Kobieta została uznana przez rzecznika dyscyplinarnego prokuratury i prokuratora za winną popełnienia przestępstwa, choć sprawa nawet nie trafiła do sądu. Niektórzy zapomnieli bowiem o zasadzie domniemania niewinności.
Radosław Baszuk, adwokat, wiceprezes Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Adwokatury / Dziennik Gazeta Prawna
STAN FAKTYCZNY
Reklama
Sprawa dotyczyła prokurator z Prokuratury Rejonowej w Łodzi, osoby legitymującej się 25-letnim stażem pracy, która nigdy nie była karana, za to w 1996 r. została nagrodzona przez prokuratora generalnego za osiągnięcia w pracy śledczej. W 2008 r. Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim wystąpiła z wnioskiem o zezwolenie na pociągnięcie kobiety do odpowiedzialności karnej w związku z podejrzeniem ujawnienia tajemnicy państwowej w toku nadzorowanego przez nią postępowania. Rzecznik dyscyplinarny wszczął postępowanie wyjaśniające, a sąd dyscyplinarny uchylił prokurator immunitet.

Reklama
Kobieta złożyła zażalenie. W efekcie postępowanie zostało zawieszone do 2011 r., kiedy to Odwoławczy Sąd Dyscyplinarny przy prokuratorze generalnym odmówił wydania zezwolenia na pociągnięcie prokurator do odpowiedzialności karnej. W konsekwencji śledztwo zostało umorzone, jednak w treści uzasadnienia postanowienia o umorzeniu znalazło się stwierdzenie, że „odmowa wydania takiego zezwolenia ze strony Sądu Dyscyplinarnego spowodowała brak prawnych możliwości w dalszym kontynuowaniu postępowania wobec prokuratora, który dopuścił się czynu będącego przedmiotem niniejszego śledztwa”.
Historia miała dalszy ciąg, ponieważ rzecznik dyscyplinarny podjął postępowanie wyjaśniające skutkujące wydaniem jeszcze jednego postanowienia, w którym stwierdzono, że: „przewinienie dyscyplinarne wymienionej polegało na realizacji znamion przestępstwa, a w chwili obecnej brak jest prawnych możliwości procesowego ustalenia, czy przestępstwo rzeczywiście zaistniało”.
Bohaterka całej sprawy pozwała Skarb Państwa i zażądała zadośćuczynienia w kwocie 200 tys. zł. Argumentowała, że informacja o uchyleniu jej immunitetu wywołała u niej ogromny stres. Miała i wciąż ma obawę, że w czasie czynności zawodowych w prokuraturze i sądzie może stykać się z osobami, które wiedzą o przypisaniu jej zarzutu popełnienia czynu zabronionego. Zdarzyło się już jej oskarżać w sprawie rozpoznawanej przez sędziego, który zajmował się wskazanym wyżej zażaleniem.
Sąd Okręgowy w Łodzi przyznał powódce 100 tys. zł. Wskazał, że zgodnie z art. 23 i 24 kodeksu cywilnego, aby doszło do udzielenia ochrony prawnej dóbr osobistych, muszą być spełnione następujące przesłanki: istnienie dobra chronionego prawem, naruszenie lub przynajmniej zagrożenie naruszeniem danego dobra oraz bezprawność działań naruszających. Część zaś jako wartość właściwą każdemu człowiekowi uznaje się za jedno z najważniejszych dóbr osobistych, podlegające szczególnej ochronie. Naruszenie czci osoby fizycznej może nastąpić zarówno przez pomówienie o ujemne zachowanie w życiu osobistym i rodzinnym, jak i przez zarzucenie jej niewłaściwego postępowania w życiu zawodowym w sposób mogący narazić ją na utratę zaufania potrzebnego w pracy.
Sąd uznał, że w spornych uzasadnieniach postanowień zawarta była wyraźna sugestia, iż prawniczka popełniła czyn zabroniony. Tu sąd odwołał się do zasady domniemania niewinności, podkreślając, że uznanie oskarżonego za człowieka niewinnego aż do wydania prawomocnego wyroku chroni przed naruszeniem godności. Każdy ma obowiązek powstrzymania się od wyrażania wobec oskarżonego (a więc tym bardziej wobec osoby, której nawet nie przedstawiono jeszcze zarzutów) zwrotów sugerujących jego winę. Dotkliwość takich działań jest tym większa, że dopuścili się ich rzecznik dyscyplinarny prokuratury i prokurator, a więc osoby, które powinny stać na straży prawa.
