Dziś trzeba utajniać dane adresowe świadków i ofiar nawet wówczas, gdy chodzi o przemoc domową. Ustawodawca miał zlikwidować ten absurd, ale na razie robi to dość nieudolnie
Zmianę zasad anonimizacji danych adresowych przewiduje nowelizacja kodeksu postępowania karnego, która trafiła już do Senatu. Potrzebę taką od dłuższego czasu sygnalizowali prokuratorzy, wskazując, że nieżyciowe przepisy znacznie utrudniają pracę zarówno im, jak i policji.
W kwietniu ubiegrgo roku weszła w życie ustawa o ochronie i pomocy dla pokrzywdzonego i świadka (Dz.U. z 2015 r. poz. 21), która wprowadziła w k.p.k. generalną zasadę utajniania danych adresowych zarówno ofiar, które ucierpiały na skutek przestępstwa, jak i tych, którzy składają zeznania. Miało to wzmocnić poczucie bezpieczeństwa uczestników postępowania, którzy w obawie przed naciskami sprawców odmawiają współpracy z organami wymiaru sprawiedliwości.
Reklama
Ręczna robota
Dlatego, zgodnie z art. 148 par. 2a–2c k.p.k., adresy takich osób co do zasady nie są wpisywane do akt sprawy, tylko trafiają do odrębnego załącznika. Do akt nie mogą być dołączane jakiekolwiek dokumenty zawierające adres świadka czy pokrzywdzonego, a tylko ich zanonimizowane kopie. Oznacza to, że policjant czy prokurator musi taki dokument skserować i zaczernić adres. Jeśli adres nadal da się odczytać (np. podnosząc kartkę papieru pod światło), to dokument trzeba skserować ponownie i dopiero wtedy można dołączyć do akt. A to generuje dodatkową pracę i wyższe koszty dla policji i prokuratur. – W aktualnym stanie prawnym anonimizacja to chyba jedna z największych hamulcowych w sprawnym prowadzeniu postępowania przygotowawczego. Od czasu wprowadzenia tej regulacji właściwie w żadnym z nadzorowanych przeze mnie postępowań nie było obiektywnej potrzeby jej stosowania – mówi dr Sławomir Dudziak, prokurator Prokuratury Rejonowej w Międzyrzeczu, który wyjaśnia, że albo świadkowie i pokrzywdzeni sami negowali istnienie jakiejkolwiek obawy o swoje bezpieczeństwo, albo sprawca i tak wiedział, gdzie takie osoby mieszkają, więc anonimizacja nic by nie zmieniła.

Reklama
– W tego typu realiach wykonanie nakładanych tą procedurą obowiązków generuje jedynie ogromne koszty osobowe, czasowe i materiałowe, które zaledwie w minimalnym stopniu przekładają się na cel, z uwagi na który anonimizacja została wprowadzona – mówi dr Dudziak.
Dlatego, m.in. na skutek postulatów płynących z Prokuratury Generalnej, ustawodawca wprowadził możliwości odstępstw od anonimizacji (patrz ramka). Problem w tym, że spośród trzech wyjątków tylko jeden ma charakter obiektywnie weryfikowalny.
Chodzi o przepis art. 148a par 4 pkt 2 k.p.k., który mówi, że nie trzeba utajniać adresów, w sytuacji gdy miejsce zamieszkania lub pracy jest równocześnie miejscem prowadzenia działalności gospodarczej.
– Pozwoli to odstąpić od anonimizowania np. faktur zabezpieczanych w toku postępowań dotyczących gospodarczych, gdzie liczba tego typu dokumentów potrafi nierzadko iść w setki czy nawet tysiące – wyjaśnia prok. Dudziak.
Drugi wyjątek (art. 148a par. 3 pkt 3 k.p.k.) pozwala nie utajniać danych z powodu „oczywistego braku potrzeby ochrony danych dotyczących miejsca zamieszkania lub miejsca pracy pokrzywdzonego lub świadka z uwagi na charakter sprawy”.
– Tak skonstruowana przesłanka jest wysoce ocenna, co skutecznie może zniechęcać organy postępowania do sięgania po nią, by nie narazić się potem na zarzut, że dokonały tej oceny w sposób błędny – wskazuje dr Dudziak.
Martwy wyjątek
Trzeci wyjątek stwarza możliwość odstąpienia od anomizacji, w sytuacji gdy dane dotyczące miejsca zamieszkania lub pracy pokrzywdzonego lub świadka są oskarżonemu znane (art. 148a par. 4 p.1). Chodzi o wszelkie przypadki przemocy domowej czy sąsiedzkiej.
– To dobra zmiana, bo anomizując dane w takich sprawach, dochodziliśmy do absurdu. By jakoś z tego wybrnąć, prokuratorzy wydają zarządzenia o nieutajnianiu adresów w takich postępowaniach – mówi Małgorzata Gawarecka, prokurator rejonowy Warszawa-Śródmieście-Północ.
Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Jak zauważa prok. Dudziak, w przepisie jest mowa nie o „sprawcy”, ale o „oskarżonym”, co oznacza, że odstąpić od anonimizacji będzie można najwcześniej po wydaniu postanowienia o przedstawieniu zarzutów wobec konkretnej osoby. A to następuje dopiero w końcowej fazie postępowania przygotowawczego. Do czasu wydania takiego postanowienia organ nadal będzie zobligowany stosować procedurę anonimizacji.
– Co prawda zgodnie z art. 71 ust. 3 k.p.k. jeżeli kodeks posługuje się pojęciem „oskarżony” w znaczeniu ogólnym, to odpowiednie przepisy mają zastosowanie także do podejrzanego. Mimo wszystko lepiej, gdyby ustawodawca posłużył się pojęciem „sprawca”, bo obejmuje ono również osobę, która nie jest podejrzanym, a przeciwko której złożono zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa – dodaje Paweł Banach, prokurator rejonowy w Lublinie, który przypomina, że przecież czasem postępowanie w sprawie jest kończone bez stawiania zarzutów, co by oznaczało, że w takich wypadkach od anonimizacji nie można byłoby w ogóle odstąpić.
Ponadto zdaniem prokuratorów nowelizacja k.p.k. nie usuwa podstawowego mankamentu, jakim jest brak możliwości anonimizacji na wniosek świadka czy pokrzywdzonego, tak jak to ma miejsce w sprawach o wykroczenia. ©?
Etap legislacyjny
Ustawa przekazana do Senatu