Rolą adwokatury nie jest wydawanie znaczącej części budżetu samorządowego na rozwijanie nauki prawa w Polsce. To jest podstawowe zadanie uczelni prawniczych
Bardzo wiele osób z pietyzmem podchodzi do pamiątek z przeszłości. A to z zaciekawieniem ogląda pokazy bractw rycerskich, a to pieczołowicie pucuje syrenkę i w niedzielę jedzie nią przed oniemiałymi z wrażenia znajomymi. Albo też stawia na honorowym miejscu w domu przedwojenną maszynę do pisania. Wszystko to budzi szacunek. Gorzej jednak, gdy ktoś w imię przeszłości sprzeciwia się instalacji łazienki w domu, nie chce szczepić swoich dzieci albo zamierza maluchem pojechać na wczasy w Bułgarii.
Z uwagą przeczytałem artykuł kolegów Jacka Dubois i Michała Zacharskiego pod znamiennym tytułem „Nie zabierajcie nam »Palestry«” (Prawnik z 7 czerwca 2016 r.). Autorzy dowiedli, że alergicznie reagują na pomysły reformy najstarszego pisma polskiej adwokatury. Nie podobają się im postulaty odejścia od papieru i stworzenia wokół „Palestry” portalu społecznościowego dla polskich adwokatów. W sumie chcieliby zatrzymać ją w formie z lat 20. zeszłego stulecia. Z wyjątkiem, co ciekawe, jej obecnego profilu naukowego. Podkreślmy w tym miejscu, że zasadniczym celem adwokatury nie jest wydawanie znaczącej części budżetu samorządowego na rozwijanie nauki prawa w Polsce. To jest podstawowe zadanie uczelni prawniczych.
Reklama
Przedwojenni adwokaci oniemieliby ze zdziwienia, gdyby 90 lat temu ktoś im powiedział, w jakim kierunku ewoluować będzie „Palestra”. Została przecież powołana w celu stworzenia platformy do dyskusji samorządowej o adwokaturze i dla adwokatury. Zamiast tego, za ciężko zarobione przez adwokatów pieniądze, wydawane jest dziś czasopismo naukowe, aby niektórzy naukowcy mieli gdzie publikować swoje artykuły, dające im punkty niezbędne w dalszej karierze, a jednocześnie pchające naprzód polską naukę prawa.
Nie ma zaś w „Palestrze” tego, do czego jest stworzona, czyli debaty o bieżących problemach środowiska. Taka debata toczy się bardzo żywo, ale gdzie indziej: na łamach wielu nowo powołanych portali prawniczych, tak adwokackich, jak i ogólnych.

Reklama
Tymczasem „Palestra” jakby tkwi mentalnie w dawno minionej epoce przedelektronicznej. W periodyku tym obowiązuje archaiczny model produkcji: wnikliwe sito recenzentów, bardzo długi cykl przygotowawczy i w końcu po miesiącach prac następuje tradycyjny druk. Taki cykl jest z pewnością odpowiedni dla czasopism naukowych, w których publikacje mają z definicji wartość ponadczasową. Tego typu model można było z konieczności tolerować w dawnych czasach analogowych, gdy informacje o zmianach w prawie czy nowych orzeczeniach, chociaż opóźnione o wiele miesięcy, i tak były lepsze niż żadne. Teraz jednak adwokaci mają do wyboru liczne portale, gdzie cykl wydawniczy jest minimalny, istnieje możliwość niejako na bieżąco komentowania codziennych wydarzeń prawniczych bądź czysto adwokackich i prowadzenia polemik nieomal w czasie rzeczywistym. Dla współczesnych ludzi, żyjących w szybko zmieniającym się świecie, to są wartości kluczowe. Na drugi plan schodzi duma z posiadania czasopisma naukowego, które realne korzyści przynosi niewielu.
Nie zapominajmy, że „Palestra” wywiera ciężkie piętno na adwokackich finansach, pochłaniając piątą część budżetu Naczelnej Rady Adwokackiej (ok. 2 mln zł). Gros tych kosztów to wydatki na retrozabawę: papier, druk i dystrybucję. Z tej właśnie przyczyny od pewnego czasu stawiam postulat powrotu do źródeł, czyli przywrócenia „Palestry” adwokatom, zogniskowania w niej dyskusji samorządowej, z jednoczesnym uwzględnieniem standardów epoki cyfrowej. 2 mln zł to bardzo dużo pieniędzy i zarówno ja, jak i wielu adwokatów odnosimy wrażenie, że dziś nie są one trafnie wydawane i nie dają naszemu środowisku odpowiednich korzyści. Opowiadam się więc za odejściem od papieru i stworzeniem wokół „Palestry” portalu, w którym będzie miejsce i na artykuły naukowe, i dyskusję samorządową. A zaoszczędzone pieniądze ułatwią też stworzenie całego adwokackiego zaplecza internetowego.
Przedwojenni adwokaci oniemieliby ze zdziwienia, gdyby 90 lat temu ktoś im powiedział, w jakim kierunku ewoluować będzie „Palestra”, która została przecież powołana w celu stworzenia platformy do dyskusji samorządowej