Sąd przypomniał, że w orzecznictwie ugruntowany jest pogląd, iż nazwanie kogoś przestępcą czy stwierdzenie, iż „zrealizował znamiona czynu zabronionego”, przed wydaniem prawomocnego wyroku stanowi naruszenie dóbr osobistych w postaci czci, zarówno w jej zewnętrznym aspekcie – dobrego imienia, jak i wewnętrznym – godności.
Skarb Państwa zaskarżył wyrok.
UZASADNIENIE
Sąd Apelacyjny w Łodzi (wyrok z 17 grudnia 2015 r., sygn. akt I ACa 864/15) oddalił apelację. Wskazał, że sposób sformułowania dokumentów przez rzecznika dyscyplinarnego oraz prokuratora stał w sprzeczności z oczywistą dla współczesnych państw prawa zasadą domniemania niewinności, wyrażoną nie tylko w art. 5 par. 1 k.p.k., ale podniesioną do rangi konstytucyjnej na mocy art. 42 ust. 3 ustawy zasadniczej. Zdaniem sądu powódka, będąc czynnym prokuratorem powołanym do stania na straży praworządności, musiała szczególnie dotkliwie odczuć naruszenie jej dóbr osobistych, i to dokonane przez organy państwa. Odrzucono przy tym jako niemające znaczenia dla sprawy argumenty apelującego, że do szkody nie doszło, bo powódka nadal cieszyła się dobrą opinią w miejscu pracy. Według sądu istotne jest bowiem to, jak sporne sformułowania obiektywnie mogą zostać odebrane, jaki tworzą klimat psychicznego oddziaływania i jakie rodzą skojarzenia i oceny u osób, do których potencjalnie mogą dotrzeć.
Analizując wysokość zadośćuczynienia, sąd wziął pod uwagę to, że krzywdzące treści nie były co prawda zawarte w wypowiedzi publicznej, niemniej jednak zostały one ujawnione w miejscu pracy prokurator, a zatem istnieje ryzyko, że wpłyną na rozwój zawodowy powódki czy też na zaufanie współpracowników do niej.
KOMENTARZ
Z aprobatą podejść należy do kategorycznego podkreślenia przez sądy obu instancji, że organom ścigania nie wolno w toku czynności procesowych używać sformułowań godzących w dobra osobiste uczestników postępowania, w szczególności zaś godzących w konstytucyjną zasadę domniemania niewinności. Przekonuje mnie także pogląd, że naruszenie dóbr osobistych nosi cechę szczególnej dotkliwości w sytuacji, gdy czynią to osoby, które z racji pełnionej funkcji stoją na straży prawa, w tym praw osoby uczestniczącej w postępowaniu.
Od siebie dodałbym, że ocena naruszenia dóbr osobistych powinna być dokonywana w takiej sytuacji także przez pryzmat przekroczenia granic rzeczowej potrzeby. Nie było jakiegokolwiek powodu, by w tej konkretnej sytuacji procesowej w uzasadnieniach postanowień o umorzeniu postępowania karnego oraz o stwierdzeniu braku podstaw do złożenia wniosku o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego zawierać jakiekolwiek stwierdzenia odnoszące się do sprawstwa czynu. Kwestia ta dla obu rozstrzygnięć procesowych miała charakter indyferentny. Kwota orzeczonego zadośćuczynienia jest bez wątpienia w naszych realiach procesowych kwotą znaczną. Pamiętajmy, że prawo polskie nie wypracowało jednolitych kryteriów jego ustalania. Z przepisów k.c. wynika jedynie, że sąd przyznaje poszkodowanemu odpowiednie świadczenie pieniężne w celu naprawienia doznanej krzywdy. Sądy obu instancji kwestię wysokości zadośćuczynienia analizowały dość szczegółowo. Na jego wysokość w tej sprawie wpływ miały rozmiar doznanej krzywdy i intensywność naruszenia dóbr osobistych. Sądy podkreśliły w tym kontekście to, że naruszenia dokonały organy państwa powołane do ochrony praworządności, zaś naruszenie dotknęło czynnego prokuratora, którego powinien cechować nieskazitelny charakter. Te okoliczności, bez wątpienia niewystępujące często w praktyce orzeczniczej, musiały wpłynąć na wysokość orzeczonego zadośćuczynienia.