Kontrola praworządności i szacunek dla praw podstawowych pozostanie istotnym elementem agendy europejskiej. Przyjęcie rezolucji dotyczącej Polski nie zamyka zainteresowania tym zagadnieniem. Przeciwnie – wolno mówić o przyspieszeniu w tej sprawie i mnożeniu nowych pomysłów instytucjonalnych.
Niektóre z nich oznaczają zmianę jakościową i wymagają reakcji ze strony polskiej dyplomacji. Chodzi przede wszystkim o inicjatywę grupy liberałów w Parlamencie Europejskim (Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy, ALDE), która proponuje nowy stały mechanizm kontroli demokracji i praworządności oparty na porozumieniu międzyinstytucjonalnym Komisji, Rady i samego Parlamentu Europejskiego. Propozycja ma już status projektu sprawozdania i została skierowana do komisji LIBE (Wolność, Wymiar Sprawiedliwości i Sprawy Wewnętrzne).
Istota propozycji polega na połączeniu dotychczasowych mechanizmów i wprowadzeniu semestru polityki w sprawie praworządności i demokracji. Kluczowym narzędziem ma być tabela wyników pozwalających na ocenę przestrzegania zasad rządów prawa przez instytucje europejskie i państwa członkowskie. Raport poseł Sophii in ’t Veld ustanawia kryteria kontroli i powierza jej przeprowadzenie niezależnemu panelowi ekspertów. Wskaźnikami w sprawie demokracji mają być m.in. rozdział władz, bezstronny charakter państwa, wolność i pluralizm mediów, przejrzystość i rozliczalność władz. Z kolei kryteria oceny praworządności to: legalizm, pewność prawa, równość wobec prawa, dostęp do wymiaru sprawiedliwości.
Reklama
Jak wspomniałem, ocena ma być powierzona panelowi ekspertów, w którym przedstawiciele państw znajdą się w mniejszości. W skład panelu wchodziliby reprezentanci Zrzeszenia Europejskiej Akademii Nauk, europejskiej sieci instytucji praw człowieka, byli sędziowie, eksperci OECD, ONZ i Komisji Weneckiej. Komisja Europejska miałaby przyjmować tabelę wyników na podstawie rekomendacji panelu. Akt ten otwierałby semestr europejski w zakresie demokracji, praworządności i praw podstawowych. Semestr, wzorowany na pakcie w sprawie zarządzania gospodarczego, polegałby na corocznych debatach przeprowadzanych przez Parlament Europejski i Radę UE oraz na działaniach Komisji, która dzięki niemu uzyskałaby dodatkową legitymację dla stosowania sankcji w reakcji na naruszenie podstawowych wartości UE przez państwo członkowskie.
Kazimierz M. Ujazdowski, poseł PiS do Parlamentu Europejskiego, wiceprzewodniczący komisji ds. konstytucyjnych, dr hab. nauk prawnych / DGP

Reklama
Autorzy raportu nie ukrywają, że zaprojektowali go w reakcji na brak podstaw traktatowych dla stosowanych dotąd procedur kontroli praworządności, włącznie z tą, która dotyczy Polski. W uzasadnieniu stwierdzają, że „nie istnieje żaden zintegrowany mechanizm systematycznego, bezstronnego i kompletnego monitorowania wszystkich państw członkowskich i instytucji unijnych”. Trudno jednak dyskutować z zasadą legalizmu. Traktat o UE w artykule 7 wyraźnie określa procedurę postępowania w sprawie naruszeń wartości podstawowych i definiuje ją jako nadzwyczajną i niepodlegającą rozszerzaniu.
Dla prawa publicznego kluczowa jest zasada, że tylko to jest dozwolone, co jest wyraźnie określone. Odejście od tej zasady zachęca do działań arbitralnych. W maju 2014 r. służby legislacyjne Rady UE zwracały uwagę na to, że Komisja wykracza poza upoważnienie traktatowe, projektując procedurę inną niż ta, którą określa artykuł 7 traktatu o UE. Dokument stwierdza wyraźnie, że „w artykule 7 TUE rozmyślnie ustanowiono dokładne ramy nadzoru obejmujące różne etapy, wysoki hipotetyczny próg umożliwiający wszczęcie procedur, podwyższone wymogi dotyczące większości w Radzie UE i w Radzie Europejskiej oraz zestaw gwarancji proceduralnych dla danego państwa członkowskiego, w tym możliwość odwołania się do Trybunału Sprawiedliwości”.
Nowy mechanizm w wersji proponowanej przez liberałów powtarza ten sam błąd. Planowane procedury mają mieć podstawę w postaci porozumienia instytucjonalnego zawieranego przez trzy główne instytucje Unii – Komisję, Radę UE i Parlament Europejski. Jednak Traktat o funkcjonowaniu UE w artykule 295 stwierdza wyraźnie, że takie porozumienia mogą się odnosić do współpracy wewnętrznej tych instytucji, nie zaś do państw członkowskich. Wątpliwości może budzić również skład panelu, albowiem w swej większości nie będzie miał mandatu demokratycznego.
Jednak nasza reakcja nie powinna się sprowadzać do protestu. Polska dyplomacja, nie czekając na rozwój wypadków, może zaproponować alternatywę. Rozwiązanie alternatywne powinno uwzględniać kryteria nieobecne w raporcie przygotowanym przez ALDE, jak na przykład szacunek dla praw mniejszości narodowych, naruszanych w kilku krajach Unii Europejskiej. Pod tym względem Polska może się pochwalić wzorcowym prawem i dobrą praktyką. Nowy mechanizm powinien eksponować dialog, unikać decyzji arbitralnych i mieć niebudzącą zastrzeżeń podstawę prawną w postaci nowej umowy między państwami Unii. Trudno bowiem wyobrazić sobie działania w tej sferze bez zgody państw i zaufania do ich tradycji konstytucyjnych, co deklaruje artykuł 4 traktatu o UE.
Polska dysponuje wolnościową tradycją prawną, wyczuloną na przestrzeganie praw człowieka w skali międzynarodowej. Mogłaby z powodzeniem odgrywać rolę promotora praw człowieka, animując współpracę z państwami, które mają identyczne doświadczenie walki z totalitaryzmem komunistycznym. Istnieją instytucje, które mogłyby być forum takiej współpracy, jak na przykład Europejska Sieć Pamięć i Solidarność. Powrót do roli promotora praw podstawowych nie będzie jednak możliwy bez rozwiązania kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego i zawarcia rzeczywistego kompromisu, który wymaga ustępstw ze strony obozu rządzącego. Kontynuowanie sporu o TK pozbawia nas możliwości wpływania na model kontroli praworządności i praw podstawowych w Europie. Kompromis i zakończenie sporu otwierają perspektywę kształtowania polityki europejskiej w tej dziedzinie.