Trójmiejscy sędziowie nie chcą oceniać decyzji prokuratora, który umorzył śledztwo w sprawie składania fałszywych oświadczeń przez prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku.
O przekazanie sprawy do rozpoznania innemu sądowi równorzędnemu zwrócił się do Sądu Najwyższego Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe.
Reklama
Sprawa rozpoczęła się po tym, jak Międzyzakładowa Organizacja Związkowa NSZZ „Solidarność” Pracowników Sądownictwa złożyła do gdańskiej prokuratury okręgowej zawiadomienie. Zarzuciła kierownictwu SO w Gdańsku m.in. utrudnianie wykonywania działalności związkowi zawodowemu i działanie na szkodę interesu publicznego. Podnoszono, że prezes jednostki celowo ignorował to, iż w marcu 2012 r. „S” objęła zasięgiem swojego działania SO w Gdańsku. Organizacja zarzuciła też prezesowi, że składał fałszywe oświadczenia: tak miało być podczas przeprowadzonej w zeszłym roku na terenie gdańskiego sądu kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. Prezes miał złożyć do protokołu pokontrolnego oświadczenie, że na terenie jego jednostki nie działa żaden związek.

Reklama
Prokurator nie dopatrzył się jednak złamania prawa i umorzył postępowanie. Z tą decyzją nie zgodzili się jednak związkowcy i złożyli do Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe zażalenie. Wszystko jednak wskazuje na to, że pismo nie zostanie szybko rozpoznane. Gdańscy sędziowie uznali, że nie powinni sądzić prezesa sądu nadrzędnego.
„W powszechnym odczuciu prowadzenie sprawy przez sędziów niższego rzędu – Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe w Gdańsku – może zostać odebrane jako prowadzenie sprawy »swojego« prezesa” – wskazano w uzasadnieniu postanowienia, w którym SR zwraca się do Sądu Najwyższego o przekazanie sprawy gdzie indziej. Podkreślono również, że w takiej sytuacji nadrzędna powinna być troska o to, by rozstrzygnięciom sądowym „towarzyszyła społeczna świadomość, że są one niezależne od relacji zawodowych istniejących między pracownikami organów wymiaru sprawiedliwości”.
– Podzielamy stanowisko Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe, że sprawa powinna być przekazana do rozpoznania innemu sądowi, najlepiej spoza apelacji gdańskiej – komentuje Marcin Puźniak, pełnomocnik MOZ NSZZ „Solidarność” Pracowników Sądownictwa.
Zaznacza, że organizacja jest zdeterminowana i konsekwentna w wyjaśnieniu tej sprawy.
Na razie nie ma jeszcze decyzji SN. Można mieć jednak wątpliwości, czy przychyli się on do prośby gdańskich sędziów. Wystarczy wspomnieć jedno z orzeczeń SN, kiedy nie uwzględniono wniosku Sądu Rejonowego w K. o przekazanie sprawy innemu sądowi równorzędnemu (sygn. akt III KO 4/15). SN wytknął wtedy wnioskującemu, że nie było podstaw do formułowania jakichkolwiek rozsądnych wątpliwości co do zdolności prawidłowego rozpoznawania sprawy przez ten sąd. A wówczas również uczestnikiem postępowania był prezes sądu nadrzędnego nad sądem, który miał wydać orzeczenie.
Jednostka niższego szczebla chciała się wyłączyć od orzekania w sprawie karnej, w której oskarżoną była kierownik oddziału inwestycji i remontów sądu okręgowego. Poszkodowanym zaś był sąd, reprezentowany przez jego prezesa. Mimo to SN uznał, że kierując się obiektywnymi kryteriami, trudno zakładać, iż w odbiorze społecznym orzekanie przez tych sędziów zrodzi podejrzenie o stronniczość.
„Kontakty o charakterze zawodowym pomiędzy sędziami a pracownikami sądu są czymś naturalnym i ze swej istoty nie wiążą się z żadnymi osobistymi relacjami” – podkreślono w uzasadnieniu postanowienia.