Kontrola Urzędu Zamówień Publicznych potwierdziła nieprawidłowości w przetargu Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, które przed miesiącami opisał DGP.
Reklama
Chodzi o przetarg na realizację studium wykonalności i koncepcji budowy Krajowego Rejestru Elektronicznego Przedsiębiorców Transportu Drogowego. W marcu 2015 r. opisaliśmy nadzwyczaj wyśrubowane wymagania, które postawił GITD. Firmy, chcąc ubiegać się o to zamówienie, musiały w ciągu ostatnich trzech lat zrealizować co najmniej 15 projektów systemów informatycznych o wartości minimum 150 tys. zł oraz 15 projektów doradczych polegających na przygotowaniu wniosku o dofinansowanie na kwotę co najmniej 40 tys. zł. Po przesłaniu przez nas pytań zamawiający nieco ograniczył swe warunki, poprzestając na 10 projektach jednego i 10 drugiego typu.
UZP, który niedawno zakończył kontrolę tego przetargu, nie miał wątpliwości, że wymagania były nadmierne. Potwierdziła to ekspertyza biegłego. „Wykonawcy mogący wykazać się mniejszą liczbą wykonanych projektów byliby zdolni do należytej realizacji zamówienia” – stwierdził ekspert. Jednocześnie zwrócił uwagę na niecodzienne dysproporcje. Wartość zamówienia oszacowano bowiem na ok. 300 tys. zł. Tymczasem wymagano zrealizowania 10 projektów informatycznych o wartości 150 tys. zł oraz przygotowania 10 wniosków o dofinansowanie na kwotę 40 tys. zł, a więc wielokrotnie niższą. „Drugi warunek jest całkowitym nieporozumieniem. Ilość nie przechodzi w jakość i doświadczenie w przygotowaniu dużej liczby studiów wykonalności dla projektów doradczych o bardzo małej wartości nie oznacza doświadczenia niezbędnego do realizowania projektów o wartościach o rząd wielkości większych” – uznał biegły. Jego zdaniem adekwatnym byłby warunek wcześniejszej realizacji dwóch projektów informatycznych i przygotowanie dwóch wniosków o dofinansowanie o wartości takiej, jak wartość zamówienia.
Według GITD firmy mające na swoim koncie tak dużą liczbę zleceń dawały większą pewność, że uda im się dobrze i na czas przygotować projekt. Właśnie czas miał odrywać kluczowe znaczenie. W specyfikacji zaznaczono, że koncepcja ma być gotowa już w ciągu 20 dni od chwili podpisania umowy, a wniosek o dofinansowanie w ciągu 30 dni, ale nie później niż do 17 kwietnia 2015 r. Skąd ten pośpiech? Zamawiający tłumaczył to terminem składania wniosków w konkursie na dofinansowanie z funduszy europejskich. Tyle że – jak podkreślił biegły – był to jedynie pierwszy z terminów. Powszechnie było wiadomo, że będą ogłaszane kolejne nabory. Ostatecznie okazało się, że od zawarcia umowy do wyznaczonej na sztywno daty upływało 15 dni. Ekspertyza uznała, że nie był to czas wystarczający na realizację zamówienia.
Na podstawie tej opinii UZP ocenił, że zamawiający powinien był wyznaczyć dłuższy termin. Tak krótki stanowił bowiem dodatkową barierę uniemożliwiającą większości firm przystąpienie do przetargu.
Zastrzeżenia te potwierdził zresztą wynik postępowania – ofertę złożyła tylko jedna firma. Na dodatek samodzielnie nie spełniała wymogu dotyczącego liczby przygotowanych wniosków o dofinansowanie – posłużyła się w tym zakresie doświadczeniem innej firmy.