Zaledwie kilkanaście z 2,7 tys. samorządów podjęło uchwały, w których deklarują respektowanie wyroków trybunału. Zdaniem lokalnych władz to tylko pozory. – Nie potrzebujemy ustawy, by stać po stronie prawa – mówią.
Reklama
Pierwsi samorządowi „buntownicy” ujawnili się z końcem kwietnia. Wówczas takie miasta jak Łódź, Warszawa czy Gdańsk zapowiedziały, że będą postępować zgodnie z orzeczeniami TK niezależnie od tego, czy rząd Beaty Szydło je opublikuje, czy nie. W tym celu podejmowały nawet uchwały (albo stanowiska lub rezolucje), w których potwierdzały swoje zamiary.
Zapowiadało się na to, że ruch będzie powszechny. Sytuacja zrobiła się na tyle poważna, że interweniował szef MSWiA Mariusz Błaszczak. Jego zdaniem samorządowi buntownicy przekraczają swoje kompetencje, co oznacza łamanie prawa. Dlatego poinstruował wojewodów, by unieważniali uchwały podejmowane przez krnąbrne samorządy. Obecnie sytuacja wygląda tak, jakby większość lokalnych władz przestraszyła się ministra Błaszczaka. Zapytaliśmy wojewodów o to, ile samorządów z ich regionów podjęło uchwały lub stanowiska w sprawie respektowania orzeczeń TK. Odpowiedziało 12 z 16 urzędów wojewódzkich.
I tak np. w woj. zachodniopomorskim uchwały podjęły tylko: Kołobrzeg, Koszalin i sejmik wojewódzki. W woj. lubelskim wyłamał się jedynie sejmik województwa, na Mazowszu – Warszawa, na Dolnym Śląsku – Wrocław, w Kujawsko-Pomorskiem – Bydgoszcz, w Małopolsce – Kraków, a w Wielkopolsce – władze sejmikowe (stan na połowę lipca br.). Najwięcej „nieposłusznych” było na Pomorzu, gdzie respektowanie wyroków TK otwarcie zadeklarowało pięć samorządów, w tym np. Gdańsk.
Są województwa, w których żaden samorząd nie przejął się kryzysem wokół TK (gdyby bowiem uchwała o respektowaniu orzeczeń trybunału została podjęta, automatycznie trafiłaby do wglądu wojewody). Chodzi o woj. lubuskie, świętokrzyskie, podlaskie, podkarpackie.
Z reguły wojewodowie unieważniają podjęte uchwały i stanowiska. Dlatego część samorządów wnosi sprawę do wojewódzkich sądów administracyjnych. Władze Warszawy zrobiły to już z końcem czerwca. Kilka dni temu to samo zrobił Gdańsk. Miasto domaga się stwierdzenia nieważności lub uchylenia rozstrzygnięcia wojewody oraz zasądzenia od urzędu wojewódzkiego kosztów postępowania.
Ale walka przed WSA ma charakter bardziej symboliczny niż realny. – W sytuacji gdy sprawa zostanie rozstrzygnięta, niezależnie, czy na korzyść, czy na niekorzyść samorządu, to właściwe organy samorządu samodzielnie decydują, czy uwzględniać orzeczenia TK, nawet jeśli nie zostały opublikowane. I na tym etapie wojewoda nie ma środków prawnych, by egzekwować określone działania organów w tym zakresie – mówi Anna Idźkowska, rzeczniczka wojewody podlaskiego. Mówiąc inaczej: wojewoda i tak może działać, tzn. unieważniać akt prawa miejscowego, dopiero gdy zostanie on podjęty przez gminę.
Samorządowcy przekonują, że niewielka liczba jednostek, które podjęły uchwały popierające TK, to tylko pozory, a rząd może być zaskoczony rzeczywistą liczbą tych, którzy opowiadają się po stronie trybunału. – Nie można wykluczyć, że w niektórych miastach czy gminach radni bali się pójścia na tym etapie na otwartą konfrontację z MSWiA – przyznaje prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza. Ale zaraz dodaje, że jego miasto i wiele innych będzie respektować wyroki TK, mimo że nie podjęły w tej sprawie uchwały. – Stanowiska przyjmowane przez niektóre rady były bardziej kierunkowe, często motywowane politycznie. Ale ostatecznie to wójt, burmistrz i prezydent są organem wykonawczym. Ja, nie czekając na sesję rady, wydałem oświadczenie, że zarówno urząd miasta, jak i podległe mu jednostki będą stosowały się do orzecznictwa trybunału – zapowiada prezydent Brejza.
Prawdziwym testem dla lokalnych władz będzie konieczność wybrania, jakie przepisy stosować, gdy zapadnie wyrok TK podważający obowiązujące przepisy, np. dotyczące możliwości odbierania praw jazdy na trzy miesiące za zbyt szybką jazdę. Jeśli TK stwierdzi ich niekonstytucyjność, a rząd nie opublikuje orzeczenia, jedni starostowie mogą zacząć prawa jazdy zwracać, a inni nie.
Niewykluczone, że na pierwszy ogień pójdzie skonfliktowana z PiS-em Warszawa. Niedawno TK potwierdził konstytucyjność małej ustawy reprywatyzacyjnej, którą miasto przygotowało w związku z nieruchomościami objętymi dekretem Bieruta. Do kontroli TK skierował ją wcześniej Bronisław Komorowski. Teraz władze stolicy twierdzą, że jeśli prezydent Andrzej Duda jej nie podpisze, narazi się na delikt konstytucyjny. I już zapowiadają, że w razie czego część przepisów ustawy Warszawa będzie stosować bezpośrednio, nawet bez podpisu prezydenta – np. przy wydawaniu decyzji odmownych dotyczących zwrotu niektórych działek.