Nie jest prawdą, że stosunki korporacyjne spółki są wyłączone spod regulacji kodeksu cywilnego.
Nie sądziłem, że moje dwa ostatnie felietony („Ile kosztuje miotła”, Prawnik z 16 lutego 2016 r. i „Pomniki za życia”, Prawnik z 15 marca 2016 r.) będą miały swój ciąg dalszy. A dowodem tego jest dzisiejszy tekst.
Reklama
Otóż DGP poszedł za ciosem i zajął się problemem skuteczności odwołania członka organu w dodatku Firma i Prawo (z 8 marca 2016 r.). W bardzo rzetelnym tekście wskazano dwa konkretne przypadki osób odwołanych i przepytano ich na okoliczność zawiadomienia oraz zaprezentowano, poza moim stanowiskiem, trzy inne: dwa przeciwko mojej tezie i jedno popierające.

Reklama
Warto więc może odnieść się raz jeszcze do problemu, tym bardziej że zaprezentowane stanowiska przeciw budzą zdumienie. Jedno z nich wyrażone jest przez „wspólnika w dużej, międzynarodowej kancelarii, odpowiadającego za prawo spółek”, który jednak występuje anonimowo (dalej jako Anonim), bo: „kancelaria ta obsługuje w bieżących sprawach wiele spółek Skarbu Państwa”. Już sam fakt, że ktoś w dyskusji merytorycznej zasłania się w istocie strachem przed konsekwencjami, jakich miałby doznać z powodu tego, że broni tychże spółek przed skutkami braku zawiadomienia, jest okolicznością absurdalną.
Jeszcze bardziej absurdalnie brzmią argumenty, że „ustawodawca jest racjonalny” i „skoro w k.s.h. wskazał jeden warunek wygaśnięcia, czyli odwołanie z funkcji, to nie należy dointerpretowywać drugiego warunku, posiłkując się kodeksem cywilnym”. Pogratulować Anonimowi. Stwierdza też on, że nie zna ani jednego wyroku sądu, z którego wynikałoby, że warunkiem skutecznego odwołania „jest doręczenie informacji o podjętej decyzji”. No cóż, to podpowiadam powtórnie – wyrok NSA w Warszawie z 9 grudnia 2010r., sygn. akt III SA/Wa 631/10. A może problem jest tak oczywisty dla sędziów, jak wynik mnożenia dwa razy dwa?
Z innych wyroków, proszę bardzo: uchwała SN z 25 listopada 2010 r. (sygn. akt III CZP 84/10), gdzie sąd wyraźnie stwierdza, że art. 61 par. 1 k.c. ma zastosowanie do kodeksu spółek handlowych (w uchwale chodziło o oświadczenie wspólnika o objęciu udziałów w podwyższonym kapitale zakładowym).
Z kolei drugi (druga) z oponentów twierdzi, że „w sferze korporacyjnej nie ma zastosowania art. 61 par. 1 kodeksu cywilnego, ponieważ kwestię odwołania członka rady regulują przepisy kodeksu spółek handlowych”, a art. 385 par. 1, art. 386 par. 2, art. 369 i 370 k.s.h. są tu wystarczające.
Obydwa stanowiska są z gruntu błędne i pokazują niezrozumienie usytuowania kodeksu spółek handlowych w stosunku do kodeksu cywilnego. A to jest klarownie zdefiniowane w art. 2 k.s.h.: w sprawach określonych w art. 1 k.s.h. (tworzenie, organizacja, funkcjonowanie, rozwiązywanie, łączenie, podział i przekształcenie spółek handlowych), a nieuregulowanych w kodeksie stosuje się przepisy kodeksu cywilnego. Stosuje się je wprost! Tylko jeżeli wymaga tego właściwość (natura) stosunku prawnego spółki handlowej, przepisy kodeksu cywilnego stosuje się odpowiednio.
Rodzą się więc pytania: jaka jest podstawa twierdzenia, że do stosunków korporacyjnych nie mają zastosowania przepisy kodeksu cywilnego? Z czego wyprowadzono taki wniosek? Gdzie zostały uregulowane w kodeksie spółek handlowych skutki oświadczeń woli spółek, dokonywanych przez organy spółek kapitałowych? A może z punktu widzenia cywilistycznego akt odwołania ma zupełnie inny charakter niż rezygnacja, pomijając oczywiście osoby oświadczające i będące ich adresatami. Dlaczego więc Sąd Najwyższy i doktryna głowią się, komu należy złożyć oświadczenie o rezygnacji? Bo już nie głowią się, czy to jest oświadczenie woli. W jaki sposób odwołany z pełnionej funkcji ma się dowiedzieć o tym fakcie, tak aby nie pełnił jej dalej, być może narażając spółkę na konsekwencje?
Jaka jest podstawa twierdzenia, że „stosunki korporacyjne spółki” są wyłączone spod regulacji kodeksu cywilnego i uchwały wewnętrzne zastępują wymagane oświadczenie woli skierowane na zewnątrz? Bo nie jest prawdą i nie ma podstaw do twierdzenia, że stosunki te są wyłączone spod działania art. 61 par. 1 k.c., ani to, że stosując ten przepis, dodajemy jakieś ekstra warunki do odwołania. Przypominając kanony cywilistyczne związane z oświadczeniem woli, podkreślić należy, że aby art. 61 par. 1 k.c. nie miał zastosowania, oświadczenie należy zaliczyć do oświadczeń woli nieskładanych innej osobie (np. przyrzeczenie publiczne – art. 919 k.c.) albo do oświadczeń niewymagających skierowania do kogokolwiek. Czy w związku z tym odwołanie z pełnionej funkcji powinniśmy porównać do testamentu, którego ważność nie jest uzależniona od świadomości otoczenia o jego istnieniu? A może chodzi o to, że art. 61 par. 1 k.c. nie obowiązuje, bo oświadczenie woli nie jest skierowane do osoby? No, chyba nie mamy wątpliwości, że osoba fizyczna osobą jest i to do tego musi spełniać warunki z art. 18 k.s.h.
Należy wyraźnie odróżnić odwołanie z pełnionej funkcji jako akt korporacyjny spółki od czynności zawiadomienia o nim. Dopóki nie ma miejsca zawiadomienie o tym fakcie, akt ten pozostaje w sferze wewnętrznej spółki i nie wywołuje skutków prawnych, chyba że osoba, którą odwołano, jest jednocześnie świadoma tego aktu, np. uczestnicząc w posiedzeniu gremium odwołującego. Pamiętajmy jednakże, że art. 61 par. 1 k.c. ma zastosowanie do oświadczeń woli zarówno między obecnymi, jak i nieobecnymi. Zawiadomienie o odwołaniu nie jest żadnym dodatkowym warunkiem, o których mówi Anonim, ale jest elementem określonego stanu prawnego. Do tego, aby art. 61 par. 1 k.c. nie obowiązywał wprost, potrzebna byłaby wyraźna norma prawna „zastępująca” zasady w przepisie tym wyrażone. Co więcej, również odpowiednie stosowanie przepisów kodeksu cywilnego powinno mieć miejsce, gdy stosunek questionis nie został uregulowany w kodeksie spółek handlowych, tj. brak w nim odpowiedzi na rozstrzygany problem.
Nigdy nie twierdziłem, że nie są potrzebne, być może permanentne, nowelizacje kodeksu cywilnego. Podejrzewam, że nowy kodeks musiałby zostać zmieniony wkrótce po jego wejściu w życie
Warto może jeszcze odnieść się do argumentów nieanonimowego oponenta. Wszystkie przywołane przepisy, tj. art. 385 par. 1, art. 386 par. 2, art. 369 i 370, nawiązują do odwołania jako aktu korporacyjnego spółki, który musi być uzupełniony stosownym oświadczeniem woli spółki. Natomiast argument, że „w k.s.h. nie ma przepisu, który nakazywałby konieczność poinformowania odwołanego członka o podjętej decyzji”, trudno nawet komentować. Autorka tego stanowiska należy chyba do tych prawników, którzy chcieliby, aby wszystko w kodeksie spółek handlowych było uregulowane. To może wróćmy do Kodeksu Hammurabiego.
Co do ostatniego felietonu „Pomniki za życia”, nie było moją intencją obrażanie kogokolwiek, jak to odebrał prof. Jerzy Pisuliński („Różnijmy się pięknie(j)”, Prawnik z 29 marca 2016 r.). Wydawało mi się, że tekst, w którym prezentowany jest inny punkt widzenia, pisany ad rem – choć powstało wrażenie, że ad personam – to dopuszczalna forma dyskusji. Tym bardziej że wybrałem dosyć luźną formę felietonu. Tytuł może prowokuje, ale taka jest jego rola i oczekiwanie wydawcy. Po prostu napisałem to, co się mówi i co słyszałem (stąd odniesienie w tekście do „szeptania”). Jeżeli ktoś poczuł się urażony, to przepraszam. Chodziło mi o zwrócenie uwagi na problem.
Nigdy nie twierdziłem – a wręcz odwrotnie – że nie są potrzebne, być może permanentne, nowelizacje. Podejrzewam, że nowy kodeks musiałby zostać zmieniony wkrótce po jego wejściu w życie. Odnosiłem się tylko do zmian okresu przełomu 1990 r., a nie kolejnych nowelizacji. Starałem się też w tekście zaznaczyć swoje uznanie dla członków komisji za czuwanie nad poziomem prawa w zderzeniu z jego nijakością. Uważam, że członkowie komisji kodyfikacyjnej, w szczególności prawa cywilnego, to byli w przeszłości i mam nadzieję będą w przyszłości osoby reprezentujące poziom wiedzy niedostępny dla przeciętnego prawnika, wykonujący ciężką i potrzebną pracę.
I tego jej w nowym składzie życzę, mając również nadzieję na różnienie się piękniej.