Sądy szwajcarskie uznały, że wystąpienia naukowca nie przyczyniły się do debaty publicznej. Oparły się na art. 261 kodeksu karnego, który zabrania publicznego obrażania lub werbalnej dyskryminacji osoby lub grupy osób ze względu na rasę, przynależność etniczną czy religię oraz zaprzeczania lub usprawiedliwiania ludobójstwa lub zbrodni przeciwko ludzkości. W grudniu 2013 r. ETPC uznał, że skazanie naukowca było sprzeczne z art. 10 konwencji gwarantującym swobodę wypowiedzi. Sędziowie orzekający w składzie izbowym argumentowali, że jedynie 20 ze 190 państw na świecie uznało ormiańskie ludobójstwo. Podkreślili też, że pojęcie ludobójstwa zostało precyzyjnie zdefiniowane przez prawo międzynarodowe.
Reklama
Sprawa trafiła jednak do Wielkiej Izby. Ponieważ trybunał w wyroku z 2013 r. poddał w wątpliwość istnienie międzynarodowego konsensusu co do rzezi Ormian, rząd Armenii włączył się w postępowanie jako strona trzecia. Zabiegał on o uznanie masakry za zbrodnię ludobójstwa. Z kolei rząd turecki w swojej opinii argumentował za wolnością, co wzbudziło falę krytyki, ponieważ połowa z 591 wyroków ETPC dotyczących wolności słowa zapadło przeciwko temu państwu.

Reklama
15 października 2015 r. Wielka Izba podtrzymała rozstrzygnięcie składu siedmiu sędziów, uznając, że doszło do naruszenia wolności słowa Perinçeka, skazanie naukowca nie było bowiem uzasadnione ochroną porządku publicznego, jak wskazały sądy szwajcarskie. Jego wypowiedzi zostały uznane za wygłoszone w interesie publicznym, a tym samym w ocenie trybunału zasługiwały na ochronę. Określenia Perinçeka były na tyle mocne, iż mogły godzić w prawa osób, których najbliżsi polegli w masakrze. Reputacja tych osób jest chroniona na gruncie art. 8 konwencji (prawa do poszanowania życia prywatnego). Ingerencja w prawo skarżącego była uzasadniona ochroną pamięci ofiar.
Siedemnastka sędziów odwołała się jednak w dużo szerszym zakresie do masakry Ormian. Dziesięciu sędziów uznało, że kwestia uznania wydarzenia za zbrodnię ludobójstwa nie powinna być w żaden sposób poddana dyskusji przez izbę, jest bowiem poza jurysdykcją trybunału. Siedmiu sędziów podkreśliło, że rzeź Ormian jest niewątpliwym wydarzeniem historycznym. Trybunał jasno odróżnił sprawę skarżącego od wcześniejszych spraw dotyczących negacji Holokaustu. Zbrodnie popełnione przez nazistów zostały bowiem osądzone i znalazły odzwierciedlenie w prawie międzynarodowym.
Ponadto w przedmiotowej sprawie nie chodziło o zaprzeczenie, lecz o uznanie. Sprawy dotyczące zaprzeczaniu Holokaustu zapadły w wyrokach przeciwko Austrii, Belgii, Niemcom i Francji. Zaprzeczanie tym wydarzeniom historycznym w krajach, które przeżyły horror nazizmu i w których istnieje specjalny moralny obowiązek dystansowania się od tych wydarzeń wydaje się niezwykle niebezpieczny. Ciężko jednak dopatrzeć się bezpośredniego niebezpieczeństwa wywołanego przez słowa Perinçeka w Szwajcarii, która nie miała specjalnego związku z wydarzeniami z 1915 r. Słowa naukowca nie wywołały dodatkowych, poważnych napięć pomiędzy Turkami a Ormianami. Wypowiedzi skarżącego nie można również zakwalifikować jako nawoływania do nienawiści, nietolerancji czy też przemocy wobec Ormian. Nic w sprawie nie wskazywało, że kierował się on pobudkami rasistowskimi.
Podobnie jak w wyroku Izby, uznano, że skarga wniesiona przez Perinçeka nie stanowiła nadużycia prawa i nie podlega odrzuceniu na podstawie art. 17 konwencji. Artykuł ten ma zastosowanie w sytuacji, gdy prezentowane poglądy mają na celu nawoływanie do przemocy i nienawiści. O ile poglądy skarżącego można zakwalifikować jako prowokacyjne i szokujące, ich wygłaszanie wpisuje się w ramy swobody wypowiedzi. Nie zostały one wypowiedziane w celu sprzecznym z tekstem i duchem konwencji.