Ministerstwo Sprawiedliwości przez lata otrzymywało co tydzień kopię bazy danych o wszystkich obywatelach, do dalszego udostępniania. Mogło dojść do przestępstwa – uważają prawnicy.
Przed kilkoma laty informatyk Grzegorz Pluciński zaczął się zastanawiać, skąd sądy mają jego dane osobowe. Okazało się, że udostępnia je Ministerstwo Sprawiedliwości poprzez własny system PESEL-SAD. Skąd resort dostaje te dane? Jak wynika z pisma z 2013 r., Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wydało decyzję, na podstawie której raz na tydzień przekazywało resortowi sprawiedliwości kopię zarządzanej przez siebie bazy PESEL. Na jakiej podstawie prawnej? W piśmie MSW z 2013 r. wskazano art. 46 ust. 1 pkt 1 obowiązującej wówczas ustawy o ewidencji ludności i dowodach osobistych (Dz.U. z 1974 r. nr 14, poz. 85 ze zm.). Dzisiaj obydwa ministerstwa powołują się na ten sam przepis z obowiązującej od 1 marca 2015 r. ustawy o ewidencji ludności (Dz.U. z 2015 r. poz. 388). Zgodnie z nim dane z rejestru PESEL udostępnia się administracji publicznej, sądom i prokuraturze w zakresie niezbędnym do realizacji ich ustawowych zadań.
– Na tej podstawie nie można jednak udostępnić całej bazy, a tylko „dane z rejestru PESEL”. Już językowa wykładnia wskazuje na to, że udostępnia się pojedyncze dane – komentuje dr Paweł Litwiński z Instytutu Allerhanda.
– Udostępnienie całej bazy prowadziłoby do obejścia ustawy, na podstawie której baza jest prowadzona, bo w istocie mielibyśmy nowy podmiot – bez ustawowego umocowania – prowadzący publiczny rejestr. A to jest niedopuszczalne w demokratycznym państwie prawnym, które informacje o obywatelach przetwarza wyłącznie na podstawie ustawy – akcentuje ekspert.