podejrzenia” czegoś, czego ustawodawca nawet nie określił, bo w ustawie brak definicji „działalności terrorystycznej”. Zapis ten stawia w jeszcze gorszej sytuacji prawników, będących cudzoziemcami, a wykonujących zawód w Polsce. Przepisy te nie tylko naruszają konstytucję, europejską konwencję praw człowieka, ale także traktaty unijne i powinny zainteresować Komisję Europejską